Gangi Nowego Jorku czyli przejechany motocyklista i pocięty puszkarz

Większość z nas uważa się za władców dróg. Nie przesadzam, to fakt. Wystarczy zwrócić uwagę na zacięte miny gości za kółkiem oraz jak akcentują słowo na „ka” kiedy, ich zdaniem, jedziesz jak ciota. Dotyczy to nie tylko zapuszkowanych ale również nas, motocyklistów. Nie? To pomyśl o tym, kiedy następnym razem będziesz piłował zakręt albo wyminiesz kilka aut środkowym pasem. Niby nic, a ego rozwala ogranicznik i szybuje w kosmos. Prawdziwe problemy zaczynają się jednak w chwili, w której samouwielbienie rośnie do takich rozmiarów, że kapituluje nawet nieubłagana grawitacja.

Do powyższych przemyśleń skłoniło mnie nagranie, które w miniony poniedziałek wstrząsnęło środowiskiem motocyklowym. Pokrótce: podczas grupowego przejazdu kierowca suva najeżdża na jednego z motocyklistów. Nawiązuje się krótka wymiana uprzejmości, po czym puszkarz gwałtownie rusza, taranując przy tym kilku bikerów. Doprowadza to do kilkuminutowego pościgu i wielkiego finału w postaci samosądu. W biały dzień, w centrum Nowego Jorku. Nagranie urywa się w chwili, w której jeden z potrąconych wybija kaskiem szybę w zaatakowanym samochodzie. Chwilę po publikacji materiału pojawiły się plotki, że podczas całego zdarzenia zginął uczestnik parady, a ciężko pobity kierowca zapadł w śpiączkę pourazową.

Dziś już wiadomo, że nie jest to prawdą. Niestety, rzeczywistość nie jest różowa. Przejechany motocyklista z licznymi złamaniami leży sparaliżowany w szpitalu, a kierowca uległ dotkliwemu pobiciu, w tym za pomocą ostrych narzędzi. Nie potrzeba jednak trupów i krwiaków na mózgu, żeby ocenić zachowanie ludzi nagranych na filmie. A to jest skandaliczne. I nie mam na myśli tylko kolegi w czarnym suvie. Wiadomo, widząc takie obrazki nóż się w kieszeni otwiera, ale zastanówmy się: gościu zawadza przypadkiem o bajkera, ten, czując wsparcie kilkudziesięciu (bądź nawet kilkuset) ziomków wchodzi w tryb Godlike. Patrzycie przez szybę samochodu i widzicie typa zionącego ogniem, w dodatku wspieranego przez kipiącą adrenaliną, małą armię. Macie na tyle mocne nerwy, żeby ze swoją kobietą i dzieckiem w samochodzie nie wpaść w panikę?

To nie my, to nie my, to nie my...

To nie my, to nie my, to nie my…

Jeżeli myślisz teraz „Czupryn przeciw motocyklistom, zaraz go delete” to zastanów się, ile razy sam poddałeś się emocjom. Nie ukrywam, że po obejrzeniu nagrania i wystrzelaniu się ze wszystkich bluzgów popadłem w autorefleksje. Nie tak dawno sam rozwiązałem konflikt na drodze używając argumentu siły. W chwili, w której przepuszczałem samochody włączające się do ruchu, jeden z taksówkarzy postanowił olać konwenanse i, wymijając mnie o włos, przeciął skrzyżowanie. To nic, że omal nie zabrał ze sobą motocyklisty i wpakował się w dwa kolejne samochody. W końcu miał pierwszeństwo. Dorwałem gościa na najbliższych światłach. Po krótkiej wymianie zdań wsiadłem na motocykl i… złapałem kaca moralnego. Co będzie, jeżeli facet, upokorzony przez motocyklistę, zemści się kiedyś na innym? A jeżeli ten typ z filmu trafił w przeszłości na bajkera, który pokazał mu, że jego strach jest całkiem uzasadniony?

Przyjęło się, tak ogólnie, że puszkarze to zło wcielone. Każdy wypadek to jednogłośna wina kierowcy samochodu, który tylko czeka żeby zdjąć nas z siodła i przerobić na farmę narządów. To w końcu oni jeżdżą bezmyślnie, to oni nie patrzą w lusterkach i to oni wraz z szybą przyjmują nas na tylną kanapę. My, motocykliści, jesteśmy nieskalani głupotą, błędami, brawurą. Jako przykładni użytkownicy dróg publicznych przestrzegamy prawa i porządku. Nie dajemy się ponieść emocjom. Nie wiemy, co to agresja. Nie grozimy. Nie mścimy się. Nie powodujemy konfliktów.

My? Nie.

Reklamy

5 responses to “Gangi Nowego Jorku czyli przejechany motocyklista i pocięty puszkarz

  1. Kiedys motocyklista pokazal mi f***a bo zrobilam mu miejsce nie z tej strony, co chial mnie wyminac. Chyba w ogile nie zauwazyl, ze zrobilam mu miejsce.
    Mialam nawet ochote zatrzymac goscia i wyjasnic sprawe, ale za szybko odjechal.
    Inny typ uznal, ze za bardzo siedze mu na ogonie (korek byl, wiec kazdy siecial) i zaczal idiotyczni hamowac. Noz cholera, ciekawe, kto by byl bardziej poszkodowany, gdybym nie dala rady wyhamowac?
    Do czego zmierzam – moj maz to „biker”, ja jestem bardzo „bike friendly”.
    Ale idiotow nie brak zarowno wsrod kierowcow, jak i motocyklistow.

    • Nic dodać, nic ująć. Z tym hamowaniem to podobnie było na opisanym nagraniu i skończyło się to w opłakany sposób. Swoją drogą, z tego co się orientuje, to kierowca suva ma postawione zarzuty o spowodowanie trwałego kalectwa.

  2. Pingback: CZUPRYN JEDZIE: Schizofrenia w puszce | Magazyn MotoRmania - Portal Motocyklowy·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s