Survival na Gumie część 9 – początki na torze [KONKURS]

Chcesz jeździć tak jak Marq Marquez, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać? Sądzisz, że ogarniesz, ale nie masz gdzie? Mieszkasz obok toru, ale nawet tam nie zaglądasz, bo słyszałeś, że to droga zabawa? No to trafiłeś w dyszkę, ten tekst jest dla Ciebie.

UPDATE: Tych, którzy szukają konkursu, zapraszam na koniec postu. Chociaż tekst i tak warto przeczytać, będzie łatwiej wygrać. 

Przy okazji felietonu „Trzeba jeździć szybko” dyskutowałem z jednym ze swoich czytelników (Miłosz, pozdrawiam) na temat kondycji sportów motocyklowych w Polsce. Będę szczery – wtedy uważałem, że rozwój torowej jazdy nad Wisłą nie ma racji bytu, przynajmniej na razie. Odpowiada za to powszechny brak kasy wśród młodych ludzi oraz, co tu dużo gadać, ich mentalność. W końcu jak już odłoży się trochę grosza to wolą go przeznaczyć na inny cel. Temat jednak nie dawał mi spokoju z jednego względu – może to podejście wynika z niewiedzy? Codzienne koszty utrzymania motocykla, zaporowe ceny części oraz ograniczenia wynikające z umiejętności mogą skutecznie powstrzymywać od kręcenia okrążeń. A to nie do końca tak.

1. Co trzeba mieć?

Przede wszystkim, żeby jeździć na torze i czerpać z tego radochę, nie potrzeba sportowego motocykla. Wręcz przeciwnie, im mniej radykalnym sprzętem dysponujemy, tym łatwiej będzie nam stawiać pierwsze kroki. Wiadomo, miękkie zawieszenie czy wątpliwy stan techniczny dyskwalifikują sprzęt, ale jeżeli na co dzień śmigasz nakedem lub innym w miarę uniwersalnym motocyklem, to śmiało możesz zacząć jeździć nim w kółko. Pewne ograniczenia mogą powodować gabaryty motocykla (ogólnie im mniejszy/lżejszy tym łatwiej), ale wrócimy do tego później.

Niektórzy z Was pewnie słyszeli o regulacjach wprowadzanych przez organizatorów. Najczęściej dotyczą one zabezpieczonych korków (przewiercenie), limitów decybeli czy demontażu kloszy/szklanych elementów. To wszystko prawda, jednak zwykle w przypadku poważniejszych imprez. Normalnie wystarczy okleić taśmą lampy (uwaga, czasem lubią się przypiec) i, w przypadku Poznania, tymczasowo zamontować silencer. O zużycie motocykla również nie macie się co martwić na zapas. Owszem, na pewno charakterystyka jazdy będzie bardziej agresywna, ale nie na tyle, żeby po kilku okrążeniach eksplodował Wam silnik. No chyba, że ostatni przegląd ogarnialiście za Gierka.

Ważna sprawa – skóra. Nie musi być jednoczęściowa (1PC), ale namawiam do tego, żeby, nawet w przypadku takiej możliwości, nie wjeżdżać na tor w tekstyliach. Ja wiem, że testy, że ścieralność, że gwiazdki w magazynach, ale swoje widziałem.

2. Jak zacząć?

Podstawowe pytanie każdego torowego nowicjusza: czy ja dam radę? Nie ma co się łudzić, pierwszy wjazd na tor będzie sporym przeżyciem i dobrze się do niego przygotować. Znam gości, którzy wsiedli na motocykl kilka dni wcześniej i pod czujnym okiem kolegów domykali gumy. Czyli można, nawet bez doświadczenia. Z drugiej strony, środowisko, jakie zastaniecie na torze, jest dość ekstremalne. Zazwyczaj jeździ się szybciej niż w normalnych warunkach, w krwi buzuje adrenalina, a konstruktorzy toru tak wywiązali się ze swojego zadania, żeby Wam zabawy nie ułatwiać.

fot. Dariusz Felis-Obryski Torresart.pl dla Motormanii

fot. Dariusz Felis-Obryski Torres-art.pl/ Motormanii

Zapewne wiecie, że każda zorganizowana impreza torowa dzieli swoich uczestników na grupy. Pozwala to dostosować każdy wyjazd pod potencjał kierowników oraz, coraz częściej, ułatwia pracę instruktorom, którzy mogą się skupić na tych z młodszym stażem. Własnie dlatego nie warto przeceniać swoich umiejętności. W wolniejszej, ale lepiej dobranej ekipie, będziecie czuli się pewniej, a przyrost umiejętności będzie szybszy. Nie ma nic gorszego, niż bezsilność wynikająca z bycia zakałą. Nawet wśród wilków.

Pomocne mogą być również szkolenia np. te organizowane przez MSMHiGH bądź California Superbike School w Polsce. Będziecie zaskoczeni, jak przebiega progres umiejętności, kiedy czuwa nad Wami instruktor. Jego opieka szybko wyeliminuje błędy z pozycji ciała oraz operowaniu motocyklem, a Wy będziecie mieli świadomość, że zmierzacie w dobrym kierunku. Minus jest taki, że szkolenia generują dodatkowe, często niemałe koszty.

3. Gdzie jechać?

Polska niestety nie może pochwalić się obiektami pokroju L’autodromo del Mugello, ale nasza torowa infrastruktura wystarczy, żeby zacząć. Na początek polecam wolniejsze pętle np. Radom czy Lublin. Mniejsze prędkości zminimalizują stres, za to zwiększą margines bezpieczeństwa. Zanim ktoś podniesie głos, że prędkość nie świadczy o stopniu trudności zakrętów – prawda, ale akurat w wymienionych przypadkach moja teoria działa. Dodatkowym plusem będzie stała obecność miejscowych wyjadaczy, którzy chętnie podzielą się  doświadczeniem.

Kolejnym etapem może być Poznań. Tutaj warto zaznaczyć, że jest to dość szybki i jednocześnie techniczny tor, ale umówmy się, że zawodnicy jeżdżą trochę inaczej niż początkujący. Przejechanie danego zakrętu w taki sposób, by utrzymać się w rywalizacji, może wymagać wielkich umiejętności. Przejechanie go tak, by poczuć fun i coś z tej zabawy wyciągnąć, już niekoniecznie. Jednocześnie tor Poznań jest dość łatwy do zapamiętania, a winkle przejrzyste i zostawiające jako taki margines błędu (czasem jest to złudne).

Pod żadnym pozorem nie należy unikać wyjazdu za granicę, zwłaszcza, że czasem oznacza to mniejsze ceny przy wyższym poziomie usług. W ciągu ostatnich sezonów polscy ściganci obrali sobie za cel Slovakiaring oraz węgierską Pannonie. Oba obiekty stoją na międzynarodowym poziomie, co przekłada się na świetną organizację imprez i, idąc tym tropem, naszą satysfakcję. Slovakiaring nie jest jednak torem łatwym (a bardzo szybkim!), dlatego warto udać się tam pod okiem doświadczonych kolegów. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Brna. Szerokie łuki wyglądają potulnie, ale biegną na wzniesieniach, co diametralnie winduje poziom trudności.

Warte przemyślenia są zorganizowane wyjazdy np. z Motormanią. Gwarantują one atrakcyjne ceny i stałą obecność zawodników, którzy chętnie służą pomocą. W przypadku trochę większego budżetu, z Motormanią można udać się także dalej, choćby do Almerii, Portimao czy nawet RPA. Brzmią egzotycznie, ale bez obaw. To, że chłopaki nadrabiają kilka tysięcy kilometrów, nie oznacza, że w ten sposób oddzielają rekiny od płotek. Zwyczajnie nietypowa lokalizacja, lepsza pogoda i infrastruktura  gwarantują udane wakacje.

4. Ile to kosztuje?

Ok, wszystko cacy, ale ile to będzie kosztować? Nie ulega wątpliwości, że sporty motocyklowe na poziomie profesjonalnym są ekstremalnie drogą dyscypliną. W przypadku jednorazowych wypadów można te sumy sprowadzić do rozsądnego pułapu.

Na początek przygotowanie oraz zużycie motocykla. Jeżeli dysponujemy sprawnym sprzętem i nie mamy gadżeciarskiego zacięcia, naszym jedynym zmartwieniem pozostają gumy. Między bajki można wsadzić, że jeden dzień na torze zje nasze oponki niczym wilk Kapturka. Dobrze jednak założyć na koła sportowe gumy i, przede wszystkim, niezajechane gumy. Slicki to nie to samo co łyse kapcie. Serio.

Samo dotarcie na tor i pobyt również można zmieścić w domowym budżecie. Zbieramy 2-3 chętnych, wynajmujemy przyczepę (ok. 30 zł za dobę) i zasuwamy jednym samochodem. Nawet, jeżeli nie macie zajawionych na ściganie znajomych, to bez problemu znajdziecie nowych kolegów przez internetu lub organizatora. Wspólne noclegi to już rzecz indywidualna, ale z ich znalezieniem również będzie z górki. Nie każdy lubi spać w namiocie (chociaż organizatorzy często udostępniają taką możliwość za symboliczną złtówkę bądź nawet za darmo), ale nie oznacza to, że trzeba szukać miejscówki przy torze. Kilka kilometrów dalej znajdziecie bardziej przystępne oferty, a logistycznie nie będzie miało to żadnego znaczenia. Gwarantuję Wam, i tak cały dzień spędzicie na torze.

Ceny samych imprez zależą od wielkości toru i ewentualnych promocji. W przypadku mniejszych obiektów np. Radomia, zamykają się w kilkudziesięciu złotych za praktycznie cały dzień zabawy. Na Poznaniu czy Slovakiaring pojeździcie średnio za 450 zł dziennie (zwyczajowo 6 sesji po 20 minut). Ceny te są standardem również w Hiszpanii czy Niemczech. W przypadku dwudniowego wypadu lub wcześniejszej rezerwacji będą one trochę niższe. Można także wjechać na tor wieczorem (np. 3 sesje), ale jest to opłacalne zazwyczaj tylko dla lokalnych motocyklistów.

Ostatnia kwestia, czyli ubezpieczenie. Wykupienie polisy, która uchroni nas od następstw wypadków podczas uprawiania sportów ekstremalnych to koszt kilkudziesięciu złotych za jeden dzień. Czasem ubezpieczenie oferowane jest przez organizatora imprezy, trzeba pytać. Niestety, nie obejmuje ono naszej maszyny ani sprzętu. Z tego co się orientuję, w Polsce nie ma czegoś takiego jak ubezpieczenie motocykla w przypadku dzwonka na torze, a Wasze drogowe polisy OC/AC są nieważne. Jeżeli, odpukać, zaliczycie glebę to wszystkie koszty naprawy pokrywacie sami. W ramach pocieszenia dodam, że odpowiadacie wyłącznie za swój sprzęt, a, wbrew powszechnej opinii, szkody często nie są duże.

Reasumując, mieszkając w promieniu 300 km od Radomia i jadąc tam na dwa dni wydacie około 300 zł. Tyle samo sesji na dużym obiekcie to koszty z rzędu 1500 zł, z założeniem, że nie zaliczycie wywrotki. Sami zdecydujcie, czy to dużo, czy mało. Ze swojej strony dodam, że zabawa oraz przyrost umiejętności podczas takiego wyjazdu są na tyle potężne, że nawet w przypadku ograniczonego budżetu warto się wybrać.

I wrócić.

KONKURS: Pamiętacie, jak wspominałem, że mam niespodziankę dla ścigantów? Do rozdania mam dwa filmy Przyśpieszenie II (z polskimi napisami) oraz książkę „Przyspieszenie II” od wydawnictwa Buk Rower (oba materiały posiadają oficjalny patronat „Motormanii”). Jednym zdaniem – biblie Keitha Code’a, założyciela California Superbike School. Must have dla tych, którzy chcą szorować kolanem w zakręcie.

Zasady zabawy są proste: wszystkim nam zależy na promocji sportowej jazdy. W komentarzach pod postem na fanpage’u piszecie swoje pomysły na to, by przekonać Polaków, że ma to sens. Umówmy się, że budżet nie gra roli, po prostu podzielcie się swoimi argumentami i pomysłami na promocję. Po napisaniu komentarza udostępniacie ten wpis (koniecznie przez opcję „udostępnij”, inaczej nie jestem w stanie tego zweryfikować). Najlepsze pomysły zostaną nagrodzone. Rozwiązanie konkursu w przyszłą środę.

No, to do dzieła!

przyspieszenie-2-podstawy-zaawansowanych-technik-jazdy-motocyklem-b-iext22423780

Advertisements

4 responses to “Survival na Gumie część 9 – początki na torze [KONKURS]

  1. Sportowa jazda. Często jestem świadkiem tego, że motocykliści pokazują swe umiejętności na polskich drogach, w miastach itp. Dlatego właśnie tory są świetnym rozwiązaniem. Każdy chętnie wyszalałby się na tydzień do przodu, co mogłoby zapobiec wielu wypadkom, spowodowanym nadmierną brawurą. Jeśli nie ma gdzie pojeździć, jeździmy zbyt szybko po drogach publicznych.
    Po drugie, spotkanie na torze umożliwi poznanie wielu ciekawych osób, które razem z nami dzielą pasję.
    A co najważniejsze, w Polsce mamy wiele ukrytych (bo jakże ich odnaleźć?) talentów. Już nawet mali chłopcy interesują się motoryzacją i chętnie jeżdżą na przejażdżki ze starszymi. Fajnie by było, aby mogli spróbować swoich sił i wyszkolić umiejętności w sportowej jeździe. Może w końcu Polska zabłysłaby na MotoGP i znalazł się mocny na Marqueza? To przyjemna wizja i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie realna.

  2. Sam nie wiem kiedy, ale zakupiłem książkę Przyspieszenie II i dzis wieczorkiem mam zamiar rozpocząć czytanie… na film myślę że też przyjdzie czas 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s