Survival na Gumie część 7 – pierwszy motocykl

Co kupić na pierwszy motocykl? Biorąc pod uwagę liczbę opinii krążących po sieci oraz entuzjazm niewspółmierny do umiejętności, jest to dość, sorry za porównanie, karkołomna decyzja. Do tego często rozsądek rozmywa się w wizjach błyszczących w słońcu, ultra nowoczesnych i ultra szybkich maszyn z kategorii „bez kija nie podchodź”. Oczywiście proces przebiega zupełnie nieświadomie, bo skąd początkujący ma wiedzieć, że zamiast wymarzonego Ducati Panigale równie dobrze może zainwestować w system rakietowy Patriot?

Zanim przejdziemy do konkretów uściślijmy jedną rzecz – bez prawka nie kupujemy nawet hulajnogi. Motocykle to świetna zabawa, ale tylko wtedy, jeżeli podchodzi się do niej z respektem. Tyle moralizowania. W temacie stosunkowo łatwo teoretyzować, jednak pierwszy realny kontakt z jednośladem weryfikuje poglądy. Nagle okazuje się, że szkoleniowa 250 przytłacza mocą, a jazda na niej powoduje spinę w gaciach. Fakt, 20 godzin na placu manewrowym nie nauczą zbyt wiele, ale na pewno pozwolą oswoić się z maszyną. Na marginesie, pierwsze samodzielne kroki w ruchu drogowym są na tyle stresujące, że nie trzeba sobie ich urozmaicać lękiem przed chłopakami w niebieskim.

W chwili, w której odbieramy prawko, przechodzimy do zakupu motocykla. I tutaj zaczynają się schody. Stereotypowy świeżak jest mężczyzną w średnim wieku, który szuka nowych wrażeń lub młodym chłopakiem, który… szuka nowych wrażeń. W większości przypadków kończy się to trudną do opanowania chęcią zakupu sporta. Nie, co ja gadam, supersporta. Szczerze mówiąc, sam tym pragnieniom kiedyś uległem, czego później długo żałowałem.

Ale dlaczego nie RR?

Supersport nie nadaje się na pierwszy motocykl. Koniec tematu. Dla początkującego jedynym jego atutem jest budzący parkingowy wytrzeszcz design.  Słaby to argument, zwłaszcza w chwili, kiedy po przejechaniu dwóch metrów wygląda się jak gepard z przetrąconym kręgosłupem. I tu już nawet nie chodzi o moc czy charakterystykę silnika. Motocykle sportowe są tak pomyślane, żeby w bardzo dobrych warunkach jak najprecyzyjniej przekładać umiejętności kierowcy na wyniki w wyścigu. Jednym słowem – są cholernie czułe. Chcesz się złożyć? Bach, trzesz łokciem o ziemie. Chcesz przyspieszyć? Bach, gubisz buty. Chcesz zahamować? Pac, pac, to Twoje gałki oczne ściekają po szybce.

A może jednak Tomahawk?

A może jednak Tomahawk?

Fajnie to wszystko brzmi, ale żeby z taką inżynierią współpracować, trzeba dysponować nie tylko doświadczeniem, ale, przede wszystkim, wyrobić odpowiednie nawyki. Te przychodzą wraz z sukcesywnym powtarzaniem tych samych czynności, a na supersporcie przez pierwsze sezony można się jedynie sukcesywnie wywracać. Chcecie, żeby weszło Wam to w krew? Kolejnym dużym utrudnieniem jest ergonomia. Bez wchodzenia w szczegóły – na motocyklu sportowym trzeba umieć siedzieć. Wierzcie mi, braknie Wam zwojów mózgowych, żeby to wszystko naraz ogarnąć. Słowo honoru, przerabiałem.

Skoro nie sport to co?

W sieci znajdziecie milion tematów, w którym niedoświadczonym kierowcom wręcz wciska się motocykle klasy 500. Najczęściej są to Suzuki GS i Honda CB. Rzadziej Kawasaki ER 500. Dobry wybór? Cóż, to zależy. Fakt, są to motocykle, na których progres kierowcy jest bardzo szybki. Skonstruowano je tak, by nauka przebiegała naturalnie i, zazwyczaj, bezboleśnie. Kolejnym wielkim atutem jest olbrzymi rynek części używanych oraz niewielkie koszty zakupu/utrzymania. Niby same plusy, z tym, że motocykl ma zarówno jeździć jak i tą jazdą cieszyć. No i mamy problem.

Pięćsetki to sprawdzone, ale często przestarzałe konstrukcje. Wiąże się to nie tylko z awaryjnością (coraz ciężej kupić niewysłużony egzemplarz), ale również z nudnym silnikiem i średnio atrakcyjnym wyglądem. Nie ma co również ukrywać, że są to motocykle na maksymalnie dwa sezony. Cóż, jeżeli Was to nie rusza, warto rozważyć zakup. Jeżeli jednak z nudą Wam nie po drodze, są inne opcje.

Jakieś konkrety na start?

Początkującym najczęściej polecam Kawasaki 250R i nakedy, ale 600. Najpierw Kawa 250 – motocykl o idealnej pojemności dla tych, którzy nie mieli wcześniej nic wspólnego z jednośladem. Lekki, stosunkowo wygodny, ale o sportowym zacięciu. Jego ergonomia pozwala cieszyć się jazdą i jednocześnie na spokojnie uczy właściwych nawyków. Do tego jest to nowa konstrukcja z dobrym rynkiem wtórnym i rozsądnym kosztem utrzymania. Przy tym nie wygląda jak rower i może się zwyczajnie podobać.

Ci, którzy czują się trochę pewniej albo jeździli wcześniej na motorowerach, mogą spokojnie rozejrzeć się za golasem o pojemności 600. Wbrew pozorom nie jest to zła decyzja. Branża motocyklowa już jakiś czas temu obrała tendencję do rozwiercania pojemności, co najczęściej wiąże się z większą elastycznością silnika, ale niekoniecznie kosmicznym osiągami. Jednocześnie trochę bardziej czuły gaz uczy precyzji w jego kontroli. Dlaczego jednak naked, a nie wymarzony sport? Ze względu na neutralną ergonomię. Dzięki podwyższonej kierownicy i nisko umieszczonym podnóżkom kierowca czuje się pewniej i może skupić na doskonaleniu umiejętności. Nie bez znaczenia jest również obniżony środek ciężkości, dzięki czemu motocykl nie leci w każdym zakręcie na pysk (tutaj dużą rolę odgrywa również dobrze dobrane ogumienie, ale o tym następnym razem). Last but not least, golasy są na tyle neutralne, że przez 2-3 sezony można wypróbować w zasadzie pełne spektrum drogowej jazdy. To pozwala celniej określić kierunek, w który rozwinie się nasza pasja.

Najpopularniejsze modele w tym segmencie to Honda CB600F Hornet i Yamaha FZ6 Fazer. Oba motocykle to godne polecenia maszyny, które nie powinny nikogo rozczarować. Wybór może paść również na Kawasaki ER6 lub Suzuki Gladius. Decyzja należy do Was, chociaż ja trzymałbym się pierwszych dwóch opcji. Jeszcze jedno – w segmencie znajdziecie również przedstawicieli uwielbianych przeze mnie europejskich marek. Mowa tu przede wszystkim o Ducati 695/696 Monster, KTM690 Duke oraz Triumphie 675 Streetriple (w wersji zwykłej i R). Mimo, że są to świetne motocykle, to przez pierwsze sezony omijamy je szerokim łukiem. O ile Ducati Monster jest jeszcze stosunkowo łagodny, tak dwa pozostałe to rasowe dzikusy. Przyjdzie czas.

Ale ja chcę Easy!

Na koniec drobna, ale warta wypunktowania rzecz: pisząc ten tekst brałem pod uwagę przeciętnego człowieka, który niezależnie od płci zaczyna przygodę z motocyklową pasją. Wiem, że pośród Was są ludzie, którzy z góry wiedzą, że chcą jeździć na chopperach albo przeprawówkach. W tym przypadku nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić wymarzonego customa (powiedzmy, do litra pojemności) czy np. Transalpa. Często pojawiają się również wątpliwości z gatunku „czy ja utrzymam ten motocykl?”. Wbrew pozorom, waga nie jest tak istotna, jak jej rozmieszczenie. Wszystko zależy od konstrukcji motocykla i od wysokości siodła.

Niezależnie, czy jest to Wasz pierwszy czy dziesiąty motocykl, przed zakupem trzeba się dosiąść i sprawdzić, jak to cudo leży. Oczywiście metaforycznie.

Survival dla niecierpliwych:

  1. Najpierw prawko, potem moto.
  2. Supersporty nie nadają się na pierwszy motocykl.
  3. Naprawdę, supersporty nie nadają się na pierwszy motocykl.
  4. 500 to sprawdzony, ale nudny wybór.
  5. …a może jednak 600 naked?
  6.  Najpierw usiądź, później oceniaj.

Cykl “Survival na Gumie” to nie zawoalowana zrzynka z “Pani Domu”, a metoda na poruszenie istotnych tematów ułatwiających życie w siodle. W publikowanych tekstach zamieszczam jedynie swoje osobiste uwagi oraz kładę nacisk na odstępstwa od tego, co można wyczytać lub usłyszeć na ulicy. Nie zamierzam jednak kreować się na guru czy tym podobny szajs. Dlatego jeżeli chcesz podzielić się własnymi spostrzeżeniami bądź uwagami to zapraszam do dyskusji. Dzięki temu i ja nauczę się czegoś nowego.

Reklamy

41 responses to “Survival na Gumie część 7 – pierwszy motocykl

  1. Jak bym się stosował do punktu pierwszego to bym pewnie nigdy na motocykl nie wsiadł 🙂 A tak motocykl stojący w garażu zmobilizował mnie do tego, żeby prawo jazdy zrobić. I wcale nie zachęcam do jazdy bez papierów – mój motocykl stał i czekał, a wsiadłem na niego dopiero po uzyskaniu stosownych kwitków. I jak wsiadłem to zdałem sobie sprawę, że te 650 cm3 ma dużo więcej mocy niż mi się wydawało, ale na szczęście wybrałem model głupoto-odporny i podszedłem do niego z należnym szacunkiem. Co do reszty się zgadzam – sport na pierwsze moto to proszenie się o kłopoty, a sam 500-650 uważam za wybór optymalny. Mniejszy szybko się znudzi (chyba, że mówimy o motocyklu terenowym, albo w przypadku kogoś, kto wcześniej na żadnych 2 kółkach z silnikiem nie jeździł). Poza tym jak ktoś (tak jak ja) ma/miał problem z operowaniem manualną skrzynią biegów to samo ruszanie sprawi mu sporo kłopotu. Jak mi na kursie dali 125 to po 2 godzinach się prawie poddałem bo mi non-stop gasł, na 250 było zdecydowanie lepiej, ale dopiero na 500 przestałem się tym frustrować. Jeśli zaś chodzi o modele nadające się na pierwsze moto to chyba też warto rozważyć Hondę NC700X DCT. Automatyczna skrzynia biegów jednak życie bardzo ułatwia.

    • Nie każdy ma taką silną wolę 😉

      Pisałem tekst przede wszystkim pod polskie realia i, tak jak zauważyłeś, motocykle drogowe. Ciężko o używaną Honde NC700 za dobrą kasę, a nowych moto na początek przygody nie polecam. Szkoda kasy i nerwów. Co do automatycznej skrzyni – trzeba się nauczyć jeździć z normalną. Im szybciej tym lepiej 🙂

      • Nowe moto nie na pierwszy motocykl ? Oczywiście masz rację – jak ktoś zaczyna jeździć to musi się liczyć z tym, że może glebę zaliczyć, albo coś tam uszkodzić, ale z drugiej strony w wielu przypadkach kupowanie w Polsce używanego motocykla to kupowanie kota w worku. Jak widzę na Allegro „bezwypadkowe” sprzęty, które kilka miesięcy wcześniej były oferowane np. w Niemczech jako powypadkowy złom to nóż w kieszeni mi się otwiera. Jasne, że nowe są dużo droższe niż używane, ale statystycznie pewniejsze, chyba że kupuje się sprzęt z niewątpliwą historią i od zaufanej osoby. Warto chyba rozważyć wszystkie te kwestie.
        Manual versus Automat ? W końcu się nauczyłem, ale kosztowało mnie to dużo samozaparcia 🙂

        • Zgadzam się z tym co napisałeś, dlatego wszystkie moje motocykle były nowe, Oprócz pierwszego.

          Dużo łatwiej kupić w miarę pewnego nakeda niż niewytyranego sporta. Poza tym, używany motocykl nie traci aż tak na wartości. A jednak, z założenia, na pierwszy raz jest to sprzęt jedno-dwu sezonowy.

          Nie ma nic bardziej precyzyjnego, niż manualna skrzynia 😉

  2. Za jakiś czas będzie można spokojnie zostawić motocykl wyposażony w manualną skrzynię i nikt nim nie odjedzie 🙂
    Na mnie motocykl w garażu podziałał bardzo motywująco i od rozpoczęcia kursu do odebrania prawa jazdy minęły 3 miesiące (w tym miesiąc czekania na egzamin).

  3. Po kilku miesiącach szukania i czytania o „bezwypadkowych i okazjonalnie jeżdżonych” zwłokach doszedłem do wniosku, że kupię nowe moto. Stoi grzecznie i czeka w salonie. Zrobię prawko to odjadę. Mam dodatkowy motywator aby się sprężyć i zdać egzamin 🙂
    Czy będą nerwy związane z glebą i błędami początkującego? Na pewno tak – ale takie same nerwy by były przy używce. Zawsze jest szkoda uszkodzić swoją „zabawkę” – w końcu kupujemy coś za swoje pieniądze, co ma sprawiać nam frajdę i zawsze szkoda jak się psuje.
    Z drugiej strony osobiście wolę położyć nowe moto i mieś świadomość, że to mój błąd, a nie radosna twórczość jakiegoś handlarza, który nie zastanawia się nad skutkami swojej formy zarabiania pieniążków.

    • Napisałem to w tekście, napisałem również w komentarzu powyżej, napiszę jeszcze raz – brałem pod uwagę przede wszystkim statystycznego początkującego. A ten zazwyczaj nie wie, czego oczekuje po motocyklu. Do tego sprzęt na start to najczęściej zakup na góra dwa sezony. Motocykle tracą na wartości w zastraszającym tempie, a i nie kosztują tyle co waciki.

      Jeżeli ktoś od początku nie musi się martwić kosztami, to nowe moto jest bardzo dobrym wyborem. Wiesz, co wpuszczasz pod dach 😉

  4. Obecnie prawko zdaje się na 600 😉 nie zmienia to faktów, że na 20 godzinach nie można się nauczyć za dużo, ale opanować się już da. Sam jestem na etapie szukania swojego pierwszego motocykla. Wolałbym jednak by nie był to motocykl na 2 sezony tylko na dłuższy już czas. Robiąc przeszukanie różnych for itp. mój wybór kręci pomiędzy Suzuki Bandit 1200/600 a Hondą Hornet. O Suzuki nie wspomniałeś słowem, więc pytam co sądzisz o takim wyborze na pierwszy motocykl?

    • Wiesz, co sam wybierz. Moim pierwszym moto był i jest FZ6S, kupiłem go w 2007 roku i mam go do dzisiaj. W sumie wkurza mnie czasami, ale do europejskiej turystyki nadaje się w 100%. Był to nowy motocykl produkcja 2006. Przejechałem 60000 km, tak tak, dobrze napisałem i prócz serwisowych wymian, wymieniłem przewody hamulcowe (nie na oplot – tylko na nowe), 1 tarcze w sumie już komplet, 4 razy klocki, i na ten sezon muszę kupić napęd (nie będę się już oszukiwiać). Zaznaczam, części i serwis tylko na oryginalnych częściach (żadnych lepszych klocków, czy tarcz itp) i zgodnie z instrukcją. AAAAAA i zapomniałem, 2 komplety opon, teraz muszę 3 kupić. Po tym jak zachowuje się, i wygląda moja maszynka, myślę że większość sprzętów w polsce ma około 100000 km. Moje kilometry na mój sprzęt nie wywarły prawie żadnego wpływu, jeżeli chodzi o wyblakłe plastiki, odpryski jakieś, czy inne ubytki. Zaznaczam, nie wlokę się po szosach i nie zapitalam jak głupi, ot autostradowe 160 przelotowej, czasami jakieś winkle, po torze nigdy nie jeździłem. Żona jako plecak – NIE – chyba że na krótki wypad, dłuższe podróże odradzam, nie ze względu na brak mocy, tylko na wielkośc sprzętu. Pozdro, udanego sezonu.

        • pierwsze były oryginalne, nie pamiętam, bodajrze bridgestone bt20 (coś takiego), drugie – pilot road 2, trzecie – jakieś kupię, tylko też jakieś turystyki :). Nie palę gumy, nie orzę toru, jestem tzw mistrzem prostej, mechanik w zeszłym sezonie zwrócił mi uwagę, że już ich kres, ale jakoś doturlałem do końca. BTW: wczoraj otworzyłem sezon, troszke zimno przy Piasecznie, ale da się żyć. Sorka, nie pochwaliłem twoich textów, niezłe i prawdziwe – Pozdro 600

          • Przywykłem do sportowych gum, stąd zdziwienie. W ciągu 30 tysięcy zdarłem 5 kompletów – jedne Bridge, dwie Pirelki i dwa Metzelery. Ze dwa miały jeszcze mięso, ale zrobiła się szklanka i średnio trzymały na bokach. Dzisiaj zamówiłem kolejne M5, leżą mi te gumy jak nic nigdy.

            U mnie sezon jeszcze zamknięty, może pod koniec marca gdzieś ruszę. Szerokości!

            PS: Dzięki, dzięki 🙂

    • Bandit 1200 to fajny motocykl, ale już łobuz. Mając do wyboru Bandita 600 i Honde Hornet, brałbym Horneta. Jest dużo lżejsza i bardziej poręczna.

      Zdaje się na Gladiusach, ale w szkołach zaczyna od 125/250. Swoją drogą, Gladius to bardzo sympatyczny motocykl na start.

  5. Wporządku artykuł lecz kolejny który nie rozwiewa moich wątpliwości. Jeżdże od 3 sezonów 125 w 4t (enduro). Brakuje mi w niej mocy. Supersporty wybiłem sobie z głowy już dawno, wiem że łatwo się pokusić o odkręcenie manety. Naczytałem się o nakedach które są polecane na pierwsze motocykle. Chciałbym jednak motocykl który wygląda jak sport, choćby taka Kawa 250r. Lecz czy jest duża odczuwalna różnica w mocy? Nie chciałbym się przesiąść na motocykl w którym będzie mi brakowało mocy w związku z tym że jeżdżę już dość długo 125. W segmencie pięćsetek i sześćsetek nie ma ciekawych motocykli które nie są golasami, mają sportowe zacięcie, jednak są łagodne. Jak w takim wypadku byś postąpił?

    • Jeździsz w terenie czy na szosie?

      Słuchaj, ja nie twierdzę, że sportowa 600 na początek to samobójstwo. Znam wielu ludzi, którzy tak zaczynali, i mają się dobrze. Problem polega na tym, że nauka na takim motocyklu jest dużo trudniejsza niż na nakedzie.

      Według mnie lepiej zagryźć zęby, kupić tego nakeda 600 i skupić się na tym, żeby dobrze jeździć. Po dwóch sezonach przesiądziesz się na sporta i będziesz kopał leszczom tyłki na każdym winklu (na nakedzie prawdopodobnie też;) ) Weź też pod uwagę, że przesiadka z enduro na supersporta będzie radykalna pod każdym względem, począwszy od pozycji, poprzez charakterystykę silnika, na zawieszeniu kończąc.

  6. Pingback: CZUPRYN JEDZIE: Powoli ogarniam litra | Magazyn MotoRmania - Portal Motocyklowy·

  7. Dwie uwagi z mojej strony jakie warto rozważyć przy zakupie pierwszego sprzętu:
    1.Warto pokusić się o moto z ABS, korzystamy wtedy z dobrodziejstw technologii i jest bezpieczniej. Jak już się nauczymy hamować to zawsze można ten system wyłączyć (na początku będzie zwyczajnie bezpieczniej a podczas deszczu nie będziemy czekali jak asfalt wyschnie).
    2.Moto nie powinno nas zaskakiwać żadny z aspektów jak: moc, waga, pozycja. Musi nam leżeć wtedy się polubicie. Jak będzie zbyt mocny to opanowanie go będzie trudne, jak zbyt ciężki to samo, jak pozycja okaże się prenatalna też jesteśmy w d….e.

    Teraz dlaczego to piszę:
    Jestem typowym przedstawicielem Twojego artykułu- po trzydziestce kupiłem moto – był to GS500 i żałuje że go wymieniłem na GSR600- potem przez trzy sezony wjeżdzałem się w te 100PS’ów silnika dobrego GSXR’a. Następnego kupiłem Monstera 696 -nie zgodzę się że to łagodny moto! Pozycja prenatalna, co byś nie robił jedziesz 150 a hamulce robią to co pisałeś z oczami- jeździłem nim dwa sezony jakieś 17tyś km- mało bo dwie gleby na hamowaniu unieruchomiły go w serwisie (nie miał ABS szkoda). A teraz mam KTM Duke 690 i to jest to!!! Moto nie przeraża mnie ani mocą, ani masą a pozycja jest jak na Romecie Wigry 3 jaki dostałem na komunię.

    Do twoich wyborów pierwszego moto dodał bym zdecydowania mniejszych braci Duka 250 i 390 to super sprzęty.

      • Ano np. z takiego, że wyczucie granicy przyczepności przedniej opony (i hamowania) jest większe bez ABS. Mówię oczywiście o sportowej jeździe.

        Warto przy tym dodać, że teraz w supersportach montują ABSy, które zwykły śmiertelnik nigdy nie pobije. Z tym, że technologia technologi nierówna.

      • Łatwiej się zawraca, a pisku opon można użyć zamiast klaksonu 😉
        Wiem też, że bez ABS’u wyszedłem z hamowania na łuku zalanym olejem z rozbitych samochodów. Hamować trzeba było, a asfalt w perfidne ciapki pochlapany. Z samochodowego doświadczenia wiem, że w takich warunkach ABS potrafi się zachować conajmniej osobliwie.

    • Dzięki za uwagi. Lecimy:
      1. Zgadza się, ABS to komfort, coraz więcej motocykli ma go również na stanie. Trzeba wyłożyć trochę więcej kasy, ale jak kogoś stać, to dobra opcja. Z tym, że według mnie, na początku uczy trochę złych przyzwyczajeń. Ale, jeszcze raz, to jest moja subiektywna opinia.

      2. Wychodząc z założenia, że ktoś jest początkujący, to motocykl zawsze go czymś zaskoczy. Oczywiście to co napisałeś jest ważne, ale bardziej istotne jest, żeby wybaczał błędy, które popełnia kierowca. A to zależy od takich czynników jak geometria ramy, ergonomia, charakterystyka silnika (co nie idzie w parze z mocą!), zawieszenie. Czyli im bardziej „sporty” tym bardziej w dupie (i mam tu na myśli cały wachlarz sportów motocyklowych, nie tylko supersporty).

      No nie róbmy już z małego Monstera takiego demona 😉 Fakt, to Vałka, ale stosunkowo łagodna, można ogarnąć (chociaż bije po kieszeniach w przypadku gleb). Co do KTM 690 Duke to wspaniały funbike, podpisuje się czym tylko mogę. Btw. po Twojej wypowiedzi widać progres, bo mimo wszystko 690 to dużo większy narwaniec niż Monsterek.

      Mały Duke owszem, ale nigdy na tym nie jeździłem, więc nie wiem 🙂

  8. Ja jako pierwszy „dorosły” motocykl nabyłam Yamahę XJ i był to jednocześnie strzał w dziesiątkę, jak i strzał w kolano, bo iksjotka dużo wybacza i pozwala się wczuć w dumną rolę motocyklistki, ale wystarczył zaledwie jeden pełny sezon i zaczyna się kombinowanie, jak uzbierać na nowe moto, bo brakuje mocy, oj brakuje… 🙂

          • Do Horneta 900. Myślałam również o Bandicie 1200, cenowo wychodzi znacznie atrakcyjniej niż Hornet, ale niestety jest cięższy i to się czuje, miałabym problem z wyprowadzeniem go z garażu. Chyba że do końca tego sezonu urosnę tak jeszcze z 10 cm, wtedy będzie inna rozmowa 😀

          • A to wciąż rośniesz? 😀

            Obie maszyny są stosunkowo ciężkie. Nie myślałaś o czymś równie imprezowym, ale zdecydowanie bardziej poręcznym (np. o wspomnianym w tekście Street Triple albo Duke’u)?

          • No właśnie teraz to już mogę rosnąć jedynie wszerz niestety… 😀 nie, nie myślałam o takich sprzętach. Głównie ze względu na cenę i dostępność części, ale one mi się po prostu nie podobają i nic na to nie poradzę. Nie podchodzi mi ten nowoczesny design, tak samo jak te kanciaste przody nowszych Monsterów. Duża okrągła lampa to jest to 🙂

          • Ano – lampy „co ja paczę”, przeciwieństwo maleńkich ślepek Buella Firebolt, tak jakoś mi się skojarzyło 😀

  9. Ja jak na razie mam „w miarę” silną wolę* 😀 kurs prawie kończę – została mi 1 godzina (plus biorę trochę dodatkowych – bo warto :D).
    Robię kurs w naprawdę dobrej szkole z instruktorem szkolącym na plecaka, gdzie zarówno na mieście jak i na placu nie ma miejsca na nudę (a i ćwiczenia wykraczają daleko poza wymagane na egzaminie). O ile na początku miałem podobne problemy co kolega powyżej – zwłaszcza na YBR 125, jak i na GS500 (na którym mam większość godzin kursowych), ale dopiero przejście na Gladiusa dało mi poczucie stabilności i mimo jego pewnej narowistości – to znacznie lepiej mi się na nim jeździ w porównaniu do poprzednich…acha, jest to wersja bez ABS – egzaminacyjny już go ma…
    * – prywatnie mam Honda NT650V Deauville, zakupioną od b. dobrego kumpla – więc nie mam obaw co do jej stanu technicznego. Czeka grzecznie na mój „papierek”, choć co do silnej woli – kilka razy poćwiczyłem na niej na bezdrożach oraz nieczynnym parkingu 😀

  10. Zawsze mam opory do komentowania starych tematów. Tu jednak wypowiem się jako początkujący motocyklista. Masz rację. Jeżdżę trzeci sezon, najpierw skuter, potem Bandit 600, potem Kawa Z 750, a teraz Kawasaki Z 1000. Kocham litrowe supersporty. Leciałem 320km/h Hayabusą, jeżdziłem różnymi plastikami, ale jeszcze nie dorosłem do posiadania i ogarniania takich sprzętów na poziomie, który by mnie satysfakcjonował. Postanowiłem, że jeszcze 2 sezony na Z 1000-u, a potem się zobaczy.
    Ps. hehe, widac, że skupiłeś się na sportach 🙂

  11. Trochę stary temat ale dla mnie bardzo aktualny. Skrobnę parę zdań bo może ktoś tu jeszcze zagląda. 20 lat temu przez parę sezonów dosiadałem różnego rodzaju Simsonów, od skutera, po tzw. „enduro”. Potem przyszło prawko ( z głupoty zrobiłem tylko B) i rozstałem się z jednośladami na długo ale w głowie cały czas siedział motor. Ostatnie zmiany w przepisach otworzyły drogę do moto bez prawka kat. A. Skorzystałem z okazji i kupiłem KTM Duke 125. Niewiarygodnie łatwy motocykl. Trochę pojeździłem i doszedłem do wniosku, że muszę się rozwijać. Poszedłem do dobrej szkoły zrobić prawko. Byłem zaskoczony, że właściwie Xj’tą zadania egzaminacyjne robiło się nawet lepiej/łatwiej niż moim KTM’em. Po wyjeżdżeniu jakiejś części godzin (nie było sensu wyjeżdżenia całości) poszedłem na egzamin i cieszę się już posiadanym prawkiem kat A 🙂 No ale teraz jest problem co kupić ? Im więcej czytam tym wiem mniej 😦 Generalnie zawsze interesowały mnie nakedy. Myślałem o Monsterze 696 ale wszędzie czytam i słyszę, że to jest sprzęt za niski dla mnie (mam 180cm). Myślałem o 796 ale czytam, że to cholernie narwany sprzęt i chyba słaby pomysł na pierwsze poważne moto. Myślę o ER-6n ale on raczej też niski jest. Tak chwalone MT-07 wydaje się być strasznie budżetowym motocyklem, a MT-09 jakoś mi nie pasi. Hondy obecnie cholernie bezpłciowe. Suzuki same stare modele 😦 No i tak się zastanawiam czy dobrą opcją nie byłaby przesiadka na Duke’a 690. No i trafiam tutaj, a czupryn pisze, że to słaby pomysł i że to większy narwaniec jak Monster 696.
    Duke 200 czy 390 odpada bo to dokładnie ta sama rama co mam teraz, a to po prostu za mały sprzęt jest (nie lubię mieć mocno zgiętych kolan).
    Jestem już w totalnej kropce i nie wiem co robić 😦
    Nie mam już 20 kilku lat i fantazji w głowie. Szukam czegoś łatwego w obyciu, wybaczającego błędy. Motorem jeżdżę tylko dla rozrywki, głownie po mieście przeciskając się między autami. Jednak np. XJ’a w moim odczuciu ma zbyt miękkie przednie zawieszenie. Wole zdecydowanie sztywniejszy zawias. Chcę teżczegośco wystarcza na więcej niż 1-2 sezony. Na wiosnę chcę iść na jakieś kursy doskonalące ale musze mieć sensowny motorek bo na 125 nie ma to sensu.

    • Małe KTM’y są lekkie około 120-130 kg, na początek proponuje sugerować się masą a nie mocą:-) małym brykiem w mieście nie jeden motocyklowy muskuł został objechany

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s