Spotkanie z mastodontem czyli kilotony motywacji pod kołami tira

Bullet time to nie fikcja. Sytuacje, w których czas staje w miejscu, a Ty możesz dokładnie przeanalizować rozgrywającą się scenę, zdarzają się częściej niż myślisz. Niestety, życie lubi walić obuchem w łeb, dlatego gwarantuje, że ta przyjemność spotka Cię tylko w chwili, w której z całych sił pragnąłbyś być gdzie indziej. I tylko w obliczu nieciekawych przedmiotów. To może być odrapana, zainfekowana tężcem barierka zbliżająca się nieubłaganie w tumanach przydrożnego żwiru albo odpicowana na błysk puszka wyjeżdżająca z bocznej alejki. To może być również Twój przyjaciel wpadający pod sunącego autostradą tira.

Słońce powoli budzi otępiałych kierowców. Pierwsze promienie dosięgają lusterek, które niczym szperacze zaczynają kursować po wizjerze mojego kasku. Spokojnie, jeszcze tylko kilkadziesiąt kilometrów i będziemy na miejscu. Leniwym wzrokiem oplatam przestrzeń przede mną. Kilka metrów z przodu Masu trzyma się szyku. Dalej, na prawym pasie, wielki tir z gracją mastodonta przeciera szlak. Nuda. Zaryczałby chociaż czy coś. Wszędzie góry, doliny, lasy…

Masu, Masu… Kurwa! Masu, Masu! MAAASU!

Wokół fajerwerki jak w Dniu Niepodległości. Pachnąca nowością Hyperstrada wali o ziemię, krzesząc snopy iskier. Masu dzielnie rzuca się jej na ratunek, prosto pod koła pędzącej na złamanie karku ciężarówki. Drę ryja jeszcze mocniej do chwili, w której niewidzialna siła wyciąga go spod kół i rzuca w stronę barierek. Niczym szmacianą lalką. W tabunie latających kufrów, lusterek i innych części motocykla zauważam toczący się zuchwale kask. Za nim ścierający tyłek Masu, który z kamienną miną patrzy się w przestrzeń. Los chce, że ta sama niewidzialna siła, która uchroniła go przed zmiażdżeniem pod kołami kilkunastotonowej ciężarówki, pcha go prosto pod koła pędzącego grubo ponad stówę Bonnevilla. Mojego Bonnevilla. Kurwa, Masu!

Masu we mgle. Starł połowę kombi ale jedzie dalej.

Masu we mgle. Starł połowę kombi ale jedzie dalej.

Masu, udając odwróconego żółwia, wchodzi na wektor kolizyjny z posiadającym tylko jedną tarczę Trampkiem. Patrzy na mnie przy tym spojrzeniem Clinta Eastwooda w „Za garść dolarów”. ”

„Tylko spróbuj mnie przejechać, gringo.”

Wiem, że nie mogę. Chłopak mógł zginąć już trzy razy. Po raz pierwszy, pod kołami tira. Na marginesie jego kierowca właśnie zorientował się, że coś nie bajgla. Po raz drugi, kiedy tajemna siła (najprawdopodobniej lewe lusterko) zerwało mu kask z głowy. Wreszcie, po raz trzeci, waląc pełnym impetem w autostradowy asfalt. Nie zabiję Cię stary. Tylko nie gap się tak, bo mnie rozpraszasz. Czas staje w miejscu. Akurat w chwili, kiedy mijam o włos wpatrzone we mnie oczy.

„Masz szczęście, gringo.”

Roztrzęsiony jak pralka podczas kuracji Calgonem próbuję znaleźć luz. Jeden-dwa. Dwa-jeden. Jeden-dwa. Kilk, klik, klik. Po kilkudziesięciu sekundach zmagań przypominam sobie, że mogę po prostu zgasić silnik. Zeskakuję z motocykla i widzę Masa zbierającego dobytek z asfaltu. Za nim drugi tir w poprzek drogi tamuje ruch na awaryjnych. Próbuję skupić wzrok na tym, co dzieje się wokół, ale obraz trzęsie się w rytm targających moim ciałem skurczów. Nikt nie uprzedzał, że po bullet time następuje shell shock.

Z tym Clintem Eastwoodem to żartowałem. Masu jest kimś więcej. To człowiek, który mimo tego, że minutę temu nieomal pięciokrotnie zginął, wstaje, przerzuca swoje potłuczone dupsko przez siodło i jedzie dalej do celu.

Superbohater, którego tajną bronią są kilotony motywacji.

PS: Później była lokalna policja i zwariowany mechanik. Znalazły się również upieczone w słońcu polskie autostopowiczki, które patrzyły na nas jak na kosmitów. Kiedyś opowiem.

PS2: Dziękujemy firmie Intermotors za użyczenie motocykli, nieskończoną dawkę wyrozumiałości i możliwość kontynuowania wyprawy.

PSporaztrzeci: Pejser w sierpniowym antyściemniaczu pisał o systemie monitorującym stan Ducati. Wiecie, gleba, alarm, zjebka od importera. Tir wyłączył system.

Advertisements

9 responses to “Spotkanie z mastodontem czyli kilotony motywacji pod kołami tira

  1. Jak wyglada sprawa gleby uzyczonym przez importera motocyklem? Kolega mial duzo szczescia, uwazajcie na siebie.

    • Wszystkie motocykle są ubezpieczone, zarówno te dla dziennikarzy jak i testówki dla potencjalnych klientów. Warto jednak wczytać się w umowę, czasem salony (nie importerzy) wymyślają jakieś cuda.

      Uważamy, dlatego wyszedł cało 🙂

    • Trzeba by o to zapytać samą Włoszkę. Najprawdopodobniej znudzona autostradą poddała się wichrom namiętności (wiejącym gdzieś z boku), które zaprowadziły ją prosto w ramiona ciężarówki. Cóż, z przeznaczeniem nie wygrasz.

  2. Pingback: Gdzie i kiedy bolą ręce czyli lazur pełną gębą | Czupryna na Gumie·

  3. Pingback: Polska myśl techniczna | Czupryna na Gumie·

  4. Pingback: Na ratunek męskości | Czupryna na Gumie·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s