Jeździec wpuszczony w błoto

Zastanawiacie się, co robi Samurai na blogu motocyklowym? Toż to ma cztery koła, skrzynie pod ręką i jest bardziej opancerzone niż polskie Rosomaki w Afganie. Do tego każdy kontakt kół z asfaltem powoduje skurcz kiszek, a na dźwięk „100 km/h” silnik zaczyna trząść się w konwulsjach. To wszystko prawda. Z tym, że to właśnie ta maszyna przekonała mnie, że nie samym betonem człowiek żyje.

Miałem już wcześniej styczność z lekkim offroadem, o czym wspominałem przy recenzji książki „Wyprawy motocyklowe„. Żaden „wielki szlem”, raczej to, czym pozornie zwykła droga może zaskoczyć podczas podróży na motocyklu. Niestety, przyjemność czerpana z jazdy w takim terenie była wprost proporcjonalna do mojego zmęczenia. W końcu nikt nie lubi, jak po kilkugodzinnej jeździe kamiory bonusowo wytrzęsą mu dupsko. Podobnie sytuacja wyglądała podczas kontaktów z wojskiem. HMMWV czy swojski Honker na nierównościach potrafi przyprawić o mdłości. Zwłaszcza w połączeniu z zakwaterowaniem na pace, uciskającą podbrzusze kamizelką i dzienną racją żywnościową. Co tu dużo gadać, symulator worka ziemniaków.

Bohater dnia w pełnej krasie.

Bohater dnia zaprasza po więcej.

Z drugiej strony, nigdy nie prowadziłem takiego pojazdu jako kierowca. Aż do teraz. Znajoma, amatorka zwierząt, podróżowania na dziko i jazdy w terenie, zaprosiła mnie, bym sprawdził tę ostatnią pasję. Targany doświadczeniem wyszedłem z założenia, że trzasnę parę fajnych fotek i jakoś przetrwam, jednak gdy zapytała, czy chcę poprowadzić, nie potrafiłem odmówić. Pewnie że chcę! Chwila przymiarki, rzut okiem po surowej niczym wyschnięta wiewiórka kabinie, szarpnięcie lewarkiem i Samurai w swądzie spalonego sprzęgła ruszył do przodu.

I wiecie co? Dawno się tak dobrze nie bawiłem. Jasne, nie ma tej prędkości, nie ma tarcia w zakręcie ani ostatnio kultywowanych przeze mnie gum. W sumie Żadne to odkrycie, że w samochodach ciężko o motocyklowego ducha. Z drugiej strony, jest błocko, podjazdy i nierówności podbijające zawartość szoferki pod sufit. Wszechobecną toporność równoważą śmiechy pasażerów i chwile grozy, kiedy samochód przechyla się pod kątem 30 stopni. Dodajcie do tego rajdy po łąkach i gałęzie walące w przednią szybę, a otrzymacie miksturę, którą można żyć.

Nie będę walił ściemy, znajoma radziła sobie z Samurajem zdecydowanie lepiej. Kilka wiosen praktyki, znajomość terenu oraz wrodzony zew adrenaliny pozwalał jej wyciągać auto z największych tarapatów. W czasie, w którym ona zmagała się z kolejnym karkołomnym zjazdem, ja zastanawiałem się, jak fajnie byłoby tam wrócić, ale na motocyklu. Nie lekkim i przyjemnym MXem, o nie, to byłoby zbyt proste. Ciężkim enduro albo turystyczną przeprawówką. Mielić błoto. Rąbać konary. Orać ściółkę. Walczyć z kłodami, które rzuca pod koła natura. I z potem na czole, wygrywać.

Strasznie dużo planów na ten rok.

Advertisements

7 responses to “Jeździec wpuszczony w błoto

      • Z tym błotem coś jest na rzeczy. Ostatnio nawet brat wspominał coś o założeniu kostkowych opon do jednego z motocykli. Za mną chodzi coś 4×4, bo rodzinne kombi utytłane w glinie wygląda nieco dziwacznie.

  1. Każdy samochód ma w sobie „to coś” i choćby był w nie wiem jak opłakanym stanie, nie wymienilibyśmy go na żaden inny, ot tak z czystego sentymentu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s