Survival na Gumie część 3 – jazda w upale

Wakacyjne Słońce od rana nagrzewa asfalt. Wychodzisz z domu, patrzysz w niebo, ani jednej chmurki. Uśmiechasz się pod nosem, długo czekałeś na taką pogodę. Adrenalina buzuje Ci we krwi. W połowie drogi do garażu zaczynasz czuć, że Twój kombinezon zamienia się w mobilną saunę. Chwilę później masz na sobie worek z wrzącą wodą. Nic to, myślisz, będziesz w siodle to się ochłodzisz. Na pierwszych światłach zaczynasz rozważać emigrację do Skandynawii. Sto kilometrów dalej od gorąca tężeje Ci białko w oczach. Cholera, oby tylko w oczach.

Spoceni po pachy

Upał dał się we znaki każdemu motocykliście. Podczas gorących dni nie trzeba przywdziewać kilku kilogramów bydlęcej skóry, żeby skończyć z dożylną aplikacją soli fizjologicznej. Jak zatem radzić sobie w takich warunkach? Wystarczy stanąć chwilę w cieniu przystanku by zauważyć, że co odważniejszy (lub głupszy) biker po prostu rozbiera się do rosołu. Nie zamierzam moralizować, każdy wie, jakie są następstwa gleby w takim wdzianku i robi to na własną odpowiedzialność. Problem pojawia się w chwili, w której Słońce opiera się na rękach bądź karku. Kilkanaście minut i mamy książkowe oparzenia trzeciego stopnia.

Jak temu przeciwdziałać? Przede wszystkim nie wolno zapominać, że dobra skóra lub kurtka tekstylna chroni nie tylko przed zimnem i wiatrem, ale również przed wysoką temperaturą. Tak jest w teorii. W praktyce spocimy się bez względu na technologie. Dyskomfort zmniejszy dobra odzież termoaktywna na lato, która odprowadzi nadmiar potu. Jednocześnie izoluje przed ciepłem, nie dopuszczając do przegrzania. W połączeniu z wentylacją w kombinezonie jest to rozwiązanie bardzo skuteczne. Dla tych, którzy każdą wydaną złotówkę przeliczają na litry benzyny, jest plan B – niedopięta kurtka oraz rękawki. Działa, pod warunkiem, że nie przesadzi się z poziomem wentylacji. Wtedy z kurtki robi się spadochron.

Wielbłąd dalej już nie chce iść, a dojechać przecież trzeba.

Wielbłąd dalej już nie chce iść. A dojechać przecież trzeba.

Często przemilczanym, a bardzo istotnym uzupełnieniem ekwipunku jest przyciemniany wizjer lub blenda w kasku. Ciemna szyba chroni nie tylko przed ostrym światłem, ale również uwypukla otoczenie. Dzięki niej jesteśmy w stanie zauważyć dziury bądź nieczystości, które potrafią się skryć w poświacie asfaltu. Poza tym, mniej zmęczone oczy widzą lepiej, a tego nie da się przecenić.

Może wrzątku?

W upale nawet z najlepszą wentylacją bez odpowiedniej strategii daleko nie zajedziemy. Podczas wszystkich swoich wypraw (które często biegły przez kraje niezbyt przyjazne termicznie) nie wymyśliłem nic lepszego, niż częste postoje. Doświadczenie nauczyło mnie, że trzeba zatrzymać się co 100-120 kilometrów, ściągnąć kurtkę, siąść gdzieś w cieniu i wlać w siebie trochę wody. Radę dają również napoje izotoniczne, ale tych nie da się żłopać cały czas. Przetestowałem, organizm powiedział stop już drugiego dnia. Idealnym rozwiązaniem jest woda mineralna plus jeden izotonik dziennie. Odradzam za to wszelkie soki bądź napoje gazowane. Raz, że są hipertoniczne (kłania się osmoza). Dwa, że gazy zebrane w brzuszku skutecznie zabierają przyjemność z jazdy.

Warto przy tym pamiętać, że o ile nikt nie chce pić wrzątku, tak również należy unikać wody z lodówki. Zimny napój w organizmie doprowadza do odwróconej reakcji – temperatura ciała rośnie. Właśnie z tego powodu np. w krajach arabskich w upał pije się ciepłą herbatę. Do tego drogi oddechowe nie lubią dużych różnic temperatur, co w połączeniu z jazdą może skutkować to poważnym zapaleniem gardła. Wierzcie, ma to sens, dlatego w celu optymalnego nawodnienia pijemy płyny o temperaturze otoczenia. Na colę z lodem przyjdzie czas podczas obiadu lub kolacji. A, i jeszcze jedno – niezależnie, czy jeździmy po stepach Mongolii czy przez Zachodnią Europę, butelkę wody mamy zawsze przy sobie. Zawsze.

Nie ma białego!

Motocykle, zwłaszcza sportowe, nie lubią ciepła. Grzeją się, rzygają cieczą, w skrajnych przypadkach gotują. Prędkość niweluje większość z tych objawów, jednak już kilkuminutowy korek potrafi wykończyć prawie każdy sprzęt. Właśnie dlatego przed jazdą kontrolujemy stan zbiorniczka wyrównawczego (jeżeli nasza maszyna chłodzona jest cieczą), a podczas jazdy – temperatury silnika. Nigdy, powtarzam, NIGDY, nie jeździmy z migającą kontrolką termostatu, chyba, że mamy nowy silnik w zapasie. Z cieczą w chłodnicy sprawa jest prosta – na gorące dni utrzymujemy stan zbiorniczka w okolicach wskaźnika minimum. Dzięki temu śliski płyn nie będzie nam kapał prosto pod tylną oponę.

O tym, że nagrzany asfalt zapewnia świetną przyczepność, wie prawie każdy. O tym, że opony nie można nagrzewać bez końca (slicki to inna bajka), już niekoniecznie. Każda guma ma optymalny zakres pracy. Większość popularnych opon w pewnym momencie mówi stop i zaczyna puszczać. Na to nie ma rady, trzeba o tym pamiętać. Tak samo jak o ciśnieniu w gumie, które po nagrzaniu może diametralnie wzrosnąć, zupełnie zmieniając jej plastykę. Rada? Sprawdzić, jakie ciśnienie ma ciepła opona i zmniejszyć je trochę poniżej wartości wskazanych przez producenta. Kłopotów może przysporzyć również farba, którą używa się do malowania oznakowań na jezdni. Rozgrzana opona świetnie trzyma się na gorącym asfalcie, ale wjazd w pełnym złożeniu na „białe” może skończyć się uślizgiem. Przerabiałem, nie polecam.

Na koniec jeszcze jedna rzecz – nawet, jeżeli w pełni przygotujecie siebie i swój motocykl do jazdy w upale, miejcie świadomość, że nie jest to zachowanie powszechne. Inne pojazdy pieką swoich kierowców żywcem, plując przy tym płynem chłodniczym ile wlezie.

Już wiecie, że to prawdziwy predator. Prawie jak modliszka.

Survival dla niecierpliwych:

  1. Pij wodę regularnie i nigdy tego nie odwlekaj.
  2. Długa jazda z odkrytymi ramionami doprowadza do poparzeń. Postaw na odzież termoaktywną i dobrą wentylację.
  3. Przyciemniana szyba to wypoczęte oczy.
  4. Przed jazdą sprawdź ciśnienie w oponach i stan płynu w zbiorniczku wyrównawczym.
  5. Pilnuj się nieczystości na drodze, zwłaszcza płynu chłodniczego.

Cykl “Survival na Gumie” to nie zawoalowana zrzynka z “Pani Domu”, a metoda na poruszenie istotnych tematów ułatwiających życie w siodle. W publikowanych tekstach zamieszczam jedynie swoje osobiste uwagi oraz kładę nacisk na odstępstwa od tego, co można wyczytać lub usłyszeć na ulicy. Nie zamierzam jednak kreować się na guru czy tym podobny szajs. Dlatego jeżeli chcesz podzielić się własnymi spostrzeżeniami bądź uwagami to zapraszam do dyskusji. Dzięki temu i ja nauczę się czegoś nowego.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s