Dajesz na gumę?

Podobno motocykliści dzielą się na dwie grupy – Ci, którzy już dają na gumę i Ci, którzy dopiero będą. Mniej formalny podział obejmuje również tych, którzy już wiedzą, ile kosztuje poskładanie motocykla do kupy, ale o tym się raczej głośno nie mówi. Przez ostatnie 8 sezonów patrzyłem na fenomen jeżdżenia na kole z lekkim przymrużeniem oka. Doskonaliłem technikę jazdy, zdobywałem umiejętności praktyczne, czasem odmrażałem tyłek, ale jakoś niespecjalnie ciągnęło mnie do tego typu harców.

Wyszło na to, że do gumy trzeba dojrzeć. Bo widzicie, pewnego ranka obudziłem się z wewnętrznym przekonaniem, że to ten dzień, ten moment, od dzisiaj będę dawał jak Pan Bóg przykazał. Tak po prostu. Niestety, od myśli do realizacji droga jest wyboista i daleka. Mój zapał skończył się w chwili, w której wyszło na jaw, że Tośka została stworzona do przyspieszania. W każdej konfiguracji, niezależnie od cyferki na obrotomierzu, wyrywała do przodu jak szalona konsekwentnie trzymając horyzont. Jasne, jest opcja na sprzęgle, ale w tym wypadku zawiodła psycha. Szarpanie, strzelanie i gaz nieodłącznie kojarzył mi się z potrzaskanymi owiewkami, a to potrafi skutecznie ostudzić zapał. Po kilku nieudanych próbach wróciłem do domu ze skwaszoną miną.

Z motocyklistami często bywa jednak tak, że nie potrafią dawać za wygraną. W połączeniu z instynktem stadnym jest to nieprzewidywalna mieszanka, która często doprowadza do istnej hektabomby. Tak było i tym razem. Szybki telefon do Pierwszego, miejsce, godzina i nim się oglądnąłem, z drżącymi rękami stałem na wjeździe do opuszczonej drogi przeciwpożarowej. Asfalt nie wyglądał zbyt przekonująco, ale Pierwszy udowodnił, że nie w takich miejscach można wywijać. Skoro może on, mogę i ja…

Czterdzieści na godzinę, zduszenie gazu, szarpnięcie i… zupełnie nic. Tośka coś tam chrząknęła i wystrzeliła niemrawo do przodu. Pewnie za niskie obroty, myślę. W ciągu kilku kolejnych prób tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że ten motocykl nie potrzebuje kontroli startu. Niezależnie od liczby rpm, Triumph strzelał do przodu jak szalony, ani na chwilę nie gubiąc przy tym trakcji. W gruncie nius dobry, ale przecież nie o to dziś chodzi. Następne próby owocowały jedynie przeczącym kręceniem kierownicą. I ja i ona mieliśmy dość. Powoli godząc się z porażką, zacząłem pakować dobytek.

Jest radośnie.

Jest radośnie.

W tym samym czasie Pierwszy i jego Franek trzaskali coraz bardziej sążne gumy. Widok bardzo przyjemny, jednak z mojej perspektywy dość irytujący. Wciąż stawiało mnie to w sytuacji, w której on umie, a ja nie.

– Czupryn, weź tyłek przesuń do końca i wtedy rozkręć.

Mądrala. Z lekkim oporem ustawiłem się na pasie startowym, przesunąłem zadek i poirytowany ruszyłem przed siebie. 8 tysięcy, zduszenie, szarpnięcie i… lift off! Nikt mnie nie uprzedził, że przejście z pozycji wertykalnej do horyzontalnej to w zasadzie teleport. Jedziesz na dwóch kołach, warknięcie, jedziesz na jednym. Nie ma nic pomiędzy. Za to to, co dzieje się potem, to jedno z lepszych motocyklowych przeżyć. Może dla niektórych wieśniackie, może za stary już na to jestem, ale ostatni raz czułem się tak fajnie w chwili, w której pierwszy raz… domknąłem gumę. Wiecie.

Po chwili treningu krótkie gumy z gazu zaczęły wychodzić za każdym razem. Oczywiście do perfekcji jeszcze cholernie daleka droga, ale pierwsze koty za płoty. Co istotne, oprócz samej frajdy z jazdy, w znaczący sposób zwiększa się świadomość własnego motocykla. A to już konkretny progres.

Anyway, niebawem napiszę, jak przebiega nauka. A tymczasem (olaboga!) zachęcam, żeby w kontrolowanych warunkach sprawdzić z czym to się je. Nie dla szpanu, dla własnej satysfakcji i podniesienia feelingu płynącego z jazdy.

W końcu dobrze łączyć przyjemne z pożytecznym, nie?

PS: Miałem krótką przerwę w pisaniu, dostałem nawet kilka maili z zapytaniem, czy wszystko gra. Dzięki za troskę, gra! Jeno ciężko mi było coś naskrobać z poligonu, a i późniejszy rozwój sytuacji również nie ułatwiał. W każdym razie, od dzisiaj jestem tu regularnie. Wbijajcie również na „Motormanie„, tam również możecie mnie spotkać.

Advertisements

16 responses to “Dajesz na gumę?

  1. Nie, nie i jeszcze raz nie! Chociaż z drugiej strony, magiczna zmiana kodu i kryzys wieku średniego za pasem, to może mi się odmieni.
    A tak po prawdzie, to zdarzało mi się, że przednie koło przy ostrzejszym odejściu traciło kontakt z podłożem, tak całkiem niezamierzenie. I nic, nie poczułem klimatu. Tak wyszło, to tak się pojechało. A póki co, to nie, nie i jeszcze raz nie.

  2. Że niby guma dla „szpanu” to coś złego? ;P
    Niestety, czasem jest to silniejsze ode mnie nawet pomimo tego, że do perfekcji jeszcze długa droga. Oczywiście trzeba się powstrzymywać przed stwarzaniem zagrożenia innym. Zanim kupiłem motocykl wiedziałem, że będę stawiał na koło. Pod koniec pierwszego sezonu na CB 500 pierwsze treningi strzałów ze sprzęgła miałem już za sobą, ucierpiały uszczelniacze, zapewne skrzynia, lagi i felga też nie były zadowolone, poleciała opona, ale na szczęście obyło się bez gleby (ze dwa razy było blisko).
    Po serwisie i w trakcie drugiego sezonu czyli aktualnie, obiecywałem sobie, że znowu poćwiczę pod koniec. Nic z tego. Przeszkadza trochę krótka jedynka (trzeba szybko złapać balans), mocy też mogłoby być więcej (mam jeszcze zblokowaną), ale wydaje mi się, że paradoksalnie sprzyja to dobremu opanowaniu „gumy”. 😉
    Nie, opon na winklach jeszcze nie domykam i pewnie tego nie zrobię dopóki nie zacznę jeździć po torze albo pachołkach. 😉 To w przyszłym sezonie mam nadzieję. A jak już będzie drugi sprzęt, cebula będzie jeździła na gumie… przedniej. ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s