Nie dla pasażera

Przyjemny ucisk powoduje mrowienie na klacie, jej dotyk przepełniony jest fascynacją. Przylega do Ciebie mocniej. Wiesz, że sprawiasz jej wielką przyjemność, jednocześnie czujesz, że oddała się Tobie cała. Zaufała. Pozwoliła przewodzić. Jesteś panem sytuacji, prawdziwym facetem, alfą i omegą. I nagle zbliża się zakręt.

Gadam ostatnio ze znajomą (Ola, peace!) i ona mówi mniej więcej tak: „wiesz, po ostatnim wypadku to mam trochę uraz do jazdy, ale ostatnio, łohohoho, ostatnio jako plecak jechałam 240! Faaajnie było, jak już komuś zaufam to robi się miodnie”. I tak patrzę i zastanawiam się, co jest do cholery grane. Boi się jeździć sama, ale nie boi się gnać na złamanie karku jako plecak? Na tym małym gównie z tyłu, co jest niby siedzeniem dla pasażera? Z kolanami pod brodą? Z kręgosłupem wygiętym w pałąk oraz nieodpartym uczuciem, że każde kolejne przyspieszenie zetrze go o beton? Wreszcie, z zerowym wpływem na przebieg, nomen omen, wypadków? Siedziałem tam dwa razy, pięknie dziękuję.

Przyznam szczerze, nie rozumiem fenomenu plecaczkowania. Albo to ja jestem jakiś dziwny, albo nasze piękne kobiety nie ulękną się przed niczym. Wiem, wiem, jakiś czas temu śpiewałem w „Motormanii” hymny pochwalne, jak to zajebiście śmigało mi się z pasażerem. Odwołuję to. Co do słowa. Byłem młody (co najmniej 6 miesięcy młodszy), głupi, a strzała Erosa trafiła mnie prosto w gałkę oczną. Jazda z drugą osobą śmierdzi. Śmierdzi brakiem wolności, odpowiedzialnością za zdrowie bliskiego człowieka, fajnymi zakrętami, na które trzeba machnąć ręką. Bo przecież nie przelecisz przez nie jak Efek-16 mają swoją małą na karku.

Dzisiaj zamiast zdjęcia - fotomontaż.

Dzisiaj zamiast zdjęcia – fotomontaż.

Ale jazda jako pasażer to już w ogóle inny level przyjemności. Albo raczej, inny krąg piekielny. Głębszy. O ile prowadzenie motocykla z drugą osobą można porównać do zamieci z kręgu drugiego, tak plecaczkowanie to łamanie kołem pełną gębą. Tak jak wspominałem, siedziałem tam ze dwa razy. Za pierwszym razem na ZZR 1400 z kierowcą, który, powiedzmy, bardzo doceniał przymioty swojego motocykla. Za drugim razem nie pamiętam. Po doświadczeniach z Kawą stres był tak duży, że wzrok zaszedł mi mgłą.

Jest w tym całym dziadostwie jedna pozytywna rzecz – wspólne cierpienie zbliża ludzi. I klawo, jak ktoś potrzebuje takiego pieczętowania swoich znajomości, to trzymam kciuki, nawet intencję na mszę zapodam. Niech im się wiedzie, a ich tyłki nie spłaszczą zbyt szybko. Ja tymczasem konsekwentnie będę pozbawiał swoich maszyn tylnych siedzeń. Oraz całej reszty, która wiedzie na pokuszenie.

I nie, jednak nie łagodnieję.

PS: Nie pokazujcie tych uzewnętrznień swoim pasażerkom. Tak będzie lepiej.

Reklamy

16 responses to “Nie dla pasażera

  1. Kiedyś brat przewiózł mnie skuterem. Dobrze, że byłem po przyjęciu (urodzinowym) środków łagodzących stres, bo bym się chyba sfajdał ze strachu. Ja! Ze strachu!
    A było może ze „40” na budziku.

  2. Jeżdżąc samemu też bierzesz odpowiedzialność za cudze życie :).
    Autem z reguły również nie jeżdżę z osobami, których sposób jazdy mi nie odpowiada. Na szczęście w motku nie mam podnóżków dla pasażera, a wydechy wysoko i mogłyby poparzyć, więc nie ma pytań :).

  3. Ja za to uwielbiam jazdę jako plecaczek, chociaż oczywiście prowadzenie maszyny jest cudowniejsze!
    Jednak w dłuższe trasy, ewentualnie te trudniejsze, wolę być pasażerką, bo jako „kierowczyni” dopiero rozpoczynam przygodę i pomału opanowuję swojego stalowego rumaka, więc pierwszy przejazd krętą drogą jest jako plecak, by trochę poznać trasę, kolejnym razem już sama łapię za stery 🙂
    Z jednym masz rację: plecy po dłuższej trasie bolą niemiłosiernie i czasem denerwuje brak wpływu na jazdę, plus odkąd zaczęłam sama jeździć czasem się nie zgrywamy, bo inaczej wchodzimy w zakręty i zdarza się,że po prostu włączy mi się tryb pochylania moto „po mojemu”, a to podejrzewam, że musi bardzo drażnić prowadzącego…

    • Czasem denerwuje brak wpływu na jazdę? CZASEM?! Ja przez te 20 minut jazdy (łącznie) czułem się bardziej ubezwłasnowolniony niż harem Józefa Fritzla.

      Ups…

      • Haha może dlatego, że jesteś niezależny, nieposkromiony i nikt nie będzie Ci narzucał sposobu jazdy 😛
        Prawdą jest, że jazda z plecakiem wymaga zaufania w dwie strony. No i kolejną niewygodą jest ból nadgarstków od opierania się o bak podczas hamowania… Nie lubię też tego, że wiecznie zjeżdżam na prowadzącego i muszę się co chwila poprawiać.
        Sama jak prowadzę plecaka nie wożę. Nie mam zaufania do innych w tej kwestii, nie mam zaufania też do sowich umiejętności, by przewieźć pasażera.
        Dodatkowo stała się ciekawa rzecz, w niedzielę zrobiłam ponad 200km, stwierdziłam, że jednak o wiele, wieeeele bardziej wolę prowadzić! To uczucie, kiedy odkręcasz manetkę, wykładasz się na bak….ahh 🙂

  4. Było to raz, kolega podwoził mnie na lotnisko swoją xjr-ą, a mój plecak (bagaż podręczny) źle dogadywał się z (wszystkimi na raz) niutonometrami tej maszyny…

    Nigdy wiecej!

  5. Kolega mnie przewiózł jako plecak tuż przed rozpoczęciem przeze mnie kursu na prawo jazdy kat. A. To był pierwszy raz w życiu, kiedy w ogóle siedziałam na motocyklu. Tylko utwierdziłam się w słuszności swojej decyzji, że chcę jeździć sama. No i jeżdżę. Kiedy chcę, dokąd chcę i jak chcę; nie muszę prosić, czekać, dostosowywać się, czyli po prostu jestem niezależna. Żadnego plecakowania 😉

  6. W moim Z1000 miejsce siedzenia zajęła plastikowa sportowa nakładka. Mam dziewczynę, ale nie znoszę całej tej związkowo-rodzinnej otoczki. Dlatego tylko jedno siedzenie. Widząc te wszystkie dziewczyny na plecakach mam jakieś dziwne wrażenie, że tylko bezrefleksyjnie realizują pasję swoich facetów. Ale to tylko moje wrażenie, staram się nie oceniac, żeby nikogo nie skrzywdzic moimi poglądami. Motocykl jest dla mnie i tylko dla mnie. Jak jeżdziłem z pasażerka, moją poprzednia partnerką, to potężna moc moich hamulców wspartych stalowym oplotem powodowała, że przygniatała mi jaja o zbiornik paliwa. Oznacza to, że prawdopodobnie nie umiała jeżdzic na plecaku, i ogólnie zraziłem się do tematu. Natomiast mój szacunek do kobiet jeżdżących na motocyklach jest kurwa niewyobrażalny.

  7. Zgadzam się 🙂 Nie lubie jezdzic jako plecak, zaraz wydaje mi sie ze się wywalimy albo myśle że bym juz wchodziła w zakręt itp dlatego moja przygoda z plecaczkiem skończyła się po 4 jazdach 🙂 Tak samo ja nie lubię wozić kogoś, zaduża odpowiedzialność jak dla mnie, jechałam kiedyś z koleżanka na zlot, fakt faktem nie daleko bo ok. 60km ale była to najgorsza jazda jak dla mnie …nie podoba mi sie że ktoś mnie klepie po plecach albo mi sie przechyla za szybko przez co jazda przestaje byc przyjemnościa .( ale zlot wspominam miło 😀 ) teraz podwiozę kogoś gdzies kiedy jest to juz konieczność. Mój motocykl, moja przyjemność i nie potrzebuje stresu w postaci plecaczka walącego mi w plecy 🙂

    • Plecaczek musi być doświadczony i mieć zaufanie do kierowcy. To samo działa w drugą stronę – kierowca musi ufać plecaczkowi. Wtedy możemy mówić o przyjemności, która i tak na motocyklach zazwyczaj* możliwa jest do osiągnięcia tylko solo.

      * za wyłączeniem dużych motocykli turystycznych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s