Dewiacja przed kamerą czyli jak zgwałcić Hondę

Motocykle to droga zabawa. Już samo kupno jednośladu, niezależnie czy nowego czy z drugiej ręki, wiąże się ze sporym wydatkiem. Do tego dochodzi niezbędny ekwipunek oraz koszty utrzymania. Nic dziwnego, że dbamy o nasze maszyny niczym ojcowie o cnoty swoich córek. Dmuchamy (ok, oni raczej nie dmuchają), chuchamy, pucujemy, jeździmy do mechanika z każdą pierdołą, żeby tylko spokojnie zasnąć. Rozbieramy i składamy, śrubka po śrubce. Ba, niektórzy nie żałują nawet na benzynie i z troską w oczach leją paliwo lotnicze.

Ktoś może uznać, że to książkowe objawy choroby psychicznej. W końcu to tylko poskręcane, obłożone plastikiem kawałki metalu. Ma prawo tak myśleć, ale bez względu na wszystko, wara od naszej własności. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ parę dni temu stołeczny motocyklista udostępnił film, na którym dwóch małolatów demoluje jego Hankę. Ostrzegam, nie jest to nagranie dla wrażliwych. Po macance, podczas której sprawcy wykazują się totalną impotencją umysłową, oraz nieudanych próbach odpalenia Horneta, smarkacze tracą cierpliwość i traktują go podeszwami. Ostatecznie Hania leży na barierkach, niczym ofiara zbiorowego gwałtu.

Nieświadoma Hanka z ufnością patrzy w stronę napastników.

Nieświadoma Hanka z ufnością patrzy w stronę napastników.

Czasem, parkując przed supermarketem czy pod klatką na osiedlu, byłem świadkiem podobnych sytuacji. Wiadomo, zawsze znajdzie się osobnik, któremu nie wystarczy nacieszyć oczu. Nie, on musi dotykiem zaspokoić swoje potrzeby. Czuje nieodpartą chęć by doświadczyć miękkości manetki, obłości lusterka, czasem nawet wygnieść dupskiem siodełko. Bywa tak, że przy opisanych czynnościach nie liczy się z naszą maszyną. Coś urwie, porysuje, w skrajnych przypadkach przerośnie go wewnętrzne napięcie i wypierdoli siebie wraz z motocyklem. Na początku myślałem, że właśnie taką dewiację przedstawia film. Wraz z rozwojem akcji okazało się jednak, że ludzka głupota eksploruje coraz dalej i głębiej.

Dość. Wystarczy, że od lat musimy się zmagać ze złodziejstwem. Tak jak pisałem powyżej, motocykle tanie nie są, a stosunkowo łatwo je ukraść. Pięć minut strachu i jeden czy drugi cwaniak, oby cholerze paliwa brakło, pędzi na małej fortunce wprost do swojej meliny. Ciężko z tym walczyć, ale przynajmniej można wskazać motyw – ktoś chce się wzbogacić naszym kosztem. W tym wypadku trudno wskazać cokolwiek, a już na pewno mózgi uczestników upublicznionego show. Zazdrość? Głupota? Szpan? Co może kierować takim organizmem i kto to dziadostwo mógł powołać do życia?

Nie znam motocyklisty, który podlinkował opisany film, ani tym bardziej jego głównych aktorów. Nie przejdę jednak koło niego obojętnie i wiem, że Wy również nie potraficie tego zrobić. Sprawcy zadbali o to, by ich namierzyć. Dla jednego z nich niewystarczające okazało się wywijanie paluchami do monitoringu, postanowił upamiętnić całe wydarzenie robiąc sobie zdjęcie.

Sprawmy, by pochwalił się nim przed właścicielem.

Reklamy

5 responses to “Dewiacja przed kamerą czyli jak zgwałcić Hondę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s