Wróg motocyklistów

Motocykliści mają swoich naturalnych wrogów. Nie chodzi jednak o kierowców ciężarówek czy panów w niebieskim. Słowo naturalny należy w tym wypadku potraktować dosłownie – upał zamieniający kombinezon w piec hutniczy, deszcz bezlitośnie podtapiający intymne części ciała czy liście zalegające w cieniu. Na szczycie wszystkich tych niebezpieczeństw jest on, starty i podły.

Znasz ten stan: jedziesz z beztroską wypisaną na twarzy, chłonąc pęd powietrza i dźwięk silnika. Przed Tobą ulubiona droga, za plecami, daleko w tyle, wszystkie problemy. Z każdym kolejnym winklem rozkręcasz się coraz bardziej, tańcząc ulicznego walca. Nic nie zapowiada, by coś miało przerwać tę sielankę, ale on już czeka. Przyczajony gdzieś u szczytu zakrętu, ledwie widoczny niczym ninja w smole, luźny i żądny krwi. Wypadasz na niego niespodziewanie, rozluźnioną do tej pory twarz wykrzywia grymas protestu. Chwilę później słychać tylko plastik trący o asfalt i wiązankę przekleństw.

Chcesz kamienia?

Chcesz kamienia?

Bywa gorzej. Sceneria podobna, tylko, że noc. Zakręty nie sprawiają już takiej radości, zamiast tego walczysz z przytłaczającym zmęczeniem. Nawinąłeś już jakieś 800 kilosów, zostało jeszcze trzysta z hakiem. Przyznajesz, że gnasz trochę za szybko, ale chciałbyś już dotrzeć do domu, poczuć ciepło swojej kobiety. Albo chociaż ciepło herbaty na pobliskiej stacji. W chwili, w której rozmyślasz nad jej smakiem, widzisz wduszone, nienaturalnie podskakujące światło stopu. Pech chce, że zaraz przed Twoim nosem. W tym momencie bez żadnego ostrzeżenia sam zaczynasz brykać po nieoznakowanym remoncie. A może remont był oznakowany, tylko Ty myślałeś o czymś innym?

Uważasz, że na znanej Ci drodze jesteś bezpieczny? Że nie odważy się wjechać do Twojej dzielni? Chciałbyś. Przypomnij sobie sytuację, w której jadąc nad pobliskie bajorko skręciłeś za rondem i wbiłeś wzrok w przystanek. Sąsiedztwo kąpieliska owocowało ciekawymi widokami, więc w chwili, w której Twoje oczy szukały celu, niecierpliwie przełykałeś ślinę. Przełknąłbyś pewnie jeszcze z raz czy dwa, ale tylne koło przerwało Twoją łowy. On był tam wcześniej, czekał pod kołami. Gorzej, zawarł nową unię. Z piachem.

Zdarza się, że nie zadowala się zabraną Ci przyczepnością. Czasem, dla zabawy, strzela na wszystkie strony jak fajerwerki w Dzień Niepodległości. W poważaniu ma Twój błyszczący lakier, nowy kask, odsłonięte ciało. Bez skrupułów napiera po swoje. Jak wtedy, kiedy po długiej zimie wybrałeś się na pierwszą wycieczkę. Moment, w którym atakując przejście graniczne wjechałeś w coś pomiędzy kuwetą dla kota, a tarką kuchenną, porysował nie tylko owiewki, ale również wyrył trwałą rysę w psychice.  Przed nim nie uciekniesz.

My, motocykliści, jemy żwir codziennie.

Reklamy

7 responses to “Wróg motocyklistów

  1. Jadę po raz ….enty slalom szybki (tak tak, dopiero się uczę), ciepło, duszno, powietrze wilgotne, nawracasz do kolejnego przejazdu i przy ekscytujących 10 km/h najeżdżasz na niego, ,,startego i podłego” i…. przy tej prędkości nic się nie dzieje, ot leciutko ślizga przednie koło. W tym momencie przypomniałem sobie ten wpis 🙂
    Ostatnio, w kontekście decyzji o realizacji wielokrotnie odkładanego postanowienia o zrobieniu kat. A, natrafiłem na ten blog i zdecydowanie mi się podoba. Świetny styl, nie ma wymądrzania się, samo się czyta, no mógłbym tak jeszcze 😉
    Pozdrowienia od początkującego, jeszcze 5h praktyki i na egzamin ….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s