Droga Transfogaraska – tor imienia Ceausescu

Nie można odwiedzić Rumunii, nie przejeżdżając Transalpiny. Tak już przyjęło się w naszym motocyklowym grajdołku, że to właśnie ona jest głównym punktem programu w królestwie Drakuli. Nic dziwnego, w końcu legendarna droga ciągnie się przez najpiękniejsze rejony Karpat, oferując rozrywkę z pogranicza ciasnych zakrętów i offroadu. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, jaka motocyklowa niespodzianka znajduje się kilkadziesiąt kilometrów na wschód.

Mowa o równoległej do Transalpiny drodze Transfogaraskiej. Wybudowana jeszcze przez trzęsącego Rumunią Ceausescu, miała ułatwiać przerzut wojsk w przypadku inwazji Sowietów. Dziś przerzuca setki motoryzacyjnych entuzjastów, będąc przy tym jedną z najpiękniej położonych dróg świata. Jej walory docenił nawet Jeremy Clarkson, który zapomniał o brytyjskiej flegmie i darł się ile sił w płucach na każdym kolejnym łuku. Ciężko stwierdzić, czy odpowiadało za to wyprofilowanie zakrętów czy Aston Martin DBS V12, ale jedno macie jak w banku – Trasa Transfogaraska potrafi podnieść ciśnienie.

Plan był prosty: wstajemy wcześnie rano i trzaskamy pętlę przecinającą Góry Fogaraskie. 400 kilosów po serpentynach, piękne widoki, lokalne dziewczyny na krawężnikach, czego chcieć więcej. Nie spodziewaliśmy się jednak, że realizacja może przysporzyć pewnych problemów. W zasadzie to nie spodziewał się wyłącznie Masu, ponieważ ja już w nocy odczuwałem w żołądku nadchodzący sztorm. W chwili, w której opanowałem sytuację, Słońce w zenicie bezlitośnie prażyło okolicę. Nic to, najwyżej trochę nadgonimy. W końcu nie takie rzeczy już goniliśmy, nie?

Tygrysy w Karpatach

Tygrysy w Karpatach

Nie. Rumuńskie drogi w połączeniu z moją osobistą rewolucją rzuciły nas w lejek Transfagaraskiej w granicach godziny 14 (tip: na wielkim rondzie pod żadnym pozorem nie skręcajcie w lewo). Trasa startuje nieopodal miejscowości Carta i to właśnie tam zdziwiliśmy się po raz pierwszy. Idealnie gładki krajobraz został wyparty przez gęste lasy nad którymi królowały szczyty Negoiu i Moldoveanu. Jednocześnie, jakby na przekór, przyzwoitą drogę zastąpiła podrzędna, zawalona krowim łajnem jednopasmówka, która chwilę później odbiła ostro w górę. Przed wyjazdem ostrzegano nas, że Karpaty mogą być zasypane śniegiem nawet w lecie. Tym razem aura była dla nas łaskawa, co nie do końca dało się powiedzieć o stanie nawierzchni. Cóż, to jedno z tych miejsc, w którym człowiek nagle docenia kunszt niemieckich drogowców.

Dysponując odrobiną umiejętności i odpowiednim zawieszeniem, można jednak przymknąć oko na zryty przez przymrozki asfalt. W zamian za to dostaliśmy piękne, bliskie Tatrom widoki, całkiem przyzwoite zakręty i setki rozzuchwalonych turystów. Okazało się, że trasa Transfogaraska może nie jest popularna nad Wisłą, za to z pewnością należy do ulubionych miejsc wypoczynkowych każdego potomka Włada Palownika (a tych trochę miał). Jeździ tam dosłownie wszystko, od luksusowych Beemek, przez wyładowane po dach campery, na peletonach skończywszy. W motocyklowym języku oznacza to albo zajechane sprzęgło albo wyprzedzanie na trzeciego.

Zwijasz menele, a tor robi się pusty. Znany wszystkim standard.

Zwijasz menele, a tor robi się pusty. Znany wszystkim standard.

Po przedarciu się na czoło pochodu jazda zaczęła sprawiać znaną z Alp przyjemność. No, prawie. Nie jest to miejsce, w którym można poszaleć ścigaczem (nie bój, tacy również się znajdą), ale nasze Triumphy Tigery odnajdowały się w nim wyśmienicie. Tym większa szkoda, w chwili, w której opony dopiero zaczęły kleić, dotarliśmy na szczyt przełęczy. A tam… Krupówki. W ciągu paru sekund zostaliśmy wessani przez setki samochodów, jeszcze więcej turystów, przebranych za górali handlarzy oraz zdezorientowane dzieciaki. Dodajcie do tego miks charakterystycznego zapachu owczego serca, grillowanego mięsa i obrobionej skóry, a zrozumiecie, co mam na myśli. Góry to mój drugi dom, jednak nie w tak ciasnym wydaniu. Czując narastającą niechęć, zwialiśmy z Masem w tunel. A po drugiej stronie…

Po drugiej stronie wszystko to, co w Rumunii najlepsze. Motocyklowy raj.

PS: Kupiony na migi węgierski węgiel leczniczy powstrzyma każdy sztorm. Polecam, Czupryn.

Advertisements

12 responses to “Droga Transfogaraska – tor imienia Ceausescu

  1. Znajomy twierdzi, że jeśli Transfogaraska, to tylko na MZ, bezbłędna stylówa, klimacik i te sprawy 😀

  2. Ja byłem tam – ale od drugiej strony i jako pasażer jednego z kilkunastu 4×4 (jeden z nielicznych fragmentów po asfalcie).
    I co dziwne – wówczas po wyjechaniu z tunelu Krupówek prawie nie było – może jedno, dwa stoiska i pustki w restauracji…. na drodze też wówczas nie było zbyt tłoczno…
    Ale było to w roku 2007 – więc może i tam „cywilizacja” dotarła…

    • No niestety, cywilizacja dotarła już nawet na Transalpinę. Swoją drogą, jak przejeżdżałem przez Rumunię to zastanawiałem się, dlaczego z jej potencjału nie korzystają 4×4. A tu proszę. Masz jakieś foty?

  3. Przejechaliśmy Transalpine i Transfogarską w zeszłym roku ale przy okazji off-rodowego zwiedzani Karpat i okolic – czymkolwiek by tam nie pojechać to warto : ) W najbliższych latach wracamy Ładą 2106 albo na jakimś moto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s