Masz dość swojej pracy?

Każdy, nawet największy pracoholik, miewa kryzys twórczy. Po kilku latach spędzonych w jednym miejscu (opcjonalnie kilku miesiącach) człowiek po prostu zaczyna rzygać rzeczywistością. Do tego opryskliwy szef, nudni współpracownicy i wszechobecna monotonia. I wtedy pojawia się myśl, która świdruje mózg jak dzik szyszki – trzeba zmienić swoje życie.

Nigdy nie pracowałem na etat. Kilkukrotnie miałem nad sobą osoby pełniące funkcje „szefa”, ale raczej na zasadzie luźnych relacji niż totalitaryzmu. Współpracownicy? Owszem, krótkie strzały przy wykonywaniu projektu, uśmiech na pożegnanie, bye. Dlaczego piszę o tym na blogu motocyklowym? Ponieważ nie raz spotkałem się z opinią, że moja praca to właśnie to, co ktoś chciałby robić. Przygody, podróże, jazda bez trzymanki. Nie ukrywam, że w takich chwilach czuję wielką satysfakcję. Niestety, wszystko ma swoje ciemne strony.

Statystyczny, zamknięty w szklanym biurowcu Kowalski bierze urlop raz w roku. W tym czasie spędza wakacje z rodziną lub, w lepszej perspektywie, oddaje się swojej pasji. Po 2-3 tygodniach opisane przyjemności stają się odległym wspomnieniem, a nasz bohater wraca na ciepłą (lub nie) posadę. Zafascynowany wczasami spędzonymi w Egipcie albo wypadem motocyklowym w Bieszczady sięga do magazynu „dla backpackerów”, po czym z wypiekami na twarzy czyta o ludziach, którzy całe życie spędzają w trasie. Podróżują po świecie, piszą, robią zdjęcia, co krok poznają kogoś nowego. Więcej, płacą im za to!

Kto by tak nie chciał, nie? Albo zostać testerem motocykli, to jest dopiero fucha! Kręcisz kółka po torze (za darmo!), piszesz parę akapitów i, bach, niezła sumka trafia na Twoje konto. Czym innym jest jednak pasja, czym innym obowiązki. Ostatnio tak stałem nad kluczykami i, wierzcie mi, naprawdę nie chciało mi się ruszyć z domu. Na polu (dworze?) chłód, głód i ubóstwo, mnie brało przeziębienie, po karku latały dreszcze. Do tego w ciągu ostatnich paru dni nakręciłem kilkaset kilometrów. A tu trzeba, są terminy, zobowiązania. Wziąłem kluczyki i zrobiłem swoje. Przyznam, od opuszczenia garażu z uśmiechem.

Przepustka do lepszej fuchy?

Przepustka do lepszej fuchy?

Teraz, parę tygodni później, jestem w podobnej sytuacji. Moja druga praca wymaga jednak trochę większej mobilizacji. Wiem, że od jutra wiele może się wydarzyć. Nie wszędzie jest beztroska, nie wszystko dobrze się kończy. Moje zadanie sprowadza się do tego, żeby na to patrzeć, zapamiętywać i fotografować. W podróży, ze świetnym człowiekiem obok siebie. Co teraz czuję? Strach, ekscytację, chęć wykonania misji. Trafię na swoje miejsce, chociaż nie byłbym zawiedziony, gdyby odwołali lot.

Wróćmy jednak do Kowalskiego – zachłyśnięty zdjęciami patrzy na sterty papierów walających się po biurku, wraca wspomnieniami do piramid i zwyczajnie zazdrości. Ma ochotę pieprznąć tym wszystkim w pizdu i ruszyć w drogę! Nie zdaje sobie jednak sprawy, że życie w podróży to nie bajka. To praca nafaszerowana skrajnościami (trzymając się Egiptu – albo sraczka, albo rekin). Z pięknymi chwilami i trudami, z których czasem ciężko sobie zdać sprawę. To spora doza akcji, ale również monotonia, czekanie, terminy. To pragnienie, głód, zmęczenie, obolałe kości i niepokój o jutro. To podejmowanie ryzyka, ciągłe wychodzenie poza strefę własnego komfortu. Wreszcie, to efekt wieloletniego wysiłku, zdobytego w tym czasie doświadczenia i świadomej rezygnacji z zawodowej stabilizacji. A zarobki? Zwykle przy biurku można wycisnąć więcej.

Nie wiem, kiedy zwróci mi się czas i pieniądze, które poświęciłem na samodoskonalenie w swoim zawodzie. Nie wiem, jak te chwile wpłyną na moje zdrowie. Czy miewam dość? Oj tak, czasem chcę po prostu położyć się w łóżku ze świadomością, że przede mną wyłącznie laba. Bywa, że gonię termin za terminem, bywa, że zwyczajnie czuję strach. Jasne strony medalu? Jak odkręcam manetkę albo wyzwalam migawkę, widzę efekty swojej pracy, to wiem, że właśnie po to się urodziłem. Czy zamieniłbym swój zawód na inny?

Myślę, że znasz odpowiedź.

Advertisements

6 responses to “Masz dość swojej pracy?

  1. Co prawda, to prawda. Wszystko z zewnątrz wygląda na super kolorowe, a większość ludzi nie wie, jak to jest od środka.

  2. Każdemu wedle potrzeb i widzimisia. Jako dziwna mutacja mieszkającego na wsi mieszczucha, będącego jednocześnie pseudo-korpoludkiem na własnym rozrachunku, wciąż unikającym dresskodu za pomocą dżinsów i t-shirta, oraz mieszającego uwielbienie dla dwóch kółek i ryku silnika ze spokojem uprawiania ogródka (blablabla) stwierdzam, że jestem gdzie jestem i robię co robię co najmniej w pięćdziesięciu procentach za sprawą przypadku. Praca nad sobą, celowe działania i przemyślane plany muszą zadowolić się pozostałą (mniejszą) połową. I w sumie pasuje mi to, gdzie jestem i to co robię.
    Równie dobrze mógłbym być gdzie indziej i robić co innego. Czy bym się odnalazł i czy by mi to pasowało? Zapewne tak, ale pewny być nie mogę, bo mnie tam nie ma.
    Ale gdyby nawet, to by się zapewne okazało, że po drodze było tak samo ciężko.

    Po prostu, wszystko ma „zady i walety”.

  3. „Jak odkręcam manetkę albo wyzwalam migawkę, widzę efekty swojej pracy, to wiem, że właśnie po to się urodziłem.”

    I to jest chyba właśnie klucz do sukcesu i szczęśliwego życia 😀 Robiąc to co się kocha, wiadomo że ma się chwile słabości, ale efekty jakie przynosi nasza praca, które zauważamy tłumią te słabości i dodają skrzydeł.

    • Nic dodać, nic ująć. Chociaż z tymi skrzydłami to różnie bywa. Czasem po prostu wiesz, że jest ciężko ale nie może być inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s