Opowieści spod klubu czyli motocykle są dla szpanu

Patrz, jaki szpaner. Kask się błyszczy jak na odpuście, skórka, pewnie jeszcze dzisiaj natarta Bambino, a do tego te buty. Widziałeś jego buty? Białe! Normalny człowiek ma czarne albo szare, a ten skurczybyk założył białe. O, o, patrz teraz, zaraz wyciągnie kluczyki. Pięć metrów przed motocyklem, żeby wszyscy widzieli, że jego. Mógł je ukryć w rękawku, ale nie, musiał pomachać. I to jak ostentacyjnie zapina kask. Brodę do góry unosi, żeby pół świata widziało, jaki dumny. Ba, widziało – podziwiało! Teraz, patrz, teraz najlepsze – jak ruszył to nawet się nie odwrócił. Znalazł się, samotny jeździec.

Motocykle są dla szpanu, a każdy motocyklista to szpaner. W zasadzie w tym momencie mógłbym przestać pisać, bo co jest niby do dodania? Wyrok zapadł już dawno temu, w czasach, kiedy nasi ojcowie odkryli, że motocykl może służyć do czegoś więcej, niż przewóz drobiu na targ. Można nim na przykład pojechać pod remizę albo zgarnąć Helę na plecak i skoczyć nad jeziorko. To samo, na które jedzie się pół godziny, ale trzeba by iść ze cztery. W jedną stronę. Do rzeczy jednak – w tych zamierzchłych czasach zebrała się komisja, która oficjalnie uznała, że motocykl skończył pełnić role użytkową. Siłą rzeczy, przestał dobro szerzyć, a zaczął do grzechu namawiać. Pycha, nieczystość, gniew, lenistwo. Zazdrość.

Minęło kilka dekad, a stereotyp motocyklisty-szpanera pogłębił się tak, że niedługo Cameron będzie w nim bił rekordy nurkowania. Co lepsze, zaczęto klasyfikować jeżdżących na podgrupy. Normalny biker to taki, który jeździ na starym sprzęcie tudzież, opcja preferowana, skuterze. W otwartym kasku, ze zbolałą miną, prawym pasem, a najlepiej poboczem. Jest ojcem piątki dzieci i z narażeniem życia w chłód i głód zasuwa na dwóch kołach do pracy. Dla oszczędności, bo jeden cylinder pali mniej niż diesel, a dziatwę trzeba nakarmić i ubrać.

Panigale na odludziu. To jak z tym szpanem?

Panigale na odludziu. To jak z tym szpanem?

Na drugim biegunie jest mężczyzna na ścigaczu. Raz, że na pewno kupił go po to, żeby cizie pod klubem wyrywać. Niby w jakim innym celu potrzebny mu taki sprzęt? Toż to śmierć w oczach! Dwa, że żeby kupić, trzeba mieć hajs, a jak ma hajs, to wiadomo, że szpaner. Skromny człowiek z pieniędzmi? Taki to by Afrykę w wodę zaopatrywał, a nie V-Power lał. Do tego sprzętu za kilka klocków, wydechy głośne, wszystko to jakieś, takie, no, nie wiem, wyzywające. I oblicze jego również budzi nieufność. Za dużo radości na twarzy, w naszych realiach to nie przystoi. Albo udaje, że mu tak dobrze, albo to przez te laski, które non stop bałamuci. Albo przez to i przez to.

Motocykliści mają pewną reputację i, co tu dużo gadać, nie jest ona bezpodstawna. W naszych kręgach są wspaniali ludzie, ale dużo łatwiej trafić na tych, którzy szukają poklasku. Nikt jednak nie zastanowi się, że takich ludzi można spotkać w każdym środowisku. Dlaczego nikt nie mówi, że paralotniarze to lanserzy? Albo, dajmy na to, nurkowie? To proste – bo nie ma ich na ulicach. Póki nie będą latać między blokami albo nurkować w fontannach, nikt nie poświęci im ani 5 sekund na analizę. Motocykliści to co innego. W końcu oni są wszędzie.

Słucham tych opinii od ładnych paru lat i powiem Wam, że przywykłem. Szufladkowanie leży w naszej naturze, a to, czego się śmiertelnie boimy bądź pożądamy, wywołuje w nas skrajne emocje. Fakt, nie jestem najskromniejszą osobą pod Słońcem, schlebia mi zainteresowanie innych ludzi, a na dźwięk słowa „pokora” dostaje drgawek. W rytm tych drgawek biję się w pierś. Tyle o mnie. Mało kto postrzega Tośkę jak urzeczywistnienie pasji, jako narzędzie pozwalające się wzbić ponad codzienność. Maszynę, dzięki której poznałem rzeszę wyjątkowych ludzi, zwiedziłem niesamowite miejsca, przeżyłem niezapomniane chwile. Wreszcie, dzięki której jestem lepszym człowiekiem.

Lepszym, bo spełnionym.

PS: „Stary, jak zaczynałeś jeździć, to nie sądziłem, że motocykle zaprowadzą Cię w miejsce, w którym jesteś teraz” – powiedział niedawno mój wieloletni kolega, niezwiązany z motocyklami. Dzięki, stary.

Reklamy

16 responses to “Opowieści spod klubu czyli motocykle są dla szpanu

  1. Chciałam napisać coś mądrego, ale jak zwykle mi nie wyszło – tylko zazdrośnicy mówią, że motor to niezły sposób na wyrywania lasek, ale tak serio serio (nawet jeżeli to tylko skutek uboczny) to wyglądacie na tych dwóch kółkach mega … (Małżon zagląda przez ramię) dobrze 😉

  2. Prawdę powiadasz. Doszło do tego, że jak kupujesz motocykl określonej marki to już koniec, musi być tylko dla szpanu. Nikt nawet nie zapyta jak jeździ.

  3. Jakby się tak dobrze zastanowić, to jeżdżąc pre-historycznie starym super-sportem, wyglądającym jak z fabryki, w jednolicie czarnym, skórzanym kombiaku, czarnym kasku… Jestem jednocześnie prawdziwym motocyklistą (ale tylko z dwójką dzieci) i hiper-giga lanserem! Jak sobie kupię ajfona to moto hipsterem zostanę 😉

  4. Muszę chwilę jeszcze pomyśleć, ale wydaje mi się, że nigdy nie rozpatrywałem tego problemu. Jedno jednak wiem na pewno: nie masz wpływu, jak na Ciebie inni spojrzą, kiedy będziesz tańczył pijany w franczyzowym sklepie całodobowym, ani kiedy luźnym krokiem z klubu (czy skądś tam) wyjdziesz z Nataszą i zapikasz, a silnik przemówi. Może Cię to ziębić, bądź parzyć, ale zostaniesz oceniony, bo podlegasz ocenie niemal na każdym kroku. A tak poza tym to jasne, że motocykliści to szpanerzy i lansiarze.

    • Ocenianie to zabawna sprawa. W Marsylii przez grupę turystów zostałem wzięty za autochtona, zapewne za sprawą wcześniejszego taplania się po pachy w wodach basenu portowego.

  5. Cały czas ktoś nas ocenia. Na to wpływu nie mamy, aczkolwiek możemy próbować wpływać na rezultaty takich ocen, jeśli nam na tym zależy, lub możemy je ignorować. Jestem raczej zwolennikiem tego drugiego rozwiązania – jeśli z czymś dobrze się czuję to mam w przysłowiowej życi opinie innych na ten temat, a z drugiej strony staram się nie oceniać innych.
    Swoja drogą to gratuluje ciekawego bloga – dobrze się czyta 🙂

    • Ocenianie to natura człowieka, bez dwóch zdań. Czasem jednak to ocenianie przybiera formę nagonki. Czy mnie to boli? Nie. Ale dlaczego nie poruszyć tego tematu, skoro można? 😉

      Dzięki, zapraszam po więcej! 🙂

      • Jasne, ale żeby nagonka była skuteczna to musi być i naganiacz i zwierzyna. Jak zwierzyna wypnie cztery litery na naganiacza to z nagonki nici 🙂

  6. „Skromny człowiek z pieniędzmi? Taki to by Afrykę w wodę zaopatrywał, a nie V-Power lał…” – zajebista myśl 🙂 szacun Czupryn

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s