Stajnia: KTM 1290 Super Duke

Władca wszystkich golasów, duke ulicznych landów, książę Mattighofen. Szanowni państwo, przed Wami jego pomarańczowa okrutność, Super Duke.

Hype na KTM 1290 zaczął się na długo przed jego oficjalną premierą. Liczne materiały filmowe, budzące respekt dane i świadomość, że KTM jeszcze nigdy niczego nie spieprzył jarała bardziej niż stado rastafarian w święto Jah. Pomarańczowi zapowiadali nakeda nie tylko rozkładającego konkurencję, ale wyznaczającego nowe standardy. Nieujarzmionego, kipiącego mocą, która eksploduje z każdym kolejnym rozwinięciem manetki. W chwili, w której po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz z nowym KTMem czułem, że przez najbliższe kilka godzin nie będzie miejsca na subtelności. Nie myliłem się.

Tym, co stanowi o sile tego motocykla, jest silnik. Dwucylindrowa jednostka pracuje z mocą 180 koni mechanicznych i 144 niutonometrów. Jeszcze raz – 180 koni i 144 niutonometrów. Liczby te robią większe wrażenie niż rosyjski potencjał nuklearny, zwłaszcza, że inżynierom udało się ograniczyć masę maszyny do 190 kilogramów. Tym, którym wciąż ciężko uzmysłowić wymiar tej specyfikacji, podpowiadam, że Super Duke ciągnie z siłą tysiąca Sashy Grey u szczytu kariery. Jest gładko, bez zgrzytu i szarpnięć, ale trzeba trzymać się mocno. Bardzo mocno.

_DSC1118-2

Jak zapewne domyślacie się, ciężko ujarzmić taką moc bez asyst elektroniki. Nad naszą zabawą czuwa kontrola trakcji oraz ABS. Nie będę ukrywał, że kojarzą mi się trochę z ulubioną panią przedszkolanką. Z jednej strony działają bardzo sprawnie i nawet przy największych wybrykach trzymają nas w kupie (a wierzcie mi, próbowałem trochę samowolki), z drugiej skutecznie karcą w chwili, w której młody duch chce zasmakować życia. Zapomnijcie o gumowaniu, stopalach, czymkolwiek, co złe i niegodne grzecznego motocyklisty. Nawet w trybie sport ciężko odkręcić na tyle mocno, żeby KTM stracił zupełny kontakt z nawierzchnią, niezależnie czy chodzi o jego przód czy tył. Oczywiście obie asysty można zupełnie wyłączyć, ale jest to równoznaczne z garem wrzątku w kuchni pełnej niemowlaków. Nie ogarniecie.

Na szczęście konwencjonalna jazda na Super Duke’u wzbudza nie mniej emocji. Stoi za tym nie tylko uczucie niewyobrażalnej mocy, ale również sprawnie zestrojone, sportowe zawieszenie. Po wprowadzeniu odpowiednich ustawień motocykl pewnie trzyma się drogi i wchodzi w zakręty jak po maśle. Co więcej, daje przy tym perfekcyjne wyczucie tego, co dzieje się pod kołami. Jednocześnie ani przez chwilę nie czuć jego gabarytów. Przez cały czas człowiek ma wrażenie, że dosiada czystej mocy, bez konkretnego kształtu czy masy.

_DSC1075

KTM 1290 Super Duke to przede wszystkim fun z jazdy. Nie jest to łobuz w stylu swojego mniejszego brata czy, tym bardziej, supermoto. To rollercoaster na dwóch kołach, który zapewni masę zabawy gwarantując przy tym solidną dozę bezpieczeństwa. Będziemy odkręcać do odcięcia, przyspieszać z szybkością długu publicznego USA, wchodzić w zakręty na pełnej… prędkości, a stosowna elektronika zadba o to, żeby nie nabić sobie guza. Czy jest to fajne? Bez wątpienia jest, w końcu można realizować marzenia o prywatnej bestii bez strachu, że pewnego razu skoczy nam do gardła.

Chyba, że wypuścimy ją z klatki…

Co zrobili dobrze:

  • silnik to prawdziwa potęga;
  • stylistyka godna Belzebuba;
  • sprawna elektronika, która ratuje tyłek…

Co zrąbali:

  • …czasem ratuje tyłek zbyt mocno.

Podziękowania za użyczenie motocykla do testów lecą do KTM Warszawa oraz KTM Central East Europe. Coś czuję, że to początek pomarańczowej rewolucji.

Reklamy

9 responses to “Stajnia: KTM 1290 Super Duke

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s