5 powodów przez które nie jeżdżę na zloty

Zlot. Czas, w którym dzielimy pasję z setkami innych osób, spotkamy starych znajomych, bawimy się od rana do wieczora, a nawet i od wieczora do rana. Jest hucznie, jest feta, są setki motocykli i tysiące zajawionych bajkerów. Do tego muzyka w klimatach, grill, kobiety, no żyć nie umierać.

Odwiedziłem w życiu kilka takich imprez. Jedne były bardziej udane, inne stanowiły raczej swego rodzaju spędy. Pamiętam, jak w 2010 roku po raz pierwszy wybrałem się na małopolski Mników. Posiedziałem parę minut, pośmiałem się i odłączyłem od stada. Dwa miesiące później trafiłem na zlot BMW w Garmisch-Partenkirchen (jedyny Triumph w stawce!). Trzeba przyznać, że mieli rozmach. Około 10 tysięcy motocykli, namiot koncertowy w którym można by rozegrać finał Ligi Mistrzów, zaplecze sanitarne godne amerykańskiej armii, ogólnie grubo i jeszcze grubiej (vide czołowy bokser w polskiej polityce). Nad wszystkim królował napis BMW Motorrad 2010 zawieszony gdzieś na zboczach Alp. I co? I nic, nie ruszyło mnie.

Tak się składa, że po czteroletniej przerwie znowu zawitałem na Mników. Trzeci, który dopiero zaczyna swoją przygodę z motocyklami, chciał poczuć klimat, a ja dałem się wyciągnąć. I wyszło to, co wiedziałem od dawna. Nie lubię zlotów. Nie zrozumcie mnie źle, chłopaki z GP robią dobrą robotę. Wszystko jest fajnie zorganizowane, panuje porządek, dba się przy tym o należyty poziom wrażeń. Nie chodzi także o to, że jestem aspołeczny. Wręcz przeciwnie, moje życie opiera się na poznawaniu nowych ludzi oraz ciągłej wymianie opinii. Niechęć ma zupełnie inne podłoże. W zasadzie to pięć.

1. Tłum

Trafiasz na zlot, a tam ciężko wcisnąć szpilkę, a co dopiero motocykl. Masa ludzi kotłuje się jak w ulu powodując przy tym gwar godny ubojni świń. Nie da się z nikim zamienić słowa, ponieważ albo łokieć wpakowany w splot słoneczny odbiera Ci dech, albo gitarzysta z pobliskiej sceny właśnie zerwał strunę. Nic to, myślisz, przynajmniej napiję się czegoś dobrego. Stoisz więc w milczeniu w kilkunastometrowej kolejce ciesząc się w duchu, że i tak jest krótsza, niż ta do kibla. Albo do wjazdu za bramkę. Gdy wreszcie nastaje wieczór okazuje się, że jedyne wolne miejsce, w którym można się przespać, to pobliski rów. I tak przez kilka dni z rzędu.

2. Piknikowanie

Wychodzę z założenia, że coś, co ma koła, służy do jazdy. Nie do opierania się o bak ani nie do pchania. Do jazdy. Jeżeli idę rano do garażu, to wyobrażam sobie jak za chwilę wgryzę się w pierwszy lepszy zakręt i poczuję ten niezastąpiony feeling. Wybierając się w podróż myślę o czekających na mnie widokach i trudnościach, które będę musiał pokonać. Nie chcę stać i gapić się na swój sprzęt. Sorry, ale mogę to robić w innych okolicznościach.

Mikro zlot w doborowym towarzystwie.

Mikro zlot w doborowym towarzystwie.

3. Chamstwo

Masowe spędy, nie tylko motocyklowe, przyciągają różnych ludzi. Selekcja gości nie istnieje. A ja lubię selekcję. Chcę z kimś spędzać czas, to spędzam. Nie chcę, to narka ziomuś, ale źle na mnie działasz. Nie muszę tolerować spasłego grzyba, który na widok hostess krzyczy, że idzie się spuścić (sic!). Dobrze, że skończyło się tylko na groźbie. Swoją drogą, niewdzięczna praca. Atrakcyjne dziewczyny trafiają pomiędzy napalonych gości i szczerzą się grzecznie przy każdym, nawet najmniej wybrednym komentarzu. Nie wytrzymałbym, od kopa zasunąłbym z laczka.

4. Lanserka

Palenie gumy na trawie. Kręcenie manetą na parkingu. Przygazówka podczas pyrkania na luzie. Motocykle, które przy zaaplikowanym kącie główki ramy nie powinny jeździć. Chromowane felgi. Skutery. Masa odblokowanych skuterów. W kontraście dresy i ich erjedynki. Ja wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Trzeba zamknąć gębę i wiać.

5. Parady

Last but not least – parady motocyklowe. Parady ogólnie są fajne, np. te wojskowe. Można się zaprezentować, ludzie wiwatują, biją brawo. Można dumnie wypiąć pierś i przeć do przodu. Różnica jest taka, że nie sunie się na półsprzęgle. Więcej, nikt nie robi przygazówek, nie wdycha się spalin (chociaż pośród ułanów można się nawdychać czegoś gorszego), nie trzeba uważać na gościa przed Tobą, który od pięciu minut uparcie próbuje postawić na koło. Do tego reprezentuje się grupę, nie jednostkę. A nie od dziś wiadomo, że każdy motocyklista woli być postrzegany jako odrębny gatunek. Rzeczy nie do pogodzenia.

Ktoś teraz napisze, że przesadzam, że nie byłem jeszcze na (tutaj wstaw nazwę swojego ulubionego zlotu) i jeżeli się tam pojawię, to bankowo zmienię zdanie. Wiem, że przesadzam i wiem, że nie zmienię. Zamiast tego wolę zgadać się jednym z kumpli i w tym czasie nawinąć trochę kilometrów. Szybko, dynamicznie, cały czas w siodle. A jak nam się znudzi jazda to siąść gdzieś w cieniu i pogadać o płci pięknej, która robi brzydkie rzeczy.

Tak lepiej. Co nie, Eryk?

 

Reklamy

8 responses to “5 powodów przez które nie jeżdżę na zloty

  1. Do Twojego zestawu dodałbym jeszcze:
    – Osobniki doprowadzające się do stanu napierdolenia i w takowym zataczające się wszędzie i bez przerwy, a czasem nawet jeżdżące w niewiele lepszym stanie…
    – Ogólne, milczące przyzwolenie dla takiego stanu rzeczy.
    – Wszechogarniającą epidemię małpiego rozumu, jak to w tłumie bywa.

    Mniejsza o to. Bardziej mnie interesuje zdanie Twojego kolegi ujeżdżającego maszynę dotrzymującą towarzystwa Tośce na zdjęciu, w kwestii przydatności tego sprzętu w charakterze wierzchowca dnia codziennego.
    Uogólniając, czy po męczącej i wkurzającej dniówce, siadając na coś takiego po całodziennym macerowaniu mózgu, będąc niechętnym do jakichkolwiek wyskoków, w jakiś późno-listopadowy wieczór, przy plus pięciu i po ciemku jazda do domu będzie wciąż relaksująca?
    Bo się poważnie zastanawiam nad czymś takim.
    Dziadek Gix powinien już zająć miejsce maszyny kolekcjonerskiej i tak być traktowanym, więc szukam zastępcy.

    • Wiesz Easy, nie po to kupuje się sporta (zwłaszcza tak radykalnego), żeby pieścić pośladki w drodze powrotnej do domu. Kumpel się skarży na bóle tu i tam, ale tak, jest zadowolony 😉

      • W sumie, to ja właśnie po to, żeby masowało i koiło, chociaż akurat nie pośladki. W kwestii tych ostatnich, oraz nadgarstków, pleców i innych bolących, to podejrzewam, że niewiele obecnych sprzętów może się równać w dziedzinach katowskich z moim „zabytkiem”.
        Nic to, trzeba będzie się gdzieś wkręcić na próbna pojeżdżawkę.

  2. Jest kilka takich zlotów na które bym pojechał. European Bike Week w Faaker See, Sturgis czy Daytona. Zobaczyć co tam mają ciekawego, a wieść niesie, że jest co oglądać.

    Obecnie jeżdżę tylko na Przystanek Woodstock (czyli Woodstock Rally), ale właściwie dlatego, że jakoś muszę pokonać te 500 kilometrów, a motocyklem lubię najbardziej, no i też trzeba gdzieś nocować, a wioska motocyklowa to…chyba najspokojniejsze miejsce w tym całym kotle. W paradach nie biorę udziału (szkoda gotować prawe jajko i wąchać sprzęgło), a w dniu wyjazdu cały się wyrywam ze smyczy żeby tylko na motocykl wskoczyć.

  3. A ja lubię zloty bo jest to fajna, tania okazja, żeby spotkać się ze znajomymi, zrobić grilla, napić się piwa i posiedzieć na świeżym powietrzu. Jasne, to wszystko co napisałeś wyżej to prawda ale nie po to jadę na zlot, żeby się przejmować najebanymi kolesiami. I tak, kocham pojeździć i jak jadę pojeździć to jadę pojeździć a jak jadę na zlot to jadę na zlot. Dwie odrębne sprawy IMO.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s