Tylko się nie odwracaj!

Sospel. Małe, francuskie miasteczko gdzieś na obrzeżach Prowansji. Po prawej stronie Alpy, po lewej Lazurowe Wybrzeże. U góry Słońce, które kończy zmianę i zmyka na fajrant. Za uchem trójka rozbawionych, miejscowych dzieciaków. Mają na oko po 10 lat, ale jednemu chłopcu idzie całkiem nieźle ze swoją rówieśniczką. Parę lat i da radę. Przede mną pizza. Nie, sorry, garść obgryzionych skórek i starannie wydłubane oliwki. Nienawidzę oliwek, chociaż genetycznie powinienem być do nich przystosowany. Dalej, trochę bardziej przede mną, Masu. A za Masem grupka obserwujących nas, ciemnoskórych koleżków.

Zmęczony całodzienną jazdą zacząłem grać oliwkami w cymbergaja. Tym razem miały pestki, więc latały całkiem znośnie. Stan, w którym wreszcie ściągam obolały tyłek z siodła, po czym faszeruję się ciepłą szamą i przepuszczam przez wyschnięte, oblepione muchami zęby wodę z cytryną, jest kwintesencją podróżowania.To właśnie dla takich momentów warto tłuc się kilka tysięcy kilometrów, tankować ołowiową 82 i wylewać wodę z butów. Gorzej, jeżeli Twój długo oczekiwany postój przebiega nie tak, jak zakładałeś:

– Masu, tylko się nie odwracaj.
– Co jest?
– Kilku gości zjada nas wzrokiem jak ken frytkę. No kurwa, przecież mówiłem, żebyś się nie odwracał.
– E, pewnie gapią się na motocykle.

Francja, serce zachodniej cywilizacji, w dodatku miejsce oddalone od Paryża na bezpieczną odległość. Butelką nie zerwę, więc może faktycznie przesadzam? W końcu to jakaś wycierająca ulice banda, a my, kurde, polscy motocykliści. Uspokojony, wróciłem do rozbabranych oliwek. Chwilę później zgrupowanie po przeciwnej stronie ulicy dobiegło końca. No, tak myślałem, dużo szumu o nic.

– Dobra Masu, zawijamy. Ciemno już. Weźże rzuć okiem na mapę.
– Krótki strzał przez góry, później autostrada. Maks dwie godziny.
– No to wio.

W tym momencie Ford Focus z przyciemnioną zawartością i wielkim spoilerem na dachu nieśpiesznie ruszył z parkingu i wjechał gdzieś w boczne uliczki. Jak on sobie radzi z takim bolidem w lokalnych warunkach? Przecież tą blachą ściąga pranie z dachów.

Nie przypuszczałem, że radzi sobie całkiem nieźle. A już na pewno lepiej od nas.

Na dojeździe do Sospel jeszcze w dobrych nastrojach. Jedno z nielicznych zdjęć, które się zachowały./ Fot. Masu

Na dojeździe do Sospel jeszcze w dobrych nastrojach. Jedyne zdjęcie, które się zachowało z tego czasu./ Fot. Masu

Szybki strzał przez górki okazała się kilkudziesięciu kilometrową serpentyniadą nasraną znakami „Moralite! Virages!”. Bojąc się, że czeka mnie sen z jeżykiem, zacisnąłem zęby i wbiłem się w kolejny łuk. W końcu nie takie drogi się robiło, nie takie żwiry spod kół trzaskały. Nagle, kilkaset metrów niżej, dostrzegłem podążające naszym śladem światła. Całkiem żwawo jak na normalne warunki. Zapadający wokół mrok utrudniał już rozróżnianie kolorów, ale zainspirowany „Powrotem do przyszłości” spoiler trudno było pomylić. Trąbię krótko, dwa razy. Kask nie ułatwia komunikacji, ale trzeba próbować.

– MASEŁ! MAAASEEEŁ!
– CO JEST?
– JEDŹ SZYBCIEJ!

Masła nie trzeba dwa razy zachęcać, zaczęliśmy zapieprzać jak ksiądz po kolędzie. Niestety, ani Japończycy ani Brytyjczycy nie przystosowali swoich myśli technicznej do takich warunków.  Za to Focus, skubany, ciął zakręty wyśmienicie. Z każdą kolejną nawrotką był coraz bliżej. I wierzcie, widać było, że mu na tym zależało.

Znacie to uczucie, w którym dobiegacie do bramy i błagacie w duchu, by była otwarta? Kiedy nogi są tak napięte, że zaczynają wiotczeć, żołądek odbiera dech, a ręka z trudem reaguje na wysyłane z mózgu impulsy? Co gorsza, czujesz to, po prostu wiesz, że zaraz się potkniesz i zostawisz na progu wszystkie zęby. Miałem tak kilka razy w życiu, szczęśliwie na ogół w snach. Niemniej zacząłem się z losem. Fajne motocykle, zagraniczne blachy, obiad zapłacony gotówką, kamerki na kaskach, goście po drugiej stronie ulicy, Ford z przyciemnianymi szybami. Wszystko zaczęło się zbierać się w kupę.

Od ścigającego nas samochodu dzieliły nas już tylko dwa zakręty. To już ten moment, w którym zaczynasz się zastanawiać nad taktyką „na wiązanego buta” – zatrzymujesz się gwałtownie i puszczasz dywersanta przed siebie. Tylko jak wtedy zawrócić, za ciasno. Co by tu…

Jak na zawołanie serpentyny wyrównały się w dłuższą prostą. Mało tego, nieopodal ktoś postawił robotniczy, rozświetlony stuwatową żarówką barakowóz. Szybka piłka – stajemy. W chwili, w której rozkładałem nóżkę, Focus wypada z ciemności. Widzę, że zwalnia. Krucho. Spinam wszystkie mięśnie i przezornie nie ściągam kasku. Kątem oka zauważam, że Masu zsiadł z motocykla, oparł się o bak i czeka. W pobliskim baraku słychać rozmowy, ktoś szarpie zasłonkami. W tym czasie Ford zrównuje się z nami, przejeżdża powoli, po czym, odprowadzony naszymi spojrzeniami, znika za kolejnym zakrętem. Cisza.

– Masu, jak sądzisz?
– Chuj ich wie. Czekamy parę minut i dajemy.

Zdziwione, zmęczone pracą twarze zniknęły za obdartą zasłonką.

PS: Nieopodal Sospel znajduje się słynne Col de Turini. Wygooglajcie sobie.

Advertisements

3 responses to “Tylko się nie odwracaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s