Survival na Gumie część 6 – zimowanie motocykla

Poranne przymrozki, liście zalegające na drodze, puszkarze chorujący na chroniczną ślepotę – czy tego chcemy, czy nie, czas się zwijać. Jasne, znam kilku kozaków, którzy zacisną zęby i będą odmrażać tyłki w siodle przez całą zimę. Swego czasu sam trzaskałem zębami, więc nie dziwie się. Kiedyś im przejdzie. Jeżeli Ty również masz już ten etap za sobą, to z poniższego survivalu dowiesz się jak zimować moto, żeby go na wiosnę… nie zezłomować.

Na początek oczywistość – do garażu wstawiamy motocykl umyty i suchy. Cały zebrany w trasie syf ma zniknąć. Dzięki temu uchronimy lakier przed brataniem się ze żrącymi go substancjami (o, choćby pozostałości po zgarniętych ze sobą owadach) oraz zyskamy ogólny pogląd na stan motocykla. Podczas dokładnego pucowania wychodzą uszkodzenia i niedopatrzenia, którymi będziemy mogli się zająć przez zimę. Na koniec wszystko dokładnie suszymy (czyt. wycieramy flanelką i odpalamy silnik) oraz smarujemy sowicie łańcuch. Lakierowane i chromowane elementy można zabezpieczyć specjalnymi substancjami, ruchome – wazeliną techniczną. Viola, najbardziej pracochłonną część mamy już za sobą.

Aku out, silnik off

Sprawa numer dwa, czyli akumulator. Bez pytań wyciągamy, ładujemy do pełna i magazynujemy w ciepłym, suchym miejscu. Pamiętamy również o tym, by naładować go jeszcze raz przed ponownym podpięciem. W tym miejscu przyznam, że przez pierwszych kilka sezonów uparcie trzymałem aku w motocyklu. Wymówek miałem sporo (np. bo zegar się przestawi), jednak takie rozwiązanie przynosi same szkody. Nie ma szans, żeby akumulator przez zimę się nie rozładował. W najlepszym wypadku skończy się to zakupem nowego na wiosnę, w najgorszym wycieńczony akumulator może uszkodzić elektronikę motocykla. Trudno uwierzyć? Pogadaj z zaufanym mechanikiem.

Masu nie zimuje. Już trzeci sezon.

Masu nie zimuje. Już trzeci sezon.

Ale zaraz, zaraz, co z przepalaniem? Szkoły są dwie, ja skupię się na tej, którą sam wyznaję. Otóż motocykla przez zimę nie przepalamy. Żaden silnik nie lubi pracować w niskich temperaturach, zwłaszcza, jeżeli na jego elementach zebrała się para wodna. To raz. Dwa, grzanie motocykla na biegu jałowym nie służy mu o żadnej porze roku. Olej prawidłowo rozprowadza się jedynie podczas jazdy, a raczej ciężko ją uskutecznić, kiedy na drogach zalegają kilogramy lodu, błota i soli. Lepiej zostawić maszynę do wiosny i odpalić ją przed pierwszym lataniem.

Na stojak i do pełna

Zupełnie inaczej rzecz ma się z oponami. Jeżeli nie chcecie, żeby odkształciły się w ciągu najbliższych kilku miesięcy, trzeba je trochę poprzetaczać. Bez popadania w skrajności, wystarczy raz na dwa tygodnie. Chodzi o to, żeby masa jednośladu nie uciskała przez cały czas na ten sam punkt. Rozwiązaniem mogą być również podnośniki lub nóżka centralna. Jeżeli posiadamy tę drugą nie musimy się martwić w przypadku, w którym koła sięgają podłoża. Większość masy maszyny weźmie na siebie metal. Unoszenie motocykla ma również pozytywny wpływ na zawieszenie, a dokładniej – sprężyny. Odciążane poza sezonem będą służyć dłużej i sprawniej.

Płyny. Cóż, ja ich na zimę nie wymieniam. Słyszałem teorię o opiłkach, jakiś badziewiach zalegających w oleju i innych tego typu cudach, ale epokę przedindustrialną mamy już za sobą. Jakość współczesnych olejów jest tak wysoka, że nie ma mowy o takich historiach, a jeżeli silnik w Twoim motocyklu generuje tony opiłków, to masz większy problem na głowie. Jest jednak sytuacja, w której wymiana płynów ma sens: jeżeli jakimś cudem zamiast płynu chłodniczego mamy w układzie wodę. Można też pomyśleć o zalaniu baku pod korek w celu uniknięcia rdzy. Nie zawsze tak robiłem, rdzy w baku nie mam, ale żebym nie dostał żadnego pozwu – bezwzględnie zalewamy! Lepiej dmuchać na zimne.

Bye, bye, my friend

Tak przygotowany motocykl wstawiamy w zakryte, stosunkowo suche miejsce, machamy mu na pożegnanie łapką i zaciskamy zęby do wiosny. W tym miejscu zaczyna się prawdziwy survival. Masz pewność, że Twój jednoślad przetrwa zimę bez szwanku, ale co z Tobą? Cóż, nie wszystkie sezony kończą się wraz z deszczem i pierwszymi przymrozkami. Przed nami kilka miesięcy, które można wykorzystać choćby na podniesienie formy. Podczas jazdy, poza mózgiem, angażujemy całą resztę swojego organizmu. Odpowiedni trening i aktywność fizyczna pozwoli lepiej oraz dłużej prowadzić motocykl na najwyższych obrotach.

No i trzeba dywersyfikować swoje zainteresowania, nie? Inaczej poza sezonem zęby zaciska się niezależnie od temperatury.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s