Bielsza biel czyli zimowe latanie po mieście

Zima w pełni. Przykładny polski motocyklista wykorzystuje ten okres na krytykowanie mazi zalegającej na ulicach. Są jednak wyjątki odbiegające od reguły. Co odważniejsi bikerzy próbują stawić czoła naturze i wyruszają z garażu w bój. Też nie jestem w ciemię bity. Ok, kwestia sporna, ale nie przeszkodziło mi to polecieć z Tośką na krótką misję.

Nie ma co ukrywać, nie była to długo planowana operacja. Po budzącym nadzieję odczycie z termometru i chłodzącym emocje przeskanowaniu panoramy za oknem udałem, że nie widzę żadnego lodu na ulicach. Wierzę w to, że sami kreujemy sobie rzeczywistość. W imię modnej idei (1) przystąpiłem do realizacji planu. W czasie zakładania pachokalesonów (2) i podwójnej pary rękawiczek zacząłem skrupulatnie analizować fenomen Kamikaze. Śnieg zalegający przed garażem bynajmniej nie rozwiał podejrzliwych myśli. Rozpoczęła się wesoła gra w skojarzenia. Biel. Ściana. Blady jak ściana. Trup. Rzut oka na białe wstawki mojego Ciula (3) ocieplił lekko atmosferę, stawiając wyprawę w blasku wakacyjnych wspomnień. Gdzie ja tyle tego nałapałem? Ach, carpe diem, zakopianka! Rozsmarowane na piersi insekty uśmiechnęły się złowieszczo. Memento mori, frajerze. W momencie, w którym moje myśli oscylowały wokół Wiziru ruszyłem wraz z kumplem na torpedowanie miasta (4). Sportowe gumy piszczały z zachwytem…

Tutaj zamiast opisu akcji chciałbym wstawić małą dygresję- śliski asfalt utrudnia manewry karmiące letnie wydania Uwagi. Wyobraźcie sobie motocyklistę, który łamie barierę dźwięku lecąc na gumie przez most w centrum miasta. Już? To teraz odejmijcie od tego barierę dźwięku, gumę, latanie, most. Złamać można co najwyżej piszczel. Tak właśnie było.

Po niecałych 2 godzinach doświadczyłem czegoś, co Japończyk z pogardą i katanką w łapie nazwałby hańbą- wróciłem do bazy w jednym kawałku. Winę zzrzucam na poczciwy, brytyjski sprzęt i nierozciągnięty, lekko samozachowawczy nadgarstek. Bilans całkiem pomyślny- ucieszona micha własna, ucieszona micha paru pań na mieście, przepalony silnik. Co prawda przypięta na szybko mikołajowa czapka(5) odfrunęła gdzieś po drodze, ale straty w zakresie tolerancji. W końcu nic nie zapowiadało powrotu.

Do rzeczy jednak- zima dla wielbicieli dwóch kółek to czas refleksji oraz skomplikowanych obliczeń. Podliczanie kosztów, planowanie budżetu i leczenie kolana mam już za sobą. Pora na refleksje. Tak sobie leżę pewnej nocy i myślę, sporo się już z Tośką przeżyło. Fakt, daleko jej do emerytury, ale swoje widziała, przebiegu sie wstydzć nie musi, na fantazję właściciela też nie może narzekać. A gdyby tak zrobić jej noworoczny prezent (miały być sety, wypłata też miała być) i zacząć pisać dziennik pokładowy? Niech ma coś z życia, a i ja zaspokoję swoje gawędziarskie zapędy. W końcu ryzyko, że ktoś to wygrzebie podczas sprzedaży jest raczej niewielkie…

  1. również w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego;
  2. niedoceniony, acz umilający życie wynalazek- kalesony w rozmiarze XXL na właścicielu w rozmiarze naciągane M;
  3. renomowana firma produkująca skóry, gdyby ktoś nie wiedział;
  4. pozwoliłem sobie na pewien rodzaj skrótu myślowego. tak naprawdę w międzyczasie odpalaliśmy jeszcze Hanke- najpierw kluczykiem, później za pomocą kabli;
  5. charakterystyczną bandankę reprezentował czerwony akcent;
Advertisements

One response to “Bielsza biel czyli zimowe latanie po mieście

  1. Pingback: Brudne pieluchy czyli kabanos roku « Czupryna na Gumie·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s