Czupryn płakał jak sprzedawał

Zarzekałem się, że nie będzie żadnych sentymentalnych jazd, w końcu motocykl tylko narzędzie do spełniania swojej pasji. Niebawem kupię sobie coś nowego i będę popylał jak szalony, a stara, dobra Tośka pozostanie miłym wspomnieniem. A, bo właśnie sprzedałem Tośkę. Starą, dobrą. Noż kurde.

Parę miesięcy temu wyznałem, że nie kocham motocykli. Podtrzymuję te słowa, nie kocham. To tylko trochę stopów połączonych w całość za pomocą wyspecjalizowanej inżynierii. Fakt, potrafią dostarczyć ogrom przeżyć, ale plastik wciąż pozostaje plastikiem, stal, stalą, a dowód rejestracyjny kawałkiem papieru w folijce. Tylko, że na poziomie emocjonalnym czuję się jakoś nieswojo. Przywiązałem się do tego plastiku na tyle mocno, że dzień po sprzedaży zerwałem się zalany potem, a mój mózg darł się w rytm słów „ale narozrabiałem!” (darł się deko inaczej, ale co ja Wam będę tutaj…). To dokładnie ten sam stan, kiedy zrywasz długotrwały związek z przekonaniem, że coś się wypaliło i czas na zmiany, a chwilę później dopada Cię rzeczywistość.

Teraz piszę te słowa, patrzę na owiewkę (przezornie wymieniłem, jestem sentymentalną bestią) i zastanawiam się, co dalej. Z tą szybką to w ogóle ciekawa sprawa. Pół świata śmiało się ze mnie, że Tośka to jedyny ścigacz, który został oblepiony okolicznościowymi naklejkami. Zaczynałem się łamać, czy mój pomysł jest hot or not, ale teraz już wiem, że jest gorący jak wydech po kilku kółkach na Monzie. Albo tarcze hamulcowe przy zjeździe z Grossglockner. Albo opony na Villacher Alpenstrasse. Nadążacie?

Kawał historii.

Kawał historii.

Wlepiam wzrok tę szybkę, a przed oczami migają mi wszystkie wspólnie przejechane kilometry. Widzę Fina, który zwija się ze śmiechu po tym, jak Tośka postanowiła chwilę odpocząć i legła na prawą burtę obok namiotu. Widzę zieloniutki trawnik zjeżdżony wzdłuż i wszerz, gdzieś w cieniu Alp. Albo roześmiane dzieciaczki wskazujące mnie palcem na jednym z włoskich torów. Wyobraźcie sobie, wycieczka przedszkolaków wysypuje się z autokaru prosto na dwóch styranych motocyklistów. Swój happy dzień na torze zaczęli od prawdziwego mięska. Awww.

Warto było kleić te wlepki.

Prawda jest taka, że Tośka trafiła w dobre ręce. Więcej, przy odrobinie szczęścia już gdzieś śmiga po Lazurowym Wybrzeżu albo Pirenejach. Farfocel został ze mną i czeka na nowy komplet kluczyków. Trzeba się wziąć w garść i sprowadzić do domu jakiś nowy szpej, tylko, cholera, jaki?

Miałem wydorośleć i kupić turystyka, więc po głowie chodzi mi KTM 690 SMC-R (Kasia? Kotuś? Smeagol?) albo, jak zgłupieję do reszty i po raz kolejny wpakuję się w ściga, MV Agusta F3 800 (Agusia…). I siedzę i dumam i nie wiem.

Pomoglibyście człowiekowi w potrzebie, co?

Reklamy

14 responses to “Czupryn płakał jak sprzedawał

  1. A męcz się 🙂

    Intruza sprzedałem dopiero po kilku miesiącach od zaprzyjaźnienia się z Dajną, a i tak nie było wcale łatwo. Jakbym swojego psa sprzedał, moralniak na całego.

    To pomogłem?

  2. Kiedyś jak zapytałem gościa na treningu supermoto w Radomiu co to jest ten KTM – odpowiedział : „KTM, hmmm…. stary to stan umysłu” > dzisiaj go rozumiem bez zastanowienia z wymienionych SMC R.

      • Miałem Duka 690 teraz 690R (przywiozłem go z salonu ze złamaną miednicą :-). Na SMC kiedyś się przejechałem zajebisty. Troszkę też na BMW G650 X Moto – wszystkie te „drogowe” supermoto są zajebiste. Rzadko który sprzęt waży 140kg tak jak one – nie jestem specjalistą ale według mnie masa to klucz do wyczucia maszyny. To co czuję na moim Duke’u nigdy nie czułem na pozostałych maszynach ( no chyba że na CRF 250:-) )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s