Proszę, nie zabijaj czyli choroba sieroca motocyklistów

Siedzi bajker w pełnym rynsztunku. Kask zaciągnięty na łeb, przyłbica opuszczona, pierś dumnie wypięta do przodu. Pewnie poci się jak pingwin w roztopy, ale jak tu nie wypiąć, skoro ozdabia ją skórzany kombinezon z cenionym logiem. Nie siedzi jednak, jak Bóg przykazał, na motocyklu. Spoczął przy wyłożonym ceratą, kuchennym stole. Dziabnął w rękawicę napełniony winem kieliszek i wnosi toast ku swojej wybrance – pięknej, zielonookiej Kasi. Zetiks-Sześćer.

Natchnęło mnie parę dni temu, gdzieś pomiędzy wyłożoną nowym asfaltem prostą, a winklem 80 stopni. Odkręciłem manetkę, wbiłem stopy w podnóżki i poczułem, że jestem całkiem szczęśliwym gościem. Nie zadowolonym czy podbudowanym. Szczęśliwym w sposób, który doświadcza się wtedy, kiedy robi się w życiu to, co chce się robić. Wiecie, właściwe miejsce, właściwy czas, tu i teraz. Dotarło również do mnie, że ciężko byłoby mi funkcjonować bez motocykla. Nie to, że nie potrafiłbym z niego zrezygnować. Dopuszczam do siebie scenariusze, w których z różnych powodów odstawiam dwa kółka na boczny tor. Po prostu czułbym się niekompletny. Ciesząc się jednak, że nie muszę się tym teraz martwić, przerzuciłem tyłek na drugą stronę siodła i wgryzłem w kolejny zakręt.

Po przejażdżce popatrzyłem na Tośkę z satysfakcją, wstawiłem do garażu i, bez klepania po baku, gładzenia po kierownicy czy podobnych patologii, wróciłem do swoich spraw. Po prostu. Piszę o tym, ponieważ wśród motocyklistów panuje powszechne, graniczące z obsesją uwielbienie swoich maszyn. Nie wiem, czy to objaw choroby sierocej czy słabych doświadczeń z okresu dojrzewania, ale wśród nas żyją setki osób z dewiacją ukierunkowaną na metal, gumę i plastik. Wspólne zdjęcia, dwuznaczne komentarze, slogany pokroju „proszę, nie zabij mnie”. Patrzę na to dzień w dzień i za każdym razem mam wrażenie, że kogoś do reszty pojebało.

kielblog

Kieliszek i nogi same się rozkładają.

Ja wiem, że to taka gra, puszczanie oka do płci przeciwnej z przekazem: „nie myśl sobie, że jesteś taka ważna, w garażu mam silnik na kołach”. Albo: „patrz, jaki jestem męski i dzielny, w każdej chwili mogę zostawić fiuta na barierkach. Razem z nogami”. Wiem. Tylko tak się zastanawiam… A co mi tam. Wyobrażacie sobie średniowiecznego wojaka czy innego zbója, który głosi wszem i wobec, że jego rumak jest lepszy od niewiast. Publicznie łapie go za grzywę, patrzy głęboko w oczy i szepce „galopuj dobrze, skarbie”. Na samą myśl obiad się w kiszkach ścina.

Motocykl to narzędzie. Fakt, całkiem fajne narzędzie, dzięki któremu realizujemy swoje pasje, czujemy pozytywne emocje, w tym radość i szczęście. Z tym, że dalej pozostaje co najwyżej arcydziełem ludzkiej inżynierii. Wartym podziwu, pieniędzy i spędzonego z nim czasu. Dla wielu z nas wartym również zdrowia i niektórych relacji. Nie mniej, nie więcej. Po co tworzyć wokół tego kult?

Wreszcie, last but not least, jazda na motocyklu jest lepsza od seksu. A skoki narciarskie lepsze od oddychania. No c’mon.

Reklamy

11 responses to “Proszę, nie zabijaj czyli choroba sieroca motocyklistów

  1. Jeden lubi jak mu skrzypki grają, drugi jak mu nogi śmierdzą. Zgadzam się z autorem,ale radzę zachować swoje zdanie dla siebie. Każdy ma tak jak chce mieć

  2. Ja tam uważam, że kult wokół motocykla, jest słuszny – Ale, pod warunkiem że się nie przesadza.
    Śmieszy mnie to, jak jakiś 14 latek ma na zdjeciu w tle na facebooku zdjęcie jak patrzy w oczy skuterka i podpis obiecaj ze mnei nie zabijesz.. no to jest przesada.
    Ja swoją maszynę darzę wielkim… uczuciem, tak.
    Szanuje ją, dbam o nią, pielęgnuję. Po każdej jeździe, gładzę po kierownicy, w myślach dziękując Bogu że wróciłem do domu, i dziękując, że ktoś wymyślił Motocykl – coś, co jest dla mnie, prawie całym życiem.
    Ale z tym że mogę zostawić jaja na barierce, robieniem z siebie bohatera bo jeździ się na 2oo, te głupie fotki obiecaj ze mnie nie zabijesz itd, to przesada
    Jeszcze, co najśmieniejsze, te strony na fb typu „motocykl moim życiem” „motocykla moja pasja” „mocykl motor debilu masz w pralce”, na których administratorzy zwykle mają albo skuter 50cc, albo nic, i tylko marzą że mają „erłana”.. Żałosne

    Pozdrawiam, jako szczęśliwy posiadacz „ersześć” z wypadającą dwójką. lewa.

    • Wiesz, ja również szanuję swój motocykl. Tak jak napisałeś, bardziej chodzi mi o obnoszenie się z tym. Poza tym, na pierwszym miejscu zawsze ludzie, a nie przedmioty 🙂

  3. Jadźka, kupuję motor!
    Nie no luz, o ile nie zatargasz mi go do łóżka i będziesz między przejażdżkami pamiętał czasami żonę bzyknąć 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s