Stajnia: Ducati Monster 1200

Ulice ogarnęła panika. Ludzie mówią, że zbliża się potwór, straszliwszy niż umysł jest w stanie pojąć. Podobno pożera hektolitry ropy i żadne, nawet najbogatsze mieszanki, nie są w stanie poskromić tego apetytu. W jego trzewiach ciężkie kotły tłoczą ogień, który topi asfalt jakby był z owczego masła. Każdy jego pomruk napełnia trwogą najmężniejsze serca, a gdy ryknie… gdy ryknie nie zostaje kamień na kamieniu. Lewiatan mórz pojazdów. Harpia miejskich zgiełków. Behemot betonowych siedlisk. Ducati Monster 1200.

Już na pierwszy rzut oka jasne jest, jaka była myśl przewodnia konstruktorów flagowego nakeda Ducati. Ma być majestatycznie. Wielgaśnie. Ze smakiem, ale po bandzie. Przy nowym Monsterze czujemy się jak Alicja po pierwszej porcji grzybków. Świat powoli się kurczy, my kurczymy się razem z nim i zadzierając głowę w górę marzymy, by chociaż raz szarpnąć manetką. Pięknie wyprofilowany bak, szeroka kierownica i wydłużony wahacz przytłaczają rozmiarem, jednocześnie zachowując przy tym włoską estetykę. No i silnik. Idę o zakład, że nawet w Nowej Hucie nie mają takich pieców. Tak wrażenie robi Monster na pierwszy rzut oka. Na drugi również.

To jedyne zdjęcie, na którym udało się go uchwycić. Obok Monster.

To jedyne zdjęcie, na którym udało się go uchwycić. Obok Monster.

Z umysłem zaczynam test od opisu designu. Gdy człowiek widzi takiego potwora, spodziewa się, że po przekręceniu kluczyka jego moc zwali z nóg. Faktem jest, że Testastretta 11 to wyjątkowo udana konstrukcja. Jednostka napędowa zestrojona pod nakeda generuje 145 koni oraz 124 i pół niutka. Przy charakterystyce dwucylindrowej V-ałki to wystarczająco dużo, by móc konkurować z Apatozaurem. Fakt, zakres oddawania mocy w górnych partiach jest lekko spłaszczony, ale zanim tam dotrzemy, od przyspieszenia wyrwie nam stawy z nadgarstków. Jednocześnie silnik zaskakuje kulturą pracy. Więcej, nie zdarzyło mi się, żeby chociaż raz szarpnął łańcuchem. Bonusowo dostajemy niesamowity dźwięk, który nawet na seryjnych wydechach wibruje wszystkim w promieniu pół kilometra. Niesamowite, to trzeba usłyszeć.

Nad Testastrettą 11 czuwają trzy mapy silnika – Urban, Touring oraz Sport. Po ich przełączeniu zmienia się nie tylko czułość systemów TC i ABS, ale również linia oddawania mocy oraz jej charakterystyka. I to naprawdę czuć. Co ciekawe, inżynierzy poszli krok dalej i dla każdej mapy przygotowali oddzielny pulpit z najbardziej przydatnymi informacjami. W ten sposób w trybie Sport wyświetla się np. lamptimer, a Touring informuje nas o średnim spalaniu oraz zasięgu. Niestety, zabrakło wyświetlacza aktualnie wrzuconego biegu. Denerwować może również umiejscowienie przycisku funkcyjnego w kierunkowskazie. Zdarza się, że wyłączając migacz zaczynasz maglować po mapach. Niby drobiazg, ale po 10 razie trochę irytuje.

Fot. Mateusz Luzar/Studio Dach

Fot. Mateusz Luzar/Studio Dach

Zawieszenie to zupełnie osobny rozdział. Ciężko stwierdzić, czy to kwestia konstrukcji czy konkretnego egzemplarza, ale w głębszych złożeniach Monster potrafi pływać (przypuszczam, że nie dotyczy to modelu „S” z podzespołami Ohlinsa). Efekt ten można po części zniwelować ustawieniami zawieszenia, ale mimo wszystko – motocykl kusi, a nie zawsze pozwala. Ograniczenia wynikają również z wagi oraz rozmiaru maszyny. Trzeba przyznać, że nowe Ducati do najzwinniejszych nie należy. W tym miejscu chciałbym skończyć test i napisać, że Monster to sprzęt dla prawdziwego Ducatisty, ale jest jedna rzecz, która mi na to nie pozwala. Deisgnerzy tak daleko zapędzili się w dopieszczaniu maszyny, że osłona wydechu nie pozwala poprawnie umieścić stopy na prawym podnóżku. Jest po prostu za blisko, przez co podczas jazdy zawadzamy o nią piętą. Dla jednych może być to pierdoła, innym odbierze radość z jazdy.

Ducati Monster 1200 to bez dwóch zdań prawdziwy potwór. Wielki, obdarzony niesamowitym sercem w postaci Testatstretty 11 i wyglądem, który budzi trwogę nawet wśród najbardziej niepokornych. Jak to bywa w przypadku bestii, ma kilka rys na wizerunku, ale nie stanowią one jego słabości. To jeden z tych motocykli, których nie kupuje się ze względu na poręczność czy użytkowość. Kupuje się je, bo można. Jeżeli podczas każdej jazdy chcesz czuć, że poskramiasz kolosa, chcesz słyszeć jego ryk i czuć podziw maluczkich, to Monster 1200 jest właśnie dla Ciebie.

It’s a motherfukin’ monster.

Co zrobili dobrze:

  • niesamowity silnik, bez limitów mocy;
  • budzący szacun design;
  • mapy, które zmieniają nie tylko poziomy TC i ABS, ale wpływają na ogólną charakterystykę pracy silnika.

Co zrąbali:

  • za miękki;
  • fakap z podnóżkiem, który może przyprawić o furię;
  • no nie jest to najporęczniejszy motocykl w stawce.

PS: Za udostępnienie motocykla do testów całuski lecą dla salonu Eurorider oraz, za sesję zdjęciową, dla Studia Dach. Dzięki, dzięki!

PS2: Super Duke 1290, what do you think?

PS3: Rozwiązanie konkursu znajdziecie na FB około 20:00.

Reklamy

2 responses to “Stajnia: Ducati Monster 1200

  1. Może to motocykl dla mnie, może nie. Nieważne. Podoba mi się ta włoska robota do tego stopnia, że nie pytam jak jeździ.
    Miałem niedawno przyjemność z BMW R Nine T o czym niedługo u nas wspomnę. Aż się proszą o porównanie.

    • Stary, razem ze stacyjką odpalasz pierwotne instynkty. Rewelacyjny sprzęt jeżeli kierować się sercem, konstrukcyjnie po prostu dobry.

      Niebawem trochę testów porównawczych 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s