Co myślisz jak nie myślisz?

Co zaprząta Twoje myśli w chwili, kiedy oddajesz się temu, co lubisz najbardziej? Nie są to zaległe obowiązki w szkole i pracy, niezapłacone rachunki, garaż otwarty na oścież z pękiem kluczy w zamku. To pewne. Jest jednak coś, co nie daje spokoju.

Pierwotna wersja wpisu zawierała dużo przekleństw. To efekt minionej niedzieli, która zaczęła się całkiem przyzwoicie, a skończyła jako festiwal gniewu. Wszystko zaczęło się na strzelnicy. Pomiędzy kolejnymi pociągnięciami za spust zorientowałem się, że mój umysł nie jest zupełnie czysty. W tym momencie mistrz Pai Mei pewnie sięgnąłby po bambusową lagę. Trudno, mistrzu, możesz lać, ale nic nie poradzisz. Jestem maksymalnie skoncentrowany, wykonuję zadania instruktora najlepiej jak potrafię, ale mimo tego coś mi bździ w czaszce. Zaraz, ale ja to już gdzieś słyszałem… wiem. Na motocyklu, gdzieś pomiędzy Krzeczowem, a Skomielną Białą. Sytuacja analogiczna – pełna koncentracja, adrenalinka, endorfinka, ale coś tam w duszy jeszcze gra.

Twarze, sytuacje, wyobrażenia, emocje. W ten sposób szumią tylko myśli o bliskich. Człowiek przez cały czas podświadomie zastanawia się, co teraz robią, jak się czują, wreszcie jak fajnie będzie się z nimi usłyszeć lub zobaczyć. W tym czasie może kręcić manetą do odcięcia albo napierdalać z Glocka, ale mimo tego skrycie będzie tego kontaktu potrzebował. Przez chwile zrobiło mi się błogo, po czym wkurwiłem się jak nigdy.

Skoro ludzki mózg funkcjonuje w opisany wyżej sposób, to dlaczego tak często słyszymy od innych „sorry, że się nie odzywam, ale wiesz, mam tyle rzeczy na głowie” albo, lepiej, „nie mam czasu, żeby napisać”.  Słuchamy tych bredni, ponieważ osoby te zwyczajnie mają nas w dupie. Skupiają uwagę na pracy, szkole, wreszcie innych ludziach, ale nie na Tobie czy na mnie. I są na tyle wąscy w jajkach (lub niejajkach), że prędzej osiedlą się na Marsie niż powiedzą nam to w twarz. BACH, BACH, klik, klik, klik.

Jakie czasy taki myśliciel.

Jakie czasy taki myśliciel.

Z czasem nawijanie makaronu na uszy przybiera postać bicia rekordu do księgi Guinnessa. W momencie, w którym na małżowinach mamy już dorodne bolognese z podwójną porcją klopsików, kiedy wydaje się, że za cholerę nic więcej nie da się tam upchać, potrafią dorzucić jeszcze konkretną michę panini. A my to łykamy, jak leci.

Zrozumiałem jeszcze jedną rzecz – mam dużo znajomych. Bardzo dużo. Ale ni cholery nie przekłada się to na jakość tych kontaktów. Za niespełna dwa tygodnie znowu będę gdzieś daleko. Wolę ten czas przeżyć bez podobnych odkryć, dlatego przed wyjazdem zrobię solidny reset szumów w podświadomości. Niemożliwe? Jak się człowiek zdenerwuje, to wszystko jest możliwe. Ty w tym czasie zastanów się nad dwiema sprawami: o kim myślisz jak nie myślisz o niczym i jak często te osoby nie mają dla Ciebie czasu.

I niech się ziemia zatrzęsie.

PS: A na zszargane nerwy – niemotocyklowy link. Ale jest blisko.

Reklamy

14 responses to “Co myślisz jak nie myślisz?

  1. „Skoro ludzki mózg funkcjonuje w opisany wyżej sposób, to dlaczego tak często słyszymy od innych „sorry, że się nie odzywam, ale wiesz, mam tyle rzeczy na głowie” albo, lepiej, „nie mam czasu, żeby napisać”. Słuchamy tych bredni, ponieważ osoby te zwyczajnie mają nas w dupie.” – trochę mocne słowa moim zdaniem. A może po prostu naprawdę nie mają czasu? Zresztą jeśli z kimś nie rozmawiasz, to sam również nie wykazujesz widocznie chęci ku temu. Bo czemu to ta druga osoba miałaby nawiązywać porozumienie, a nie Ty? Wiadomo, że są różne przypadki, ale nie można tak generalizować. 😉

    • Zgadzam się, że za mocno. W moim przypadku jest tak często. Tak samo często, jak często myślę o tych bliskich osobach w ciepły sposób. I jeśli ktoś pyta, czemu się nie odzywam, to mówię, że nie bardzo miałam kiedy. Teraz dodaję do tego coś jeszcze. Jeśli myślałam o tej osobie w chwilach, gdy nie mogłam zadzwonić (bo późno, bo muszę coś na wczoraj), to o tym wprost mówię (i nie, nie uważam, że sprawa jest załatwiona, uważam, że nie ma w tym sprawy do załatwienia). Jak mówię, że nie za bardzo miałam czas i nie dodaję nic o myśleniu o tych ludziach, to znaczy, że naprawdę o nich nie myślałam. A to zwykle pociąga za sobą wewnętrzne rozpoznanie, że nie mam ochoty się do nich odzywać.
      I co więcej, naprawdę nie lubię, jak mi ktoś mówi: „oj, nie odzywasz się coś”, „oj, obraziłaś się, bo nie napiszesz, nie zadzwonisz”. Czuję się wtedy manipulowana, emocjonalnie szantażowana, wrzucana w otchłań poczucia winy, a wtedy to ja wyjmuję Glocka.

      • Drogie koleżanki, wszystko się zgadza. Tylko, że ja piszę o bliskich. Absolutnie nie wymagam, żeby ktoś szukał ze mną tego kontaktu, sam szukam. I wtedy następuje opisany wyżej beton.

        Jeżeli dalej ciężko Wam to sobie uzmysłowić, to wyobraźcie sobie, że tą drugą stroną jest np. Wasze dziecko. Albo matka. Albo, tutaj ciężej, ale dalej do ogarnięcia, partner. Dalej za mocno? To niech będzie, że przyjaciółka. Łapiecie?

        PS: Alicja, a gdzie ja napisałem, że komuś cokolwiek wypominam? 😉

        • To o wypominaniu to była moja inicjatywa, chciałam się po prostu podzielić:). Także nic do Ciebie :).
          Ja właśnie o takich relacjach piszę. Osoby mi bliskie są często w mojej głowie. Co ciekawe (tu znów chcę się podzielić), najczęściej nie zadają mi pytań, czemu się nie odzywam, bo są mi bliskie :). Mam taką przyjaciółkę ukochaną, z którą widujemy się raz na pół roku. I ciągle jesteśmy przyjaciółkami! Z 15 lat już będzie. Nawet córkę nazwała (przy aprobacie męża ofkors) moim imieniem :).
          Wspomniany przez Ciebie „partner” zwykle w moim przypadku (i to, czego nie umiem sobie UZMYSŁOWIĆ to to, jak może być inaczej) wie, co się dzieje u mnie, a i ja wiem, czy ma czas czy nie. Tak samo, jak np. nie lubić odbierać telefonów w pracy czy szpinaku, o czym w relacji prędzej czy później się dowiaduję :).

          Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  2. Nie mam osób, o których myślę, jak nie myślę i nie mają one dla mnie czasu – albo mam szczęście, albo selekcja wykonana była dawno temu 😉
    Eh, Czupryn, fajny ten myśliciel 😉

  3. Panta rhei i wszyscy gonimy za bułą. A jak jest jakiś interes, lub interesik do ogarnięcia, to kurwa nagle jacyś bliscy się pojawiają jak królik z pudełka…jak to mawiał mój cyniczny koleżka Pozorek, nikt Cię tak nie wyrucha, jak własna rodzinka…

  4. Odzywam się tylko do tych z którymi mam ochotę utrzymywać kontakt. Z jednymi rzadziej, z innymi częściej. Prywatnie nie mam facebooka, naszej k(opu)lasy, ani innych generatorów płytkich kontaktów. Jak kto chce, zna mój numer telefonu i możemy pogadać, umówić się na piwo czy na szamę. To działa na tyle dobrze, że jak wchodzę w zakręt, to myślę o apeksie, a nie kimśtam kto mnie olewa, albo czy mam mleko w lodówce.

  5. hehe, zajebiście. Myślałem, że tylko ja nie mam fejsa, ani klasy. Tego bloga, co próbuje pisac, założyłem w chwili słabości. Zamiast tracic czas na bzdetne memy, albo lajkowac co popadnie wolę samotnie jeżdzic na motocyklu

  6. No i masz rację, wiele osób spławia nas,was, kogoś tam głupimi suchymi testami że nie mam czasu. Gówno prawda, jeśli się chce, czas się zawsze znajdzie aby o sobie przypomnieć innym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s