Z kamerą w rowie czyli burek i zepsuta szynka

Whetever happened to my rock’n’roll – śpiewa w refrenie wokalista mojej ulubionej kapeli. Oprócz jego słów oraz kakofonii wtórujących mu instrumentów nie słyszę zupełnie nic. Skołowany, wodzę wzrokiem w poszukiwaniu wyjaśnień. Jeszcze kilka sekund temu nuciłem pod nosem przytoczony kawałek, snując bez pośpiechu pustą ulicą. Nagle tajemnicza siła postanowiła zmienić charakter mojej podróży na horyzontalny, po czym za pomocą pachnącego nowością motocykla wykreśliła przeciwstawny wektor. Teraz leżę pod kupą żelastwa, zachodząc w głowę, gdzie podział się mój rock’n’roll. Przecie tak dobrze żarło i co, zdechło? Chaotyczne rozmyślania, przerywa donośny, przebijający się przez głośną muzykę dźwięk. Moment, chyba gdzieś zza ple… ożeż!

Sezon motocyklowy trwa w najlepsze. Tezę tę potwierdzają nie tylko wylegające na ulice stada bajkerów, ale również pokaźna ilość jednośladów grających główne role w wieczornych wiadomościach. Niestety, tradycyjnie nasza pasja pokazywana jest w dwóch wariantach: ofiar śmiertelnych oraz pirackich wybryków ukracanych przez dzielnych stróżów prawa. Tym bardziej zaskoczył mnie materiał dziennikarzy TVN24, którzy owszem, poruszyli temat wypadków motocyklowych, jednak olali statystyki na rzecz poszerzenia świadomości uczestników ruchu drogowego. Żeby nie przynudzać: wrzucili do rowu motocykl z wypaćkanym sztuczną krwią aktorem i czekali na efekty. Okazało się, że większość ludzi najzwyczajniej w świecie ma nas w dupie. Podobno dla reporterów jak i widzów był to szok. Cóż, nie dla mnie.

Rysa na honorze. Wszystkich ignorantów.

Pędzący samochód z wyciem klaksonu w ostatniej chwili odbija na sąsiedni pas. Przez ułamek sekundy widzę jeszcze znikające za winklem wściekłe spojrzenie kierowcy. Na myśl przychodzi historia punkowego zespołu, który w imię festiwalowych harców musiał zrezygnować z dotychczasowej nazwy. Kurde, nie jest dobrze. Jestem uwięziony pod nagrzanym, nieosłoniętym silnikiem. Na środku zakrętu. W tunelu.  Cholera, ludziska, przecież nie leżę tutaj dla hecy. Niektórzy kierowcy jedynie zwalniają na chwilę, by z bezpiecznej odległości obejrzeć spektakl. Po chwili, w której można by przyrządzić solidną porcję prażonej kukurydzy, z ciemności wyjeżdża światełko nadziei. Okazuje się, że to reflektor niebieskiej SV 650. Prowadzący ją zuch zastawia drogę maszyną i, niczym Kapitan Ameryka, rzuca się na pomoc. Dosłownie w tym samym momencie z piskiem opon mija nas kolejny wesoły puszkarz. Tym razem o, na oko, pół metra. Myślicie, że się zatrzymał?

Cofnijmy się trochę w czasie. Kilka sezonów wcześniej, kiedy mój zapał do jazdy był wprost proporcjonalny do posiadanych umiejętności, wpadłem na pomysł przewietrzenia biednej Kasi w… lutym. Zew eskapady podniecała impreza, na której miało zagościć przytoczone niedawno dziewczę. Na szybko zorganizowałem towarzysza podróży i z zapałem zabrałem się do realizacji planu. Wbrew pozorom warunki za dnia były raczej sprzyjające. Ot, kilka stopni powyżej zera i zalegający tu i ówdzie śnieg. Komplikacje wprowadziła decyzja o ewakuacji w środku nocy. Parę minut później wypełniony zmrożonym błotogównem rów uzmysłowił mi, że niektóre sprawy warto przemyśleć dwa razy. Cóż, mogło być gorzej. W końcu naprawdę niewiele brakowało bym swoją podróż skończył na masce pędzącego przeciwnym pasem Seata. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ, wbrew wszelkim standardom, tamten kierowca zatrzymał się. Nie tracąc czasu na gaszenie silnika opuścił swoją odpicowaną brykę i rzucił się biegiem w moją stronę. Niestety, nie było happy endu. Przed zbliżającym się wpierdolem uratował mnie towarzyszący mi kumpel. Dzięki stary, cienko bym piszczał, gdybyś przegrał ten wyścig.

Zastanawiam się, z czego wynika przytaczana powyżej ignorancja. Owszem, po części z mojej własnej głupoty. Gdybym siedział na tyłku w domu kiedy należało, gdybym nie słuchał muzyki podczas jazdy, gdybym bardziej uważał, gdybym… Inna sprawa, że mimo wszystko większość z nas na widok wypadku reaguje. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której potrącony pieszy bądź rowerzysta mijany jest przez zobojętniałych przechodniów. Nawet, jeżeli ktoś nie potrafi udzielić pierwszej pomocy, to podbiega, kręci na pogotowie, chociaż woła o pomoc. Z niewyjaśnionych przyczyn rozbity motocykl jednak wyłącza ludzkie odruchy. Ciekawa sprawa, zwłaszcza, że chwilę temu ci sami ignoranci wlepiali w nas wzrok jak Reksio w szynkę. Szynka się zepsuła, burek stracił zainteresowanie.

Na koniec jeszcze jedna akcja, dla odmiany w deszczu. Nie powiem, jechałem dość szybko. W pewnym momencie kobieta (żaden szowinizm!) dwa samochody przede mną stwierdziła, że czas odbić w boczną uliczkę. Nie tracąc czasu na przemyślenia wdusiła heble i bez zbędnego pośpiechu skręciła tam gdzie zamierzała. Najpewniej nawet nie zauważyła, że jej manewr zwieńczył pisk opon jadącej za nią puszki oraz lot przez dwa pasy jakiegoś tam motocyklisty. Laska zwyczajnie pojechała dalej. Za to facet przede mną poświęcił kilka sekund, by popisać się swoją oryginalną hierarchią wartości. Najpierw na spokojnie zbadał swój tylny zderzak. Tutaj puknął, tam pomacał, cmoknął coś pod nosem i rzucił okiem w moją stronę. Zmagania z położonym motocyklem opatrzył komentarzem o kobietach za kierownicą, pokiwał ze zrozumieniem głową po czym… odjechał. Wybierając numer do kumpla, kopnąłem utrącony kierunkowskaz.

Co innego mi pozostało?

Advertisements

3 responses to “Z kamerą w rowie czyli burek i zepsuta szynka

  1. „błotogówno” wymiata 🙂 Czekam na więcej wpisów, dobrze się to czyta chociaż wolałbym nie słyszeć kolejny raz jak ktoś ma innych (niezależnie od tego na czym jadą lub nie) gdzieś…

    • Cóż, wiesz jak to jest – na elite się pluje albo ma ją w dupie, trzeba przywyknąć. Ale racja, next time skupie się na tyłkach w bardziej pozytywnym wymiarze 😀

      • Tylko nie skupiaj się męskich tyłkach, bo będzie się kiepsko czytać 😉 A tak poza tym ardzo fajny blog, keep up the good work!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s