Seks, przemoc i motocykle czyli powtórne odkrycie Ameryki

Z Harleyami w swoim życiu miałem niewiele wspólnego. Ku ścisłości, nasze drogi zeszły się jeden i pół raza. Po raz pierwszy, kiedy kilka lat temu nieomal kupiłem nowego Irona 883. Cóż, kampania reklamowa była całkiem przekonująca. Po raz drugi, i ostatni zarazem, kiedy odmówiono mi testów XR1200. Sami widzicie, że doświadczenie raczej niewielkie, w dodatku średniej jakości. Wszystko zmieniło się jednak pod koniec zeszłego tygodnia. Harleye zawładnęły całym moim wolnym czasem.

Bez owijania w bawełnę – zacząłem oglądać „Sons of Anarchy”. Wielkim fanem seriali nie jestem, ale pogoda coraz rzadziej dopisuje, wieczorami piździ jak diabli, a w pewnym wieku nawet nowe GTA po paru dniach się nudzi. W chwili, w której moje myśli zaczęły krążyć wokół ciemnych obszarów rozrywki, trafiłem na peany fanów jarających się szóstym sezonem. To właśnie ta anonimowa masa przypomniała mi o znajomym, który gdzieś w okolicach 2008 roku zarekomendował mi śledzenie losów Claya i Jaxa. Bez większego przekonania odpaliłem pierwszy odcinek, później drugi, trzeci, dziewiąty i… zamiast kolejnego survivalu czy przygód z tegorocznych wypraw macie Czupryna, który na nowo odkrył Amerykę.

Skąd ten zachwyt? To bodaj pierwszy udany występ motocyklistów na srebrnym ekranie od czasu Easy Ridera i człowieka Marlboro. Pewnie, było kilka kultowych scen, choćby niezapomniany Arnie pędzący na swoim Fatboyu, ale Kurt Sutter dostarczył nam sagę w której jednoślady grają pierwsze skrzypce. W „Sons of Anarchy” mamy wszystko, co znaleźć się tam powinno. Świetna, wielowątkowa fabuła, niebanalne postaci, dobre aktorstwo, koks, seks i rock’n’roll. Jasne, na pierwszy rzut oka opowiadana historia może wydawać się trochę sztampowa, ale w końcu to amerykański sen, a nie skandynawskie kino niezależne. Dopełnieniem całości jest genialny, staroszkolny soundtrack i charkanie customów pomiędzy kolejnymi strzelaninami. Słyszeliście kiedyś dźwięk automatu wtórujący pomrukom dwucylindrowca? Nie? Czas najwyższy.

Zamiast nocnego latania po mieście. Podejmiesz rękawicę?

Zamiast nocnego latania po mieście. Podejmiesz rękawicę?

Wątpliwości może budzić jedynie wizerunek motocyklistów, który lansuje telewizja FX. Nie ma co ukrywać, większość postaci to kawał skurwysynów, a decyzje przez nie podejmowane nie wprowadzą ich raczej w szeregi zastępów niebieskich. W zestawieniu z lansowanym przez media stereotypem bajkerów, ekipa z Kalifornii wcale nie odstaje od wzorców. I wiecie co? Kładę na to laskę. Idąc za słowami Bogusia (swoją drogą, Linda sam niedawno nieźle dołożył do pieca), życie to nie film. Jeżeli ktoś nie potrafi tego rozgraniczyć, to prędzej czy później sam się wyeliminuje ze społeczeństwa. U pozostałych seans skończy się najwyżej odkurzeniem szpeja po dziadku i zapuszczeniem brody.

Bardzo możliwe, że niektórzy z Was gapią się teraz w ekran i myślą: cholera, koleś spóźnił się na pokaz premierowy koła, o kilka dobrych lat. W porządku, niech to będzie pokuta za moje przeoczenie. Tymczasem wracam do kolejnych sezonów. Im szybciej je skończę, tym szybciej napiszę coś wartościowego.

PS: Bez obaw, nie zapuszczam brody. Wystarczy mi odkurzenie sprzętu.

Reklamy

3 responses to “Seks, przemoc i motocykle czyli powtórne odkrycie Ameryki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s