Śmierć w siodle

Motocykle kojarzą się z życiem pełną piersią, z wolnością, z realizacją młodzieńczych marzeń. Przywołują na myśl młodych mężczyzn, którzy lubią napierać pod wiatr i piękne, żądne wrażeń kobiety. Na samo hasło motocykl reagujemy ożywieniem, stajemy się pobudzeni, gotowi na kolejne przygody. Jest jednak druga strona medalu. Motocykle kojarzą się również ze śmiercią.

Nie ma chyba motocyklisty, który nie rozmyśla o śmierci. Możemy zgrywać chojraków, wykręcać diabłu rogi, ale wewnątrz każdy z nas zdaje sobie sprawę, że to co robimy czasem gwałtownie się kończy. W podświadomości tkwi nie tylko los tych, których znaliśmy, ale przede wszystkim zdarzenia, które doświadczaliśmy na własnej skórze. Pomyślcie, ile razy byliście o włos. Mnie do rachowania brakuje palców u rąk.

I to jest ok. Serio. Podejmujemy ryzyko i godzimy się na nie. W zamian dostajemy coś, co napędza nas do życia. Zresztą, cholera, życie jest jednym wielkim ryzykiem. Nie trzeba przerzucać nogi przez siodło, żeby cały nasz wszechświat odszedł w niebyt. Wystarczy znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. Nie ważne gdzie, może to być najbezpieczniejszy kąt w naszym domu. Zły czas i złe miejsce, nic więcej. Jest to myśl, która od wielu lat pozwala mi robić rzeczy, które inni uważają za zbyt ryzykowne. Była jeszcze jedna myśl. Z nią się już nie zgadzam.

_DSC0846

Na początku swojej przygody z motocyklami większość z nas czuję patos motocyklisty. Uważamy się za wyjątkowych, za pilotów szos. Często stawiamy wszystko na jedną kartę, z myślą, że śmierć na motocyklu jest wyjątkowa. Dopisujemy do tego całą bohaterską otoczkę, mitologię bycia wybranym. Niczym kadet świeżo wcielony do pododdziału przed pierwszym wyjazdem na front. Bóg, Honor, Ojczyzna. Maszyna, Wolność, Droga. Każdy weteran jednak wie, że w śmierci nie ma nic wzniosłego. Nie ma bohaterstwa, honoru, przygody. Jest przypadek i obdarci z naszej obecności bliscy. Są statystyki.

Nie namawiam do tego, żeby ktokolwiek z Was cokolwiek zmieniał. Cieszmy się tym co robimy, łapmy każdą chwilę, nawet, jeżeli będziemy je łapać z trójką i dwoma zerami. Ale róbmy to świadomie. Bez usprawiedliwiania i legend. Jak mówił mój znajomy, bez uszlachetniania kurwy.

Advertisements

23 responses to “Śmierć w siodle

  1. Zgadzam się w pełni. Dodałbym jeszcze, że jeśli ktoś bardzo szuka guza, niech może go sobie znajdzie w innym miejscu. Niekoniecznie musi swoim notorycznym kuszeniem losu uprzedzać do nas ludzi niejeżdżących na moto.

    • Dokładnie. Mimo wszystko wg. mnie nie należy przejmować się takimi opiniami. Powiedzmy sobie szczerze, ktoś kto ma nas za dawców już nigdy nie zmieni swojego podejścia.

  2. ..bez uszlachetniania kurwy…zajebiste:)
    czy myślę o śmierci ?..tak,każdego pieprzonego dnia swojego życia. czy żałuję, że zacząłem jeżdzic? ani jedną sekundę swojego życia.
    jak latam, to zwykle myślę sobie tak – stary skup się, nie możesz wyjebac, ani dac się zabic, bo… musisz wypic w piątek,..albo… bo jedziesz na wakacje za miesiąc…albo,..do dziewczyny dzisiaj jedziesz,więc uważaj,.. albo.. po prostu, żeby nikomu nie poprawic humoru swoją wyjebką.
    takie małe cele sobie stawiam, to pozwala mi sie skupic 🙂
    jak zaczynałem jeżdzic, trzy sezony temu, to kumpel stary wyjadacz powiedział – nie ma mowy, żebyś w tym sezonie nie pierdolnął. minęło sporo czasu, a ja nie miałem nawet parkingówki…więc myślę, że jak już polecę, to po całości i nikt mnie już nie złoży do kupy 🙂

    • I po raz kolejny nie pozostaje nic innego, jak przybić pjonę. Chociaż ja już się wyłożyłem wielokrotnie, to podejście jest mi wyjątkowo bliskie. Chociaż miałem taki czas, że za każdym razem jak wychodziłem na moto wydawało mi się, że po raz ostatni. Psychoza pełną gębą 😉

  3. Chyba po prostu moje motocyklowanie zaczęło się w zbyt późnym wieku na patos…
    Jeżdżę, bo lubię i nie dorabiam do tego ideologii, podobnie jak nie dorabiam jej do piątkowego piwa w warsztacie przy dzwiękach SSoGE, czy Eluveitie. Robię to wszystko dla samolubnej przyjeności.
    A jak już jadę, to podobnie lak Left4Dead, skupiam się co najmniej jak saper.
    I racja, jaka by nie była, w smierci nie ma nic godnego ani wzniosłego.

  4. Każda śmierć jest do dupy. To przygnębiające nie mieć wolnych weekendów w które można polatać motocyklem, a słyszałem, że po śmierci takowych nie ma.

  5. Zdecydowanie idzie jesień. Jak motocykliści piszą o śmierci to oznacza rychłe zakończenie sezonu. Jak aura nie sprzyja to nam głupoty w głowie. Panowie i Panie nie mam monopolu na wiedzę ale wiem kiedy rozmyślałem o śmierci… W tym roku miałem małe bum i moja miednica połamała się zupełnie zwyczajnie nie „wspaniale” 🙂 jak wybrańcowi tylko tak w zupełnie zwykły sposób. Wtedy będąc przykutym do szpitalnego wyra i srając do basenu ( nie tego do pływania) myślałem i myślałem. Ale jak wsiadam na moto to jadę a nie myślę o umieraniu -jazda zwyczajnie sprawia mi przyjemność. Pewnie pomyśleliście kolejny dawca – i tu niespodzianka mam 39lat dwóch synów i nie spieszę się umierać. Zawsze mi się wydawało że jadę przewidując ruchy „przeciwnika” , najpierw skręca koło samochodu, czy mam kontakt wzrokowy, lekkie bujnięcie żeby światło pokazać itd.. Ale wszystkiego nie przewidzisz i tyle. Nowa maszyna czeka, może jeszcze w tym sezonie pojadę (tak naprawdę pojadę) bo przekulałem 750km ale ja chce w końcu pojechać. Pozdrawiam i proponuje w ramach poprawienia humoru wsiadać na moto. 🙂

  6. Jest to dziwne zwłaszcza, kiedy na motocyklistę „dawca organów” mówi człowiek, prowadząc auto niejednokrotnie powoduje jeszcze większe zagrożenie. Może nie dla samego siebie ale dla wszystkich wokół. My mamy tylko kask motocyklowy, a on 1,5 tony blachy wokół siebie.

  7. Piękne zdanie na podsumowanie:)
    Kiedy mówię, ze gdy juz będę duża, i zdobędę upragnione prawko kupie sobie 535 by śmigać 80km/h ludzie patrzą na mnie jak na UFO. w myśl – kup litra, jak nie ma litra miedzy nogami, to nie jeździsz. Ale szczerze, chyba początki to dobry moment by uczyć sie odpowiedzialności i dobrych nawyków. Czego częścią bedzie jeżdżenie z prędkością, która pozwala na zapanowanie nad moto. A nie jak dawca z pętla na szyi w pakiecie, na czym dla niektórych bycie motórzystą polega.

  8. Chyba najważniejsze aby jeździć rozsądnie z głową, przewidując manewry i sytuacje, ale nie wszystkie idzie przewidzieć. Mimo, że jeździmy to nie myślę o śmierci, życie jest zbyt drogie a i do ścigaczy nam daleko a ich ma najwięcej wypadków,choć niekoniecznie z ich winy.

  9. Jak zaczęłam jeździć nie czułam tego co opisujesz w przedostatnim akapicie. Ale boję się śmierci na moto i dzięki temu jeżdżę uważniej niż gdybym tego strachu nie odczuwała.

  10. Zgadzam się. Samo życie jest ryzykowne 😉 Poza tym nawet jeżdżąc samochodem dużo ryzykujemy i dużo zależy też od innych kierowców. Myślę, że każdy doświadczony kierowca nie raz i nie dwa spojrzał śmierci w oczy.

  11. Trzeba bardzo uważać na drodze. Zwłaszcza gdy jedzie się motocyklem (większe ryzyko, że uderzy w nas samochód). Powiem tyle: bądźmy sobą i się bawmy, ale nigdy kosztem innych. A nie uważając na drodze możemy spowodować wypadek, obojętnie jakim pojazdem jedziemy.

  12. Szaleńcy są wszędzie, nie jest to powiedziane, że muszą to być akurat motocykliści. Za kierownicą aut też zdarzają się ludzie bez wyobraźni.

    • Well the world economy has driven from a cliff so maybe “the world is not engu2h&#8o21;? (Sounds familiar “the world is not enough” some James Bond movie if I remember well.) So, galactic ponzi schemes are preferable. Flash – Gordon understood this well that’s why he wanted to make more Black Holes instead of less.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s