Reinkarnacja w orzeszki czyli naga prawda o tirach

Istnieje przekonanie, że kierowcy tirów nie przepadają za motocyklistami. Nie ma co ukrywać, nasze środowisko również nie darzy wspomnianych sympatią. Nie trzeba rzeki piwa, by usłyszeć historię o trzech muszkieterach przed którymi tirowiec blokował się w szoferce(1) albo o ciągnikach spychających jednoślady do rowów. Większość z nich można włożyć między bajki. Większość, ale nie wszystkie. Oddaje głos zeszłorocznym doświadczeniom.

Sierpień. Ociekający wodą i potem wracałem z Kobietą do Polski. Stwierdzenie, że droga nas nie rozpieszczała, byłoby nad wyraz optymistyczne. Po przebyciu ponad 200 deszczowych kilometrów dopłynęliśmy(2) do strefy wolnej od opadów. Nie muszę dodawać, że przemoczona skóra i kilka godzin trasy nie wpływa najlepiej na samopoczucie. Zdecydowaliśmy, że zaraz przed Wrocławiem zjedziemy na Orła i rozprostujemy zdrętawiałe stawy. Plan miał również drugie dno- była to wyśmienita okazja by powiadomić oczekującego kumpla, że czas skoczyć do sklepu po obiad.

Obładowana bagażami Tośka stanęła na pustym parkingu. Kobieta z ulgą zajęła krawężnik, a ja rozkoszowałem się gruntem pod stopami. Nagle zapadła noc. Z czubków butów spokojnie przeniosłem swój wzrok w górę. Nieopodal widniała wielka szoferka, której wektor wyrażnie przebiegał przez moją przestrzeń. Intuicja podpowiadała mi, że ignorancja może kosztować pieszą wycieczkę(3). Lepiej nie kusić losu. Z pokorą wziąłem Tośkę pod rękę i przeprowadziłem na drugą stronę parkingu. Tropikalny motyl wesoło zaklaskał skrzydłami.

Z łatwością uciekłem przed czychającym zagrożeniem. Los chciał, że prosto pod maskę wyjeżdzającego ze stacji Rosjanina. Zniecierpliwiona postać wymachiwała kończynami kląc pod nosem. Ostrożnie odwiesiłem błyszczący kask(4) na prawe lusterko i zacząłem pchać Tośkę do punktu wyjścia. Po przebyciu niespełna metra coś zachwiało równowagę. Do końca nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska, ale skutek był taki, że w jednoznacznym objęciu(5) runęliśmy pod koła warczącego Volvo. Rosjanin z satysfakcją założył ręce i czekał. Próby postawienia brytyjki do pionu nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Zrezygnowany objąłem taktykę przybysza ze wschodu. Pat. Na szczęscie Tośce nie stała się wielka krzywda. Kask zamortyzował upadek.

Cofnijmy się teraz o kilka miesięcy. Gdzieś na oscypkowym szlaku(6) spragnionych gór motocyklistów spowolnił korek. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż kumpel z garażu również nie mógł oprzeć się wizji wędzonych kawałków sera. Po paru skokach dotarliśmy wprost za tamującego ruch tira. Redukowany bieg, stekając, wydał krótką komendę- wyprzedzać! Wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie jeden detal- kumpel po ludzku, a ja po swojemu. Poboczem. Wyobraźcie sobie moje zdziwenie, gdy w połowie manweru tir zaczął spychać mnie w paszczę przydrożnego rowu. Ułamek sekundy później przekonałem się, że sprawny ruch dzwignią hamulca bezbłędnie symuluje otwarcie spadochronu. Tośka teleportowała nas do punktu wyjścia, za przyczepę.

Po odzyskaniu świadomości wróciłem do gry. Tym razem obrałem lewy pas, zadziwiając przy tym mijanego kierowcę biegłością języka migowego. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że powinienem opuścić siodło i w ramach pokuty przejść resztę trasy na kolanach(7). Każdy o inteligiencji przewyższającej mieszankę studencką orzekłby, że tirowiec zjechł w bok by ustąpić koledze miejsca. Cóż, gdyby nie łud szczęscia, reinkarnowałbym się w orzeszki.

Morał na zakończenie? Kierowcy pojazdów powyżej 3 ton bywają wyrachowani, nieprzewidywalni i bezmyślni. Motocykliści również.

  1. ku ścisłości- najpierw groził kluczem, później zablokował się w szoferce;
  2. aquaplaning;
  3. do celu pozostał dystans odrobinę dłuższy od maratonu;
  4. metafora przekazująca stosunek do kasku- kask byłby błyszczący, ale po umyciu;
  5. najpierw klasycznie, chwilę później ona na jeźdzccu;
  6. w miejscu, w którym mistyczne oscypki zaczynają grupowo materializować się przy drodze;
  7. bez ślizgów;
Advertisements

One response to “Reinkarnacja w orzeszki czyli naga prawda o tirach

  1. Pingback: Rozwarta muszelka czyli spotkanie nad przepaścią « Czupryna na Gumie·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s