O pół konia więcej czyli jak nie wpuścić hajsu w błoto

Mam pewien przywilej, którym obecnie mało kto może się pochwalić. Nie sapie mi nad piórem sztab żądnych zysku reklamodawców. Nie muszę spowiadać się ze statystyk ani pilnować słupka oglądalności. Nie martwię się, że któregoś dnia szef wszystkich szefów zakręci mi kurek z hajsem, a ja przejdę na dietę freegańską. Jasne, jak każdy sympatyzuję z różnymi markami, ale ze względu na własny gust, a nie budżet reklamowy marketingowców. Reasumując, mogę pisać co mi się podoba, a nawet co mi się nie podoba. Co więcej, mogę jawnie stopować koniunkturę. Tak, dobrze myślicie, dzisiaj będzie o pieniądzach.

Mamy w sobie coś takiego, że lubimy wydawać kasę na gadżety. W końcu nie po to tyramy kilkadziesiąt godzin w tygodniu, żeby odmawiać sobie przyjemności. Kiedy już dzieci chodzą z pełnymi brzuchami, kobiety paradują przed lustrem w nowych pantofelkach, a szafa pęka w szwach od zapasu pieluch, przechodzimy do radosnej konwersji złotówek w przedmioty zbędnego użytku. Co ciekawe, nie daje to żadnych wymiernych korzyści. Już dawno udowodniono, że poczucie szczęścia po zakupie nowego cacka jest tylko krótkotrwałym złudzeniem. Tak naprawdę nasz mózg domaga się, by dążyć do posiadania czegoś, a nie żeby to mieć. Gdzie w tym wszystkim motocykliści? No, poniżej.

Kierownik pierwszy 

Stacja benzynowa, lokalny spot motocyklistów. Pośród kilkunastu maszyn stoi pachnący nowością, litrowy ścigacz. Podchodzę powoli ze zdziwioną miną. Wiadomo, błyszczy się jak kogutowi jaja to i przyciąga uwagę. Motocykle prosto z salonu nie są mi obce, ale coś takiego widzę po raz pierwszy. Zaraz za przednim kołem, na froncie owiewki, właściciel przylepił kilkanaście naklejek produktowych. Jezusicku, czego tam nie było! W chwili, w której pośród logotypów zacząłem szukać swojskiej wlepy Pioneer, podchodzi do mnie typ w skórce z gwiazdką i zagaja rozmowę:

– Niezły, nie?
– Trochę jak na Boże Narodzenie.
– Co?
– Naklejki.
– Ale tam wszystko jest!

Kiwam głową ze zrozumieniem. Półkilometrowe chicken stripsy również są.

Czas wysprzęglić swoje żądze.

Czas wysprzęglić swoje żądze.

Kierownik drugi 

Stoję z zapiekanką na innym popularnym spotowisku, tym razem po cywilu. Nagle mój wzrok przykuwa zaparkowany opodal Harley-Davidson. Piękny. Za bazę użyto Sportstera, jednak zaraz po zakupie ktoś popuścił wodze wyobraźni. Trzeba przyznać, że miał świetny gust. Profilowana kanapa, zmieniona kierownica, obręcze, przeprojektowany zadupek oraz lampa przednia. Do tego kilka aluminiowych, robionych na zamówienie detali i skórzane sakwy. Wszystko na modłę mrocznej stylistyki lat 80. Re-we-la-cja. Tak samo jak w przypadku gościa od choinki, minutę później podchodzi do mnie facet w średnim wieku (może wyglądam na gościa z przyczajki, nie wiem). Tym razem ja zaczynam:

– Piękny sprzęt.
– No, ponad 10 tysięcy wydałem.
– …?

Kierownik trzeci

Przede mną najbrzydsza Ceberka, jaką w życiu widziałem. Stara, poobijania, z popękanymi plastikami. Niezaprzeczalnego uroku dodają je również wielkie, poobdzierane z farby gmole. Przyglądam się trochę dokładniej. Silnik naznaczony wiekiem czasu, jednak nie widzę żadnych brudów, plam, nic. Czyściutko. Łańcuch nasmarowany wzorowo. Opony… eee, pewnie po torze. Dosiada jej gościu w kombinezonie, który wygląda jak wyłowiony z lumpeksu. Dwadzieścia lat temu.

– Jedziemy?

Parę minut później jestem świadkiem, jak kierownik na pierwszym lepszym rondzie schodzi na kolanko. O tak, bo mu się nie chciało hamować przed.

Powiecie, że typ numer trzy zamiast w motocykl, inwestował kasę głównie w szpital. Że nawet jeśli pierwszy i drugi to gburowate dupki, to przecież nic złego – ich pieniądze, mogą je wydawać na co chcą. Macie rację. Zmierzam jednak do tego, że musząc wybierać, wielu z nas skupia się nie na tym, na czym powinno. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy stawiają pierwsze kroki w świecie dwóch kółek. O motocykl trzeba dbać, nie wolno również żałować na własne bezpieczeństwo. Jasna sprawa. Ale czy nowy układ wydechowy, który zapewni potężny, dwukonny przypływ mocy między 10000, a 10200 rpm jest nauczy nas jeździć? A może lepiej zainwestować w szkolenie lub trackday?

Jeżeli już koniecznie chcecie coś zmienić w swoim motocyklu, to polecam zacząć od opon. Takich nieużywanych, z aktualną datą ważności. Później można przejść do regulowanych klamek i setów.

PS: Widzę oburzone miny ścigantów i customowców. Spokojnie, to nie o Was.

Advertisements

3 responses to “O pół konia więcej czyli jak nie wpuścić hajsu w błoto

  1. Temu co powiedział 10 tysięcy trzeba było odpowiedzieć: „O! Jak mało.”
    Temu od kalkomanii pewnie przydałyby się muchy w spreju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s