Stajnia: MV Agusta Brutale 800 Dragster

Słowo „motocykl” można napisać w dwojaki sposób, z małej i z dużej litery. To pierwsze określa jednoślady, które dowożą kierowcę do punktu docelowego po czym grzecznie czekają na powrót. Pod drugą nazwą kryją się maszyny, które tylko się czają, żeby nas porwać. W tym czasie uwodzą, kuszą, składają obietnice… i je dotrzymują.

W chwili, w której stanąłem twarzą w twarzą z nową MV Agustą Brutale, wiedziałem już, że będzie moja. Chociaż przez parę godzin, kilka dni, ale nie odpuszczę. Niesamowite linie baku, nieprzyzwoicie odsłonięty silnik, tył, który onieśmiela swoją mięsistością. Nowa propozycja od legendarnej włoskiej marki już przy pierwszym spotkaniu robi piorunujące wrażenie. To jedna z tych maszyn, nad którymi przystaje się przed jazdą rozkoszując faktem, że to nam przypadło to szczęście. Chwilę później przekręca kluczyk, celebruje procedurę startu i z namaszczeniem naciąga rękawice.

Sądzicie, że siadło mi na psychę? Jeżeli tak, to widocznie MV Agusta Brutale 800 Dragster jest źródłem tej choroby. Co więcej, rozprzestrzenia ją masowo. Gdziekolwiek nie trafi, zostawia za sobą tabuny zainfekowanych maniaków. Krótki postój przed klubem? Nieprzychylni dotychczas bramkarze traktują Cię jak kumpla. Czerwone światło? Cztery dziewczyny wdzięczą się przed Tobą niczym przed Bradem Pittem w Szczebrzeszynie. Wizyta na stacji? Kasjer proponuje Ci rabat. Oni wszyscy wiedzą, że nie trafią na tylne siodełko, a i tak nie mogą się powstrzymać. To jest właśnie magia designerów MV.

Bajk na dyszkę.

Bajk na dyszkę.

Prawdziwe czary zaczynają się jednak w chwili, w której chwytamy rollgaz. Trzycylindrowy silnik o mocy 125 km jednocześnie generuje 81 nm, dla których wejście w nadprzestrzeń jest dziecinną igraszką. Motocykl bez wahania reaguje na każdą kroplę wachy wstrzykniętą do cylindrów, niezależnie od tego czy dopiero wkręcamy go na obroty czy właśnie dobijamy do czerwonego pola. Warto przy tym zaznaczyć, że Dragster kręci się do niebotycznych 17 tys RPM, przy czym frajdę zaczynamy czuć praktycznie od samego dołu. Nie jest to jednak charakterystyka znana z analogicznych jednostek oferowanych przez Triumpha. Kultura pracy silnika, jego surowość i moc zdecydowanie zbliżają go do rasowej V-ki, co przekłada się nie tylko na liniowe oddawanie mocy, ale również ostre hamowanie podczas ujmowania gazu. Jest agresywnie, jest zadziornie, jest banan na twarzy.

Nad doznaniami oferowaniami przez Dragstera czuwa zaawansowana, w pełni regulowana elektronika. Cztery mapy zapłonu (Sport, Normal, Rain i Custom) zadowolą każdego wygę, przy czym nawet w trybie sport maszyna zachowuje się stosunkowo przewidywalnie, pozwalając kierowcy w pełni panować nad jej możliwościami. Na pokładzie znajdziemy nie tylko mapy, ale również 8-stopniową kontrolę trakcji, ABS oraz quickshifter. Co więcej, że konstruktorzy oddali nam totalną dowolność przy ich ustawianiu bądź wyłączaniu. Według własnych preferencji można ustawić również pozycję kierownicy oraz, rzecz jasna, zawieszenie. Skoro już przy podwoziu jesteśmy, podzespoły od Marzochii i Sachsa spisują się bardzo dobrze. W płynnej, pełnej feelingu jeździe nie przeszkadza nawet niebotycznie gruba, tylna opona. Więcej, Motocykl składa się bez trudu, łatwo przechodzi przez zakręty i katapultuje się z nich jak z procy. Jedyny mankament to brak amortyzatora skrętu. MV Agusta czasem potrafi zachować się nerwowo, głównie na nierównościach.

_DSC0102

Czy jest coś, co w Dargsterze może się nie podobać? Jest, ale są to drobiazgi. Przede wszystkim, jazdę po mieście oraz „dynamiczne” wyprzedzanie utrudnia szeroka kierownica i zamontowane na jej końcach lusterka. Optycznie wygląda to rewelacyjnie, ale niestety, nie spisuje się w praktyce. Rozwiązaniem mogłyby być przeniesienie lusterek pod manetki, ale montaż tego typu utrudnia kształt baku oraz zbliżony do możliwości ciągnika promień skrętu. Jest jeszcze jedna, stosunkowo dziwna rzecz. Po trzech dniach jazdy miałem na łydkach siniaki. Przypuszczam, że odpowiadają za nie sety pasażera, ale głowy za to nie dam. Cóż, im piękniejsza róża tym większe kolce, nie tylko w przypadku kobiet.

MV Agusta Brutale 800 Dragster to Motocykl pisany z dużej litery. Sprzęt, który onieśmiela nie tylko swoim pięknem, ale również zachwyca duszą. Nie ma się co łudzić, nigdy nie stanie się Waszym przyjacielem ani tym bardziej kumplem ale za każdym razem dosiądziecie go z ekscytacją i szacunkiem. W zamian zabierze Was do motoryzacyjnego raju.

Co ja będę dłużej pieprzył, jeden z najlepszych sprzętów jakie dotychczas dosiadałem.

Zrobili dobrze:

– design, design, design!

– rewelacyjny silnik na każdą okazję;

– precyzyjna, w pełni regulowana elektronika;

– Motocykl ma po prostu „to coś”.

Zrąbali:

– czepiając się, za szerokie lusterka;

– coś mi poobijało łydki.

Za udostępnienie Motocykla dziękuję firmie Eurorider oraz MotoItalia. Sry za przypałkę, nie ma śladu 😉

 

Reklamy

8 responses to “Stajnia: MV Agusta Brutale 800 Dragster

  1. Mam nadzieję że się Pejser nie obrazi, ale ten tekst mi dużo bardziej podszedł niż ten z „Motormanii”, szacun 😀

    • Fajczenie kapciuszka było 😉
      Chociaż maszyna nie w moim type, to zdecydowanie wygląd zwraca uwagę. Co tu dużo mówić, Włosi potrafią tak zaprojektować motocykl, żeby przyciągał uwagę.

  2. Szczerze, nie wiem jak sobie sklasyfikować tą maszynę. Bo zarówno w moim typie, jak i nie w moim.
    Gdybym dostał ją w prezencie, skakałbym z radości, jak pchła na spidzie. Ale za własne bym nie kupił, nawet jakbym miał tą kasę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s