Terlicky Okruh – Wyspa Man po czesku

Trzy paki na liczniku, żywopłoty ścierane łokciem, hopy na szczycie zakrętu. Każdy chociaż raz jarał się filmami z Tourist Trophy, do znudzenia dusząc replay oraz krzycząc euforycznie w chwili, kiedy prędkościomierz na ekranie dobije do 200. Wtedy pada hasło „patrz, 200 mil” i impreza nabiera tempa. Trudno odmówić magii wyścigom ulicznym, jednak opisane czary nie dzieją się tylko na Wyspie Man. Oprócz równie emocjonujących North-West 200 czy Grand Prix Makau jest kilka lokalnych imprez. Ot, choćby Terlicky Okruh.

Dobra, prawda jest taka, że organizowana w Czechach impreza nie jest ani mała ani do końca lokalna. Nasi południowi sąsiedzi znani są z upodobania do dużych prędkości i co roku organizują własny puchar uliczny. Składa się on z kilku rund i cieszy całkiem sporym wzięciem, również wśród Niemców, Austriaków, Szwajcarów czy Słowaków. Do sedna – wyścigi rozgrywane w Terlicku to najbliższa nam okazja, żeby na żywo zobaczyć z czym to się je. Zawrotne prędkości pomiędzy domami, motocykle bez specjalnych regulacji i zawzięta rywalizacja zawodników bez piątej klepki opanowują miasteczko przez cały weekend. Czyli wszystko co widzimy na filmach w wersji live.

_DSC0585

Stop. W pierwszej wersji wpisu przez kolejne cztery akapity ględziłem o tym, co to jest Terlicky Okruh, jak tam się dostać, gdzie posadzić tyłek, tak know-how. Nuda jak flaki z olejem, a wy przecież chcecie mięska. Na ruszcie wyścig 125. Chłopaki fajnie się rozgrzewają, publiczność dopinguje ogony, ogólnie jest w dyszkę. Zająłem miejsce na przeciw całkiem zacnego zakrętu i czekam. Z prostej słychać podkręcane obroty, adrenalinka buzuje prawie jak u zawodników, trąba, start. Trzy okrążenia minęły dość przewidywalne, w czwartym komentator zaczyna drzeć japę po czesku. Nie rozumiem ni w ząb, ale patrzę – czerwona flaga. Chwile później karetka pruje na sygnale torując drogę między zawodnikami. Miało być mięsko, jest mięsko. Nic nie widziałem, ale czuję się, jakbym widział.

Kolejny puchar, tym razem chłopaki gnają na litrach. Zmieniłem lokalizację, stoję przy długiej prostej. Po prawej jest kilkusetmetrowy spadek, po lewej ostre hamowanie i szykana w stylu złożenie-złożenie-złożenie-go. Kibicuję typowi na KTM RC8 ze względu na najładniejsze malowanie i dźwięk nie do pobicia.  Z tym malowaniem to trochę zgaduję, na tym odcinku prędkości dochodzą do trzech paczek, ale po dźwięku rozpoznaję bezbłędnie. W chwili, w której mój faworyt dzielnie przebija się przez kolejne pozycje, znowu słyszę rozkrzyczanego komentatora, po czym ekipa zabezpieczająca zaczyna machać czerwonym flagami. Znowu nic nie widziałem, ale prawie poczułem pęd tartych plastików. Ok, wystarczy mięska, teraz możemy spokojnie przejść do spraw organizacyjnych.

_DSC0669

Samo Terlicko mieści się około 20 kilometrów od Cieszyna. Po dojechaniu na miejsce można zostawić motocykl/samochód przy samym torze, jednak w celu obejrzenia najlepszych momentów wyścigu lepiej przenieść się na szykanę (paręset metrów wzdłuż toru), lub przed zakręt na prostą startową. Po opłaceniu biletu (200 koron czeskich czyli jakieś 30 zł) zmieniamy miejscówki do woli, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy wyścig obejrzeć z innej perspektywy.

Samych startów jest 7 – sześć klas oraz wielki finał. Oprócz standardowych litrów i sześćsetek do rywalizacji stają oldtimery, poczciwe 125 czy jednocylindrowce. W poprzednich edycjach można było również podziwiać sidecary, których z bliżej nieokreślonego powodu w tym roku zabrakło. I to tyle z teorii. W praktyce chłopaki walczą na łokcie, a my grzejemy się w Słoneczku, zajadamy kiełbaskę w bułce i podziwiamy. Od czasu do czasu ktoś wypada z toru, a rozemocjonowany czeski komentator budzi salwy śmiechu wśród Polaków. A, właśnie, naszych rodaków w Terlicku z roku na rok jest coraz więcej. I trzeba przyznać, że nawet nie przynoszą wstydu. Dodajcie do tego rodziny z dziećmi i trochę zapaleńców w podeszłym wieku, a otrzymacie pełny, piknikowy obraz.

_DSC0916

Nie ma co się oszukiwać, Terlicko to nie Wyspa Man, ale ma to swoje plusy. Nie trzeba rezerwować miejsca z rocznym wyprzedzeniem, gnać na drugi koniec Europy i bujać się promem. Można po prostu wybrać się na parę godzin (tak się kozaczy mieszkając w Krakowie) i spędzić niedzielę w międzynarodowej atmosferze. A jak komuś znudzą się motocykle, to zawsze może zawiesić oko na Czeszkach.

No dobra, Czeszkach i Polkach.

PS: Był ktoś z Was w tym roku?

Reklamy

5 responses to “Terlicky Okruh – Wyspa Man po czesku

  1. Cześć! Świetne są te Twoje artykuły, kiedy ja to wszystko przeczytam? 🙂 Zamiast skończyć sprzątać samochód, załatwić parę innych rzeczy i jak najszybciej wsiąść na motocykl, utknąłem tutaj. Terlicko, fajna sprawa. Byłem w zeszłym roku, pół dnia jeździli po mokrym. Warto się wybrać, przyznaję jako ten kozaczący z okolic Krakowa. Ciekawszym wydaje się być wyścig w Horicach, ale to tylko moje domysły, kiedyś pewnie tam dotrę. Pozdrawiam! Ech, samo się nie posprząta.

    • No strzałka! Kij z samochodem i motocyklem, ważne, żebyś bliskich nie zaniedbywał 😉

      W tym roku tylko jeden wyścig odbył się na mokrym, w zasadzie na „rzecznym”. Jakoś pod koniec oberwała się chmura. W Horicach nigdy nie byłem, ale z tego co widzę też wchodzą IRRC, do tego tor trochę ciekawszy. Trzeba by się skrzyknąć i obadać temat. Szerokości!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s